blogowanie

4 etapy, przez które przechodzi bloger, który nie odpadł po kilku miesiącach

Kamila Rowińska często powtarza, że na szczycie jest najmniej osób, bo niewiele z nich ma odwagę, by tam dojść. Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że sama jestem na szczycie, bo daleko mi do bycia tam, gdzie innym w blogowej karierze się udało, ale mam pewne spostrzeżenia z perspektywy średniaka. Poznaj 4 etapy, przez które przechodzi bloger, który wytrwał – nie zniechęcił się do blogowania po kilku miesiącach.

1. Nieśmiałe początki…

Nie możesz się nadziwić, że tak świetnie piszesz, ale nikt tego nie docenia. Inni zbierają lajki, peany i oferty reklamodawców, podczas gdy ty brodzisz po kolana w kałuży i nie widać lądu. Pamiętaj, że taka jest kolej rzeczy i by z niczym się nie spieszyć, ale cierpliwie pracować. Selekcjonuj pierwsze propozycje reklam, czasem lepiej nie zgodzić się na współpracę, do której nie masz przekonania, choć wiem jak absurdalnie to brzmi, gdy tak bardzo potrzebujesz zwrotu inwestycji włożonych w rozwój bloga.

Początki to dobry czas by bez większych konsekwencji popełniać błędy – i tak nie masz za wielu świadków. Spora liczba odbiorców to większa presja – by powtórzyć liczbę wyświetleń sprzed miesiąca, by nie dać plamy, wreszcie by tekst klienta się przeczytał. Pozostając średniakiem nie odczuwasz aż takiej presji, bo twoje zarobki odbiegają od stawek influencerów.

Nie raz przekonasz się, że od zaproszenia do wywiadu lub wstępnych rozmów z reklamodawcami do publikacji, długa droga. Dlatego im więcej maili wyślesz, im więcej aktywności wykonasz, tym skuteczniej rozwiniesz swój blog. Niech drobne niedokończone sprawy (obietnice bez pokrycia, maile bez odpowiedzi, niewysłane książki do recenzji) nie osłabią twojej motywacji. Pogódź się z tym, że finalizujesz tylko procent pomysłów i to jest okej. Będą następne okazje.

2. Spojrzenie wstecz

To co pierwszego dnia wydawało ci się  błyskotliwe, najchętniej dziś byś wykasowała, gdyby nie oznaczało to zaczynania od zera. Musisz zaakceptować że zrobiłaś postępy, a za jakiś czas dzisiejsze teksty uznasz za słabe. Ja prowadzę 3 blogi, z czego każdy zarabia. Przyznam, że pierwszy pozwolił mi nie powielać błędów z przeszłości, np. nie prosiłam o lajki znajomych, którzy chcąc być pomocni, zapraszali niezainteresowane osoby na fanpage, co poskutkowało szybkim przyrostem fanów, ale nie przełożyło się na konwersję. Nowsze blogi naczekały się na każdy lajk i ma to przełożenie w odsłonach, zaangażowaniu odbiorców.

 3. Wyjadacz bez świeżego spojrzenia

Kiedy zaczynasz nowy projekt, pomysły same cię atakują, jednak z czasem trudno wymyślić coś, czego jeszcze nie było, a spontaniczne natchnienie i błyskotliwe wpisy przeplatają się z postami planowanymi z wyprzedzeniem. To dobry czas, by zatrudnić copywritera (jeśli już zarabiasz), zapraszać gości do wywiadów, podpierać się publikacjami w postaci książek czy zagranicznych tekstów. Z wiekiem zaczyna też brakować odwagi, kiedyś klikało się na wariata, teraz wiele pomysłów ląduje w koszu jako niewystarczające. Spontanicznie nadesłane teksty do publikacji autorów, którzy u ciebie chcą zaistnieć, bo masz już swoich odbiorców (których brakowało w punkcie pierwszym), ratują ci tyłek i pozwalają zachować regularność w publikacjach, gdy pomysłów brak. I to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego blogerom z brodą częściej wybacza się słabsze teksty – stoi za nimi grupa wiernych, zaangażowanych, cierpliwych odbiorców. Ten kto zaczyna, stara się podwójnie.

4. Profesjonalista z ambicjami

Im dalej w las, tym częstsze poczucie, że coś można było zrobić lepiej – publikować bardziej profesjonalne zdjęcia, aktywniej działać w mediach społecznościowych. Niech perfekcjonizm i poczucie, że coś jest niewystarczające, nie powstrzyma cię przed dzieleniem się z czytelnikami przemyśleniami. Czasami wystarczy selfie robione smartfonem, które przekazuje emocje czy dynamikę, zamiast podrasowanego zdjęcia, któremu daleko do autentyzmu.

Widzisz coraz więcej błędów, a to dlatego, że jesteś coraz lepsza w tym, co robisz i coraz trudniej ci dorównać, choć ty doskonale wiesz, co jeszcze możesz zrobić lepiej: jakie teksty się czytają, jak składać zdania, jak pozować…

Gdy wpada ci do głowy pomysł, ale nie wiesz, czy spodoba się innym, a może spowoduje falę odlajkowań, przerzuć go na papier/monitor i na końcu oceń, czy warto publikować. Realizacja pomysłu nie oznacza, że w tej samej sekundzie musisz się nim dzielić, poświęć czas by go dopracować. To nie długość tekstu, ani źródła na które się powołujesz, przemawiają o jego wartości, ale emocje jakie wzbudził, nawet jeśli był krótki i pisany intuicyjnie.

Czy zauważyłaś jakieś zmiany w swoim podejściu do blogowania, gdy patrzysz wstecz?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Uważam (i miałem nawet kiedyś w planach o tym napisać), że czas działa na korzyść blogera. Jeśli upłynie go odpowiednio dużo nie sposób odnosić mniejszych lub większych sukcesów. Dla przykładu mój case: bloguję półtorej roku, pracy nad nim mam coraz mniej, a jest mi coraz łatwiej nawiązywać kolejne kontakty, zgłasza się coraz więcej potencjalnych reklamodawców (choć nie walą drzwiami i oknami), kolejne osoby wskazują JZP w swoich rankingach. Gdybym jeszcze nie zaniedbywał promocji to było jeszcze bardziej różowo :>

    • Dokładnie tak, energia włożona na początku procentuje i potem pracujemy mniej intensywnie, a machina ruszyła w ruch i się toczy 😉

  • To prawda. Najtrudniejsze są początki, dlatego bardzo ważna jest wytrwałość. Myślę więc, że najlepiej jest jeśli zaczyna się pisać bloga po prostu dla przyjemności, bo nastawianie się od razu na sukcesy może prowadzić tylko i wyłącznie do frustracji, a w konsekwencji do porzucenia bloga.

    • Różnica między blogami pisanymi tylko dla przyjemności, a tymi rodzącymi się z pasji i zarabiającymi – to regularność. Jak blog staje się pracą, nie ma znaczenia, że nie mamy weny czy nastroju, wpisy muszą być.

  • Fajny post, daje do myślenia.Właściwie jestem na początku tej drogi, mam nadzieję, że uda mi się przez nią przejść w miarę spokojnie i bezproblemowo.

    • Jest taka maksyma:”Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału, tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień.”

  • Konfrontacja naszych marzeń z rzeczywistością zazwyczaj wypada na korzyść marzeń 😉
    Myślę jednak, że blogi prowadzone z pasji i z troską, nie zostają porzucane przez swoich właścicieli.

    Zgadzam się, że zupełnie inaczej ma się sprawa u osoby, która prowadzi bloga po godzinach, traktując go jako umilacz czasu, a inaczej u osoby, dla której jest on głównym źródłem dochodu. Staje się wtedy pracą. A jak to z pracą bywa, pojawia się poczucie obowiązku, że choćby nie wiem co, pewne rzeczy muszą po prostu zostać zrobione 🙂

    • Dokładnie tak, pewne rzeczy muszą być zrobione, a pasja nie zwalnia z regularności działań, inaczej jest tylko pasją, nie biznesem:)

      • W związku z tym, że każdy chce się oddawać swojej pasji, jak najczęściej, istnieje ryzyko, że nieśmiałe początki w blogowaniu, przerodzą się w lukratywne przedsięwzięcie. Ale powiedzmy sobie szczerze – czy jest bloger, który by się takiego ryzyka nie podjął? 😉

  • Co prawda, to prawda. Był taki czas, że wykasowałyśmy kilkadziesiąt tekstów z początków blogowania, bo zupełnie nie były zgodne z tym, co przedstawiamy obecnie na blogu. W sumie wyszło nam to na dobre. Z jednej strony doświadczenie jest potrzebne, z drugiej zaś, to dążenie do niedoścignionych ideałów potrafi być męczące.

    • Oj tak, trzeba wypośrodkować między krytykiem wewnętrznym i potrzebą porządków, a zachowaniem historycznych postów 🙂