pixabay.com

6 Ciemnych stron własnego biznesu, o których nikt głośno nie powie

Niepewność o zlecenia i wysokość przychodów

Nieważne czy prowadzisz swój biznes rok, czy 5 lat. Niepewności o zlecenia nie da się wyeliminować: klienci płacący po terminie, klienci na jedno zlecenie lub kończący współpracę po kilku miesiącach to chleb powszedni freelancerki – copywriterki. Oczywiście z czasem idziesz po rozum do głowy, oszczędzasz na czarną godzinę, podnosisz stawki i aktywnie poszukujesz zleceń nawet wtedy, gdy jest dobrze. Umiarkowane poczucie bezpieczeństwa, nieustanna aktywność i doza niepewności to twoja rzeczywistość. Za to radość z sukcesów, przelewów i pochwał jest podwójna.

Pasja nie towarzyszy ci w każdej minucie

Czasem zaciskasz zęby i robisz coś dla kasy, bez głębszego sensu i celu. Piszesz ciurkiem od kilku dób, choć marzysz o długim masażu i Malediwach, ale ktoś musi czuwać, by następnie wylegiwać mógł się ktoś. Za to przerwy na regenerację zależą tylko od ciebie i od tego, jakie tempo sobie narzucisz. Jak musisz opanować plagę wirusów, firma dalej funkcjonuje, choć na zwolnionych obrotach.

Jak ty się nie zdyscyplinujesz, nikt nie zrobi tego za ciebie

Nie tylko do tego, by szukać nowych zleceń, rozwiązań i pogłębiać swoją wiedzę, ale też do tego by rano usiąść i napisać. Codziennie dokonujesz wyborów – przyjąć zlecenie za niesatysfakcjonującą stawkę, czy czekać na poważną propozycję i od tych decyzji zależy powodzenie biznesu. Siedzieć na fejsie czy czytać książkę, a może odpoczywać, by być bardziej produktywnym i regenerować siły przez szansą życia? Nikt palcem nie pokaże, ty tu urządzisz.

Wiele owocnych projektów ginie w otchłani przycisku delete

Choć były wystarczająco dobre. Trudno wystawić się na ocenę i zawsze można coś poprawić, a to błędne, wyczerpujące koło i pożeracz czasu. Jeśli ty sobie nie powiesz – woow, bomba, wysyłamy, nikt też ci tego nie powie, tylko kiedy jest ten moment, w którym gra i buczy?

Nie ma guzika wyłącz

Doglądasz na urlopie, pilnujesz by okazja życia nie przeszła ci koło nosa, może pójdziesz po rozum do głowy, by nie pracować w weekendy i nie sprawdzać poczty po 18, ale często weekend jest jedyną porą, gdy możesz się w spokoju skoncentrować tylko na pracy, bo ktoś zajmuje się dziećmi i nie trzeba lawirować między placówkami, lekarzami. Musisz zadowolić się 10 minutowym spacerem wyrwanym gdzieś na mieście w środku tygodnia.

Czasami masz dość klientów i niczym nie różnią się od marudnego szefa

Umówmy się – w tej relacji to ty jesteś osobą, która stara się bardziej, czeka na maile przez tydzień i zastanawia się, czy coś z tego w ogóle będzie, czy zobaczy kasę za swój czas i zaangażowanie. A kiedy mail spłynie, z ulgą odpisujesz, dając z siebie wszystko, choć po drugiej stronie nie ma podobnego zaangażowania i różnie układają się współprace. Szanujesz, choć nie zawsze z wzajemnością.

Wniosek? Nie ma pracy idealnej, nawet w osławionych pasjo-biznesach miewamy trudne chwile i tony wątpliwości, ale i tak to kochamy. C’nie?

A co dla Ciebie jest największą zmorą biznesu?

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Swietny artykul. Dla mnie zmora sa klienci, ktorzy oczekuja, ze za kilka on mojej pracy zaplaca pare zlorych I glosno sie dziwia, ze „tak drogo”.
    Ana

    • Ja mam taką zasadę – to nie są klienci dla mnie, niech szukają szczęścia za niskie stawki, ale czy znajdą jakość?

  • Od 3 lat prowadzę blog, wystartowałam z firmą dwa miesiące temu, więc to ważny dla mnie artykuł 🙂 I mam wrażenie jakbym miejscami czytała dokładnie o sobie. Na dzień dzisiejszy mam duży problem ze znalezieniem chwili na odpoczynek, regenerację, rozpoczęłam działalność a zaczął się sezon grypowy, synek był ze mną w domu przez prawie dwa miesiące – chorowaliśmy na zmianę. Nadrabiałam zamówienia i pracę nad sklepem nocami, rano wstawałam nieprzytomna. Ale brzdąc dwa dni temu wrócił do przedszkola. Pierwszy dzień totalnie odpuściłam, cieszę się że mogę sobie pozwolić właśnie na coś takiego, pracując na swoim. Zyskałam trochę energii i wpadam w normalny tryb pracy. Moim problemem jest też to postawienie sobie granic, np odnośnie czasu odpowiadania na wiadomości. Uczę się odcinać od wszystkiego po 19. I cierpliwości – miałam klientkę która potrafiła w niedzielę po 22 przysłać wiadomość a rano w poniedziałek po 7 już się przypominać, że przecież czeka na odpowiedź a ja jeszcze nie odpisałam….

    • Czytając ten komentarz, czytam o sobie:). Ważne jest odpowiedzieć sobie, jakich klientów obsługujemy, wyznaczyć im granice, nie bać się normalnych godzin pracy nawet za cenę utraty zlecenia, choć przy małym biznesie każdy grosz się liczy. Ja też kiedyś miałam propozycję rozmów w nocy z klientką (ona w dzień nie miała czasu) – przeniosłam to na maile – pisała w nocy, ja odpisywałam w godzinach „etatowych”. Zlecenia nie straciłam i nie wpadłam w pracoholizm.

  • Ja dopiero zaczynam i jestem na podwójnej pracy etat w korpo + własna firma. Może być gorąco;) mam nadzieję, że przetrwam. Na Twoim blogu znajduję dużo intersujących porad:), dziękuje!

  • Marzy nam się własny biznes, ale brak pewności płynności finansowej nieco nas powstrzymuje przed podjęciem tej decyzji już teraz. Dajemy sobie kilka lat 😉

    • To pewnie zależy od branży, skuteczności w poszukiwaniu klientów, reklamowania swoich usług, ale kilka lat jest potrzebnych, by zaistnieć, wyrobić markę, zdobyć doświadczenie, napędzić machinę klientów powracających i polecających nasze usługi.

  • Marta, bardzo fajny tekst, to prawda, ze zaleta bycia pracownikiem jest to, ze mozemy odlaczyc sie od pracy np w weekendy, choc tez nie zawsze. Bo znam ludzi, ktorych zmora pracy i jej utraty przesladuje non stop. I caly czas mysla o sytuacji w robocie, relacjach, podchodach i psuja sobie krew. Tu przynajmniej pracujesz na siebie i dla siebie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Nie mam sporego doświadczenia w pracy dla kogoś, ale zarówno etat jak i własna firma niosą ryzyko, że nie będziemy umieli oddzielić grubą krechą czasu dla siebie i dla rodziny od życia zawodowego.