EwaBrzozowska

Firmy zapraszały mnie do siebie na etat, a ja odrzucałam kolejne oferty, wiedząc, że jestem w stanie osiągnąć o wiele więcej

Dlaczego wybrałaś freelance i co było największym wyzwaniem na początku prowadzenia biznesu?

Freelance kiełkował w mojej głowie już w okresie matury. Nie wiedziałam chyba jeszcze, że tak to się nazywa, ale zawsze kręciła mnie niezależność. Co prawda w moich zawodowych planach brałam pod uwagę pracę w którejś ze znanych agencji reklamowych, ale dzięki temu, że wcześnie zaczęłam, nie zdążyłam wpaść w szpony korpo. Mój epizod z etatem trwał tylko kilka miesięcy (pół etatu jako grafik w małej agencji na pierwszym roku studiów) i skutecznie zniechęcił mnie do posiadania nad sobą szefa. Zaraz po zdobyciu tytułu inżyniera założyłam działalność gospodarczą i przez kilka dobrych lat, obok swoich zleceń, współpracowałam zdalnie z dwiema prestiżowymi agencjami – to była super przygoda, projekty dla wielkich marek. Dużo mnie ta współpraca nauczyła, ale jednoczenie utwierdziła w tym, że świat korporacji nie jest dla mnie. 

Największym wyzwaniem na początku biznesu było przekonanie samej siebie, że jestem profesjonalistą godnym wysokich stawek. Pierwsze poważne zlecenia podejmowałam już na pierwszym roku studiów (na umowy o dzieło), bez dyplomu i większego doświadczenia. Zaniżałam swoje stawki i popełniałam pierwsze biznesowe błędy. Ale w sumie nauczyło mnie to pokory. W niedługim czasie firmy zapraszały mnie do siebie na etat, a ja odrzucałam kolejne oferty, wiedząc, że jestem w stanie osiągnąć  o wiele więcej.

W swojej książce „Kierunek freelance” piszesz, jak ważne jest stworzenie dochodu pasywnego. Czy Tobie się to udało? Jakie są źródła tego dochodu?

Processed with VSCO with f3 preset

Tak, uważam, że solidne źródło dochodu pasywnego bardzo pomaga w prowadzaniu swojego biznesu. Wypracowanie go na wysokim poziomie zabiera sporo czasu, ale nawet gwarantowane „samozarabiające się” kilkaset złotych miesięcznie, daje już jakieś bezpieczeństwo finansowe. We freelancingu chodzi o sprytne zarabianie pieniędzy, dywersyfikację źródeł dochodów, bo dzięki wolności, mamy taką możliwość. Sztuką jest więc takie zwiększanie zysków, które nie wymaga od nas codziennej pracy.

Ja pracuję nad moim dochodem pasywnym od 2013 roku. Zaczęłam od sprzedaży grafik i mockupów (wizualizacji) na portalu Graphicriver. Pamiętam do dziś radość z pierwszych zdobytych tam dolarów. Teraz główne źródła takiego dochodu to sprzedaż moich wzorów na Spoonflower, Ku-Ka.pl oraz procentowy udział w sprzedaży tkanin z moimi wzorami w kilku polskich sklepach.

Jak pokonać barierę konkurowania stawkami na początku freelansu? Nad czym pracować, by wkrótce dyktować warunki, a nie desperacko szukać zleceń?

Aby móc w niedługim czasie zacząć dyktować warunki, trzeba postawić na profesjonalizm, doświadczenie i marketing. Gdy klient widzi w nas inwestycję, a nie niepewny koszt, chętnie zapłaci za nasze usługi. Od samego początku trzeba rozwijać swoją markę, zadbać o dobre logo, stronę internetową, ofertę. W myśl zasady „fake it till you make it” udawać profesjonalistę, aż rzeczywiście nim się staniesz.

Niestety na samym początku gra niską ceną jest praktycznie nieunikniona, chyba że możesz pochwalić się bogatym dorobkiem projektów wykonanych czysto hobbystycznie lub na etacie. Ale poszerzając sukcesywnie swoje portfolio, szybko można wskoczyć na wyższy poziom.

Czy miewasz jeszcze momenty zwątpienia, a może masz więcej zleceń niż mocy przerobowych? Po jakim czasie od rozpoczęcia freelansu osiągnęłaś ten bezpieczny stan?

Zdecydowanie częściej brakuje mi mocy przerobowych. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio się nudziłam i nie myślałam o żadnym projekcie. Niestety nie oznacza to, że nie przychodzą chwile zwątpienia. Jestem typowym przykładem człowieka sukcesu (lubię tak o sobie myśleć), którego regularnie dopada syndrom oszusta. Wystarczy chwilowy brak weny, jeden nieudany projekt, bym zaczęła wątpić w swoje umiejętności. Na szczęście poznałam już tego wroga i wiem jak szybo sobie z nim radzić 😉

W moim pierwszym biznesie jako grafik komputerowy, bezpieczny i regularny napływ zleceń osiągnęłam dość szybko. W pierwszym roku freelancingu (jeszcze bez działalności gospodarczej) trafiłam na dwóch zleceniodawców, którzy podrzucali mi regularnie spore zlecenia. A gdy zarejestrowałam swoją firmę, złapałam prawdziwy rozpęd. Teraz jako Surface Pattern Designer praktycznie od samego początku nie martwię się o zlecenia.

Często jest tak, że czekamy z zarejestrowaniem firmy i „pracą na poważnie” na ten idealny moment, kiedy będziemy mieć pewność, że zarobimy odpowiednio dużo. A to działa trochę odwrotnie – po sformalizowaniu swojej działalności masz tę świadomość, że musisz zarabiać i to napędza Twoją motywację. Bo na idealny moment można czekać w nieskończoność. Trzeba wybrać po prostu dobry i rozkręcić go po swojemu.

Jak to się stało, że po latach tworzenia identyfikacji wizualnych zaczęłaś projektować wzory dziecięce?

To przebranżowienie było efektem kilku czynników, które zbiegły się w jednym czasie. Przede wszystkim trochę wypaliłam się już jako grafik. Po 10 latach w tej branży nie kręciła mnie już tak, jak dawniej. Po drugie, zostałam mamą, więc podczas nocnych sesji karmienia nachodziły mnie różne refleksje i to właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że przydałaby się zmiana, większa spójność z moją marką i tym, co tworzę. I w końcu kropkę nad i postawił przypadek. Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się o konkursie na stronie Dresówka.pl, zaprojektowałam mój pierwszy w życiu wzór (w pandy, technicznie tak nieudolny, że aż wstyd wracać do plików źródłowych), a on okazał się bestsellerem. Więc poszłam w to. Dowiedziałam się, kim jest „Surface Pattern Designer” i stwierdziłam, że chcę nim być. Nauczyłam się, czego trzeba, wypracowałam swój styl, stworzyłam kolejne dwa wzory i wysłałam je na konkurs na portalu Spoonflower. Jeden trafił do pierwszej 10-tki, a drugi wygrał. To było moje „trzy razy tak”, którego nie dało się zignorować 😉

To jest teraz Twoją niszą, na której opierasz bezpieczeństwo finansowe?

Zdecydowanie tak. Przez kilka miesięcy próbowałam łączyć grafikę z wzorami, ale trudno było to pogodzić. Pamiętajmy, że w domu miałam 1.5-rocznego synka. Postawiłam więc wszystko na jedną kartę i złożyłam głośne przyrzeczenie, że jeśli na targach tekstylnych Fast Textile, na których wystawiłam się z moją działalnością w listopadzie 2016, zdobędę choć jednego klienta, to rzucam grafikę i idę tylko we wzory. I tak oto od 1 stycznia 2017 zostałam oficjalnie Surface Pattern Designerem. Klientów nie brakuje, a moja niespodziewana pasja stała się moim stabilnym źródłem utrzymania.

Pracujesz dla jednego dużego klienta czy kilku?

Pracuję dla wielu klientów. Wśród nich jest kilku stałych, ale jednocześnie współpracuję z kolejnymi firmami. Aktualnie jest to baza kilkudziesięciu klientów z Polski i ze świata, którzy korzystają z moich usług regularnie lub „z doskoku”. Z reguły po jednym wzorze wracają po więcej 😉

Zdecydowałam się jednak na dość wąską specjalizację i projektuję w zasadzie tylko wzory dla dzieci. Podejmuję się tylko tych zleceń, w których zbiega się mój styl i wizja klienta.

Jak pozyskałaś pierwsze zlecenia?

Można by pomyśleć, że po sukcesie wzoru w Pandy (pierwszy wzór w Dresówka.pl) poszło już z górki. Ale ten sukces mnie zablokował. Przez kilka miesięcy nie potrafiłam zabrać się za rysowanie, bo wiedziałam, że cokolwiek narysuję, będzie to gorsze od bestselleru. Pierwsze konkretne zlecenia zaczęły więc pojawiać się dzięki targom Fast Textile. Przyznam, że jako człowiek żyjący w internecie, byłam w szoku, jakie efekty daje pojawienie się na takiej imprezie. Ważne było też mentalne przestawienie się z „grafika, rysującego wzory po godzinach”, na „projektanta wzorów”. Z czasem wypracowałam swoją nową markę, rozpoznawalność, mocno postawiłam na Instagram, Behance i zlecenia zaczęły napływać też z internetu. W lutym 2017 byłam już najszczęśliwszym zawodowo człowiekiem ze świadomością, że to była dobra decyzja.

Nadal aktywnie szukasz zleceń?

Raczej nie. Cały czas pracuję nad tym, żeby dać się znaleźć tym, którzy właśnie mnie szukają, ale jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy 😉 Eksponuję moje projekty w internecie, piszę o mojej pracy na blogu, staram się być tam, gdzie jest moja grupa docelowa. To zdecydowanie lepsza taktyka, niż żmudne szukanie zleceń. Aczkolwiek staram się orientować w tym, co dzieje się na rynku, szukam firm, dla których chciałabym kiedyś pracować i od czasu do czasu sama wychodzę z ofertą.

Co u Ciebie powodowało zwątpienie i zniechęcenie, miewasz nadal takie momenty?

Jestem człowiekiem, który nie najlepiej znosi krytykę. Mimo wieloletniego doświadczenia w pracy kreatywnej i wystawiania swojej twórczości na widok publiczny, krytyczne opinie trafiają w moje serce. Ale gdy pierwsze emocje już opadną, potrafię się do nich odpowiednio odnieść i czasem okazuje się, że nawet klient może mieć rację. Ale to właśnie odrzucenie projektu boli mnie najbardziej i sprawia, że na chwilę tracę poczucie sensu mojej pracy 😉

Z Ewą Brzozowską

rozmawiała: Marta Szyszko

Ewa Brzozowska jest Surface Pattern Designerem i ilustratorem. Przez lata zajmowała się tworzeniem i rozwijaniem biznesowych marek, obecnie specjalizuje się w projektowaniu wzorów dziecięcych. Prywatnie  jest szczęśliwą żoną i matką. Swoje zmagania związane z łączeniem macierzyństwa i życia na freelansie opisuje na blogu FreelanceMama.pl. Jest również autorką książki „Kierunek: freelance. Sukces na własnych zasadach”.

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments