IMGP1984

4 paradoksy blogowania

W blogowaniu niewiele można przewidzieć – począwszy od entuzjazmu czytelników, który rzadko jest współmierny do wysiłku włożonego w przygotowanie postu, na zacięciu do tego zajęcia skończywszy, bo może jednak szkoda czasu? Jedno jest pewne, jeśli od jakiegoś czasu traktujesz blogowanie poważnie, zapewne ciebie też dotyczą poniższe paradoksy (albo chociaż jeden z nich)!

Im bardziej się spinasz, tym mniejszy odzew

Ile razy zdarzyło mi się napisać post dosłownie na kolanie, nie tyle od niechcenia, co w pół godziny. Bywały też pościdła, które edytowałam, po przemyśleniu jednych treści dodawałam kolejne, a na nich znów nanosiłam poprawki. Do tego zdjęcia – 3 godziny wyjęte z życie, uganianie się za dziećmi, zniecierpliwiony mąż, który jest moim niezastąpionym fotografem i pomocą techniczną. Wciskam publikuj, szału nie ma. A ten od niechcenia, po wpływem chwili, co do którego nawet nie byłam pewna, czy warto publikować? Shary, lajki, fejm. I bądź tu mądry…

Nuda jest twoim sprzymierzeńcem

Kiedy narzekam na brak pomysłów na blogowe posty? Kiedy terminarz pęka w szwach, zlecenie goni zlecenie, piętrzą się rodzinne obowiązki lub reorganizacji ulega całe dotychczasowe życie, na przykład przy okazji rozpoczęcia roku szkolnego. Gdy dam sobie czas na nudę – chcę ją zabić, pisząc. Lub przewijam ścianę Facebooka i nagle dostaję olśnienia na widok mema ze złotą myślą, którą chcę rozwinąć.

Kiedy rzucasz to w… pojawia się propozycja życia

Nie myślcie sobie, że nie karciłam się w duchu – artystka, która marzy, że wyżyje z pisania, a powinna zabrać się do konkretnej pracy. Czasem nawet jej szukałam, a gdy dowiadywałam się jakie są stawki na mieście, szybko zrozumiałam – konkretna w cudzej opinii czy nie, za najtańsze zlecenie dostaniesz więcej niż na call center, a w dodatku ćwiczysz umysł, nie struny głosowe. Zawsze, gdy robię bilans zysków i strat pojawia się ten mail, na który tak długo czekałam – mój wymarzony klient, dzięki któremu będę spać spokojnie przez najbliższe tygodnie.

Jednego dnia unosisz się kilka centymetrów nad ziemią, drugiego czołgasz

Zawsze warto spojrzeć na swoje blogowanie z szerszej perspektywy – nie przez pryzmat kilku pierwszych wpisów, które miały przynieść propozycję życia i zaproszenie do DDTVN, a przeszły bez echa. Nawet nie z perspektywy tej propozycji życia, która się pojawiła w najmniej oczekiwanym momencie, bo szał szybko minie i nastaną jesienne wieczory. Jeśli nie czujesz tego, wygra serial, kakao z książką po kocem lub każda inna propozycja spędzenia czasu. Jaki jest twój cel? Chcesz kiedyś utrzymywać się z bloga? Teraz – gdy ledwo kto klika, komentuje lub sharuje jest czas, by budować swoją pozycję. To nie ma być propozycja na spędzenie czasu wolnego, gdy brakuje lepszych alternatyw, ale rozplanowanie działanie – na najbliższe tygodnie (plan publikacji), miesiące i lata. A wtedy przestaniesz brać do siebie jednostkowe sukcesy czy porażki i nic cię nie zatrzyma.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Dobrze znam te paradoksy 😉 I mam takie skojarzenie, że z blogowaniem, jak w życiu – raz z górki, raz pod górkę. Ciągła sinusoida. Pozdrawiam 😉

    • dokładnie, a już zwłaszcza jak to życie w realu wymaga większego zaangażowania, wtedy szybko można nabrać wątpliwości 🙂

  • To prawda!! Punkt 1 to paradoks, który ostatnio oswajam. Nie spinam się za bardzo. Poza tym też mam takie momenty, że mam ochotę przestać blogować i wtedy pojawia się ktoś to poleje miodem moje serduszko, pochwali itd. No i jak to tak?

  • My mamy plan na kilka najbliższych lat. Miejsc do zwiedzenia nigdy nie zabraknie, a naszym zapałem mogłybyśmy obdzielić kilka osób. A na poważnie, ze wspólnego bloga podróżniczego jesteśmy mega zadowolone i nie wyobrażamy sobie, że mogłoby go nie być.

    • Ciekawe co Was bardziej mobilizuje to, że blogujecie to podróżujecie czy to, że podróżujecie to blogujecie o tym 🙂 Dosyć istotna różnica.

  • Marta jakie to prawdziwe odnosnie blogowania, jednego dnia wznosisz sie nad ziemia, drugiego czolgasz, byle nie tracic nadziei. pozdrawiam serdecznie Beata

  • Myślę, że każdy prowadzący blog prędzej czy później znajduje się w takim punkcie krytycznym: zderzenia oczekiwań z rzeczywistością. I to jest naturalny proces; to jak studia, pierwsza praca czy małżeństwo 😉 A działa tak samo: niby wiesz, jesteś poinformowana jak to będzie działać, ale jak nadchodzi ten czas i sprawy dotyczą ciebie, zaczynasz wpadać w popłoch.
    Sądzę, że mamy zbyt duże oczekiwania co do blogowania, a to z kolei powoduje rozczarowanie. A miało być tak pięknie: po prostu pisać, nieść słowo w świat. – powróciłam do tego nastawienia i wierzę, że dobre słowa zakiełkują tu i ówdzie.

    • Pięknie to ujęłaś, zderzenie oczekiwań z rzeczywistością, gdyby nie moje oczekiwania, nie byłoby tylu rozczarowań 🙂 Z drugiej strony fajnie jest trochę wymagać od życia i dążyć do tego górnego pułapu:)