Ania Piwowarska

Gdybym była kimś innym, zazdrościłabym sobie – wywiad z Anią Piwowarską

Etat czy własna firma – wybrałaś to drugie, łatwo jest być freelancerką – copywirterką, jaką musiałaś przejść drogę, by być tu gdzie jesteś?

Pracę na etacie zaczęłam pod koniec studiów. I nie od razu była to reklama. Pracowałam w redakcji magazynu, a potem jako pani od marketingu – uwaga w kasynie. Ale cały czas celowałam w reklamę (poszłam na dziennikarstwo z zamiarem pisania, a zajęcia z reklamy były wspaniałe – i jakoś się to połączyło w chęć pracy w reklamie). Cały czas kręciłam się wokół krakowskiego środowiska reklamowego – chodziłam na imprezy copywriterów i konferencje branżowe, aktywnie uczestniczyłam w grupach na Golden Line – wtedy, jeszcze przed Facebookiem – to była bardzo prężna platforma. Plus oczywiście wysyłałam aplikacje. Od mojej pierwszej etatowej pracy czułam, że to nie do końca jest moja bajka – praca dla kogoś, w ścisłych ramach od 9 do 17. Ale też wiedziałam, że nigdzie nie poznam reklamy tak, jak pracując w agencji.

No więc przez 6 lat pracowałam na etacie, w dwóch agencjach, z czego jedna była agencją znaną i nagradzaną. Nie uważam tego czasu za stracony. 6 lat pisania tekstów dzień w dzień, uczestniczenia w burzach mózgów, wymyślania haseł, ale też pisania ulotek i bannerów, to była szkoła warsztatu copywriterskiego i nauka realiów polskiej reklamy, które rzadko wyglądają jak w serialu „Mad Man”. Cały czas korzystam z tej wiedzy i tych umiejętności.

W ostatnim roku etatowej pracy zaczęłam przyjmować zlecenia freelanserskie. A dwa lata wcześniej rozpoczęłam współpracę z Latającą Szkołą dla Kobiet, która trwa do dzisiaj i ciągle ewoluuje.

Taką to drogę przeszłam i teraz jestem tu. Jako freelanserka piszę teksty na zlecenie i rozwijam mój projekt pod nazwą Autentyczny Copywriting, który kieruję do małych firm i freelancerów – osób, które kochają to, co robią i w dużym stopniu pracują sobą. Chciałabym, aby to kim są, było widoczne w ich tekstach i na ich stronie i pomagało im w zdobywaniu klientów. Pomagam to osiągać za pomocą konsultacji i ćwiczeń.

Na freelansie jestem półtora roku. Czy bycie freelanserką jest łatwiejsze? W niektórych względach tak – w niektórych nie. Od pewnego czasu staram się jednak kierować w życiu nie tym, co łatwiejsze, ale co dla mnie lepsze. I na pewno na ten moment bycie wolnym strzelcem jest dla mnie lepszą opcją.

Piszesz i podpowiadasz jak pisać, a podpowiesz coś moim czytelniczkom, które prowadzą blogi, profile na Facebooku i często dorabiają jako copywriterki, jak to robić autentycznie?

Pisanie o sobie to bardzo trudna sprawa. Dużo bezpieczniej jest skryć się za szablonem, wyciągiem z CV, trzecią osobą (ukończyła to i to, pracowała tu i tu) albo formą „my” (jesteśmy prężnie działającą firmą…). Pisać tak, jak wszyscy i się nie wychylać.

Często, aby odejść od tego schematu trzeba sobie uświadomić, że w nim tkwimy. Że napisałam tak, bo wszyscy tak piszą, bo „tak się pisze”, bo nie przyszło mi do głowy, że można inaczej.

A potem, warto zadać sobie kilka pytań – dlaczego robię to, co robię, czym się kieruję w życiu i w pracy, jaka była moja droga i jakie elementy mojej historii służą temu, co robię oraz jak mogę je wykorzystać w tekście o mnie i innych tekstach na mojej stronie?

Moja praca przy tworzeniu tekstu o sobie podczas konsultacji, to w dużym stopniu wzmacnianie, zadawanie właściwych pytań, pomoc w wyborze tych najważniejszych elementów układanki – osobistej historii. To trochę zahacza o storytelling, trend w marketingu, o którym ostatnio mówi się więcej.

Chciałabym jednak podkreślić, że nie wymyślam nikomu życiorysu – pracujemy na prawdziwych elementach historii tej osoby. A ja towarzyszę i podpowiadam. Nie stosuję gotowych matryc do wypełniania. I nie bardzo lubię tak zwane magiczne i uniwersalne wskazówki w pięciu krokach. Do każdej osoby i jej historii podchodzę bardzo indywidualnie.

Ania Piwowarskafot.Sylwia Nikko Biernacka/Machina Fotografika – http://www.machinafotografika.pl/

Jak zdobywasz klientów, które narzędzia marketingowe sprawdzają się u Ciebie? A może to kontakty i nowi klienci z polecenia?

Najważniejszymi dla mnie narzędziami są moja strona internetowa www.autentycznycopywriting.pl (pozycjonująca się zaskakująco dobrze), profil na Facebooku: https://www.facebook.com/AutentycznyCopywriting, który prowadzę z zadziwiającą dla mnie samej regularnością oraz krótki opis z linkiem do mojej strony, które znajduje się na stronie Latającej Szkoły dla Kobiet. Od czasu do czasu prowadzę warsztaty (ostatnio na Festiwalu PROGRESSteron Kraków) i uczestniczę w różnych spotkaniach networkingowych, na których mówię o autentycznym pisaniu.  Wszyscy znajomi wiedzą, czym się zajmuję w życiu, więc jeśli chcą, mają szansę mnie polecać swoim znajomym i klientom. Moi dotychczasowi klienci stanowią osobne i bardzo ważne dla mnie źródło poleceń. Ich opinie publikuję też na stronie.

Twoja strona wyskakuje w czołówce Google, zdradzisz sekret wysokiego pozycjonowania?

To sukces, który mnie samą zaskoczył. Gdy już odkryłam, że po wpisaniu hasła copywriting w polskiej wyszukiwarce pojawiam się na pierwszym miejscu pod Wikipedią – zaczęłam drążyć temat. Moja strona powstała na WordPressie (Google lubi WordPressa, jak wieść internetowa niesie). Przy jej powstawaniu korzystałam z pomocy osoby, która w stopce na mojej stronie ukrywa się pod nazwą Magik WordPressa. Osoba ta wytłumaczyła mi, gdzie i co wpisać i sprawdzała, czy nic nie przeszkadza w samopozycjonowaniu strony. Chciałam przypisać sukces jej – ale się broni 🙂

Podjęłam więc poszukiwania. Wychodzi na to, że w efekcie zmiany parametrów wyszukiwania, Google zaczęło doceniać strony o oryginalnej treści (co jest jeszcze jednym argumentem za autentycznym pisaniem), często aktualizowane i dostarczające wartościowy content.

Kiedy się wpisze w wyszukiwarkę zmiany parametrów wyszukiwania Google, wyskakują całe elaboraty na ten temat (łącznie z tajemniczą zwierzęcą menażerią typu algorytm Panda, Pingwin i Koliber). Aby nie dać się zwariować i nie rzucić natychmiast na kolejne pozycjonerskie sztuczki, które kolejna zmiana algorytmu znowu wywróci do góry nogami – warto pamiętać, żeby robić swoje. Czyli pisać ciekawie i po swojemu o tym, na czym się znamy i co nas kręci. I próbować docierać z naszymi treściami do czytelników, którzy mogą być nimi zainteresowani – korzystając z różnych narzędzi marketingowych, w tym inbound marketingu i content marketingu (kolejne magiczne słowa, które nazywają to, co znamy i często intuicyjnie wyczuwamy).

Nie odrzucam możliwości pozycjonowania mojej strony w przyszłości. Po prostu na razie tego nie potrzebuję. Doradzam takie rozwiązanie osobom, które mają bardzo popularne branże, w których trudno samoczynnie wskoczyć na pierwszą stronę i które potrzebują dużej ilości wejść z wyszukiwarki (np. sklepy internetowe).

Copywriting wymaga koncentracji, weny i odpowiedniego miejsca – gdzie tworzysz teksty?

Wena przychodzi albo nie – ale dobrze, aby mogła mnie zastać przy pracy (choć ostatnio często atakuje pod prysznicem). Staram się nie demonizować roli weny i natchnienia w mojej pracy.

Do pracy konsultacyjnej potrzebuję dobrego samopoczucia, wypoczynku i skupienia, by w trakcie przygotowań, a potem przez dwie godziny spotkania móc dać z siebie wszystko – być w pełni uważna i obecna.

Do pisania potrzebuję ciszy, więc choć czasem robię eksperymenty z pisaniem w kawiarniach – to te najważniejsze kawałki powstają najczęściej w domu. W gabinecie, przy stole w kuchni, na kanapie albo na balkonie.

Konsultacje na żywo chętnie odbywam w spokojniejszych kawiarniach. Te na Skypie w domu. Doceniam rolę obecności innych ludzi pracujących obok – dlatego nie zamykam się na opcję coworkingu. Na razie jednak dobrze pracuje mi się w domu.

Stosuję różne strategie mobilizacji do pracy. Staram się być dla siebie wymagająca i dobra jednocześnie. Czasami w środku dnia idę na spacer albo na rower – i wtedy przypominam sobie, dlaczego tak bardzo chciałam tej wolności. Czasem później pracuję do nocy i wiem, że tak wybrałam.

Dostrzegam ciemne i jasne strony pracy, w której ponoszę pełną odpowiedzialność za siebie i za to, co robię oraz wpływam na to, ile pracuję oraz ile zarabiam. Przy okazji bardzo dużo uczę się o sobie. Nie zawsze jest to łatwa nauka. Ale też niektóre rzeczy – jak wystąpienia publiczne czy wypowiedzi dla telewizji śniadaniowej – przychodzą mi dużo łatwiej niż się spodziewałam.

Przez większość czasu czuję, że jestem na dobrej drodze. Gdybym była kimś innym, zazdrościłabym sobie tego uczucia.

Choć to mieści się w konwencji, jak najbardziej autentycznie – dziękuję za rozmowę 🙂

rozmawiała Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments