piotr-lokuciejewski-reachablogger

Ja już 17 lat pracuję w marketingu i wyznaję zasadę: im prościej, tym lepiej. Mamy tutaj „wirtualną kawiarnię”, gdzie się ludzie do siebie dosiadają i albo z sobą pracują albo nie

Z Piotrem z platformy REACHaBLOGGER umówiłam się w Coście, ale ostatecznie rozmawiałam w Starbucksie. Jest to tak pozytywny człowiek, że uśmiech ciśnie się na twarz nawet podczas odsłuchiwania rozmowy i robienia transkrypcji. Dziś publikuję wywiad na temat start – upu REACHaBLOGGER, który pomaga blogerom znaleźć zlecenie, a klientom blog, który tematycznie, statystycznie i cenowo pasuje do kampanii marketingowej. Mocno trzymam kciuki za ten projekt, a że działa, przekonałam się sama, zarabiając na mega inspirujących kampaniach.

Skąd pomysł na portal REACHaBLOGGER?

Ten sposób działania, w jakim funkcjonuje REACHaBLOGGER, a wiesz jak to działa, bo sama korzystasz z tej platformy 🙂 nie ma w Polsce dokładnego odpowiednika – o ile mi wiadomo.

A za granicą?

Trudno powiedzieć na 100%, dlatego, że są tego typu strony, ale one operują w o wiele większych budżetach i to ewidentnie jest już bardzo mocno zinstytucjonalizowane, to są bardzo poważne firmy. A my? Można powiedzieć, że REACHaBLOGGER jest start-upem – tyle, że bez zewnętrznego finansowania. Opowiem, jak to było od samego początku.

Mniej więcej dwa lata temu dwóch programistów z Poznania (pozdrawiam Dawida i Pawła!) wpadło na pomysł, żeby stworzyć platformę współpracy pomiędzy blogerami a markami i agencjami. Stworzyli platformę, jej backend i frontend, zaczęli ją rozwijać, następnie sprzedali ją obecnemu właścicielowi. Wciąż mamy z nimi kontakt, są bardzo pomocni przy poznawaniu tajników administrowania REACHaBLOGGERem. Chciałem przy okazji podkreślić, że pomimo zmiany właścicielskiej platforma nieprzerwanie działała, świadcząc usługi na najwyższym poziomie. Obecnie jest z nami 2750 blogów oraz 1400 klientów.

Skąd ja się tu wziąłem? Mniej więcej półtora miesiąca temu spotkałem się z właścicielem REACHaBLOGGERa i gdy dowiedziałem się, o co chodzi, to od razu chciałem poprowadzić ten statek! Dopiero zaczynamy, chcemy mieć więcej blogerów i więcej klientów, chcemy, żeby ta platforma bardziej się rozwinęła, no, mamy duuuże plany!

Mamy też plany ekspansji zagranicznej, ponieważ nie ma dokładnie takiej platformy współpracy i jest to dosyć oryginalna rzecz, ale o tym nie będę póki co mówił, żeby nie zapeszyć. W każdym razie – stąd się wziął REACHaBLOGGER i tak wygląda dzisiaj.

Jaką wartość wnosicie w życie innych – blogerów, agencji i klientów?

REACHaBLOGGER cieszy się zainteresowaniem dlatego, że blogerom zapewnia jasne i proste warunki współpracy oraz szybkie wypłaty wynagrodzeń. Mamy taką ambicję, żeby maksymalnie w ciągu tygodnia od otrzymania dokumentów, a często jeszcze tego samego dnia, robić przelew.

Blogerzy mają dostęp do ofert ponad tysiąca klientów, bardzo różnych: od dużych agencji interaktywnych, poprzez duże domy mediowe, agencje PR-owe, firmy. Przykładowo mamy firmę kurierską, mamy firmę zajmującą się usługami medycznymi, sklepy internetowe i wiele innych. Mamy też duże marki z dziedziny AGD, wystroju wnętrz. Jest duża rozmaitość. W zasadzie każdy bloger znajdzie tu ofertę dla siebie. Poza tym – zapisanie się do platformy i przeglądanie ofert jest CAŁKOWICIE darmowe dla blogera.

W niektórych firmach pokutuje takie myślenie, że wynajmiemy 10 blogerów hurtowo. My każdego z was traktujemy indywidualnie.

Miałem sytuację, kiedy jakaś blogerka napisała do mnie, że nie może dostarczyć tekstu, ponieważ jej się dzieci rozchorowały. Trójka dzieci, jak się rozchorowały, to jest Sajgon w domu… Okej, nie ma sprawy, poinformowaliśmy o tym klienta, daliśmy mu wybór: albo poczeka 3 dni dłużej na tekst, albo damy mu innego blogera. Klient poczekał na tekst. Dziewczyna dostarczyła fantastyczny wpis i wszyscy byli zadowoleni.

Blogerzy mogą do nas napisać w razie jakichkolwiek wątpliwości. Mamy do dyspozycji prawnika, którego zawsze możemy uruchomić i on wyda opinię prawną. Ostatnio jedna blogerka miała wątpliwości związane z podpisaniem umowy o dzieło, która mogła kolidować z jakimiś świadczeniami, które ona pobiera. Spytaliśmy prawnika, on sprawdził, napisał nam maila z podstawą prawną, co ona może, a czego nie.

Chcemy, by blogerzy czuli się komfortowo współpracując z REACHaBLOGGERem. U nas możesz odmówić. Jedna blogerka napisała spore uzasadnienie, że teoretycznie zlecenie mieściło się w ramach tematycznych, ale ona tego w ogóle nie czuła i nie będzie o tym pisać.

Co jest istotne dla firm, które się do Was zgłaszają?

Myślę, że prostota rozliczeń. Klient zasila swoje konto na platformie – my wystawiamy mu fakturę VAT i to jest koniec rozliczeń dla klienta. REACHaBLOGGER rozlicza się z blogerami w imieniu klienta, więc spada z niego cała olbrzymia biurokracja, związana wystawianiem umów o dzieło, przyjmowaniem potem tych umów, robieniem przelewów, itd.

W przypadku małej kampanii: z dwoma, trzema blogerami to nie ma znaczenia, ale jeśli robi się kampanię na dwadzieścia – trzydzieści blogów, to to już zaczyna mieć znaczenie, bo jak wszyscy blogerzy przyślą mu te umowy, to zginie pod nimi, a poza tym księgowa go zabije, że musi robić jakieś przelewy na 50, 100, 200, czy 300 zł 🙂

Nasi klienci mają do dyspozycji w tej chwili około trzech tysięcy blogerów. Przeróżnych: od relatywnie niedużych, które nie mają jeszcze dużego zasięgu – 500 osób czyta tego bloga, po bardzo duże blogi, sztandarowym przykładem jest mniammniam.pl, który jest najstarszym polskim blogiem kulinarnym i on ma ponad 2 miliony przeczytań miesięcznie.

Będziemy starać się wspierać i blogerów, i klientów czatem, który planujemy wprowadzić na stronie i prawdopodobnie wprowadzimy bota, który będzie odpowiadał na pytania, tak jak są boty na Messengerze na Facebooku, ponieważ pewne pytania od blogerów i od klientów się powtarzają, kiedy śpimy, będziemy uruchamiać bota, żebyście mieli wsparcie przez całą dobę.

Proste zasady i sposób dokonywania transakcji przez REACHaBLOGGER są gwarancją bezpieczeństwa zarówno dla klienta jak i dla blogera. Nie można u nas dostać pieniędzy za coś, czego się nie zrobiło albo nie dostać, kiedy się zrobiło. Nie ma takiej możliwości.

Ile transakcji miesięcznie dokonujecie?

Liczą się w tysiącach. O jakości REACHaBLOGGERa świadczy to, że od wakacji, na tyle dokonanych transakcji, mieliśmy tylko 5 sporów – transakcji oddanych do moderacji. W jednym przypadku bloger się rozchorował i z jakiegoś powodu nie poinformował zleceniodawcy, że go nie będzie przez 3 tygodnie. Zleceniodawca się zdenerwował, oddał spór do moderacji, w międzyczasie bloger się odezwał i zaproponował, że napisze tekst, zleceniodawca przychylił się do prośby blogera. Innym razem to klient milczał, a mimo to przeprowadziliśmy transakcję do końca i wypłaciliśmy pieniądze blogerowi. Bloger otrzyma pieniądze, jeśli wykonał pracę tak, jak to było określone w warunkach. My oceniamy, czy wpis jest zgodny z zamówieniem, jeśli tak, przelewamy pieniądze. Klient z kolei ma pewność, że pieniądze nie zostaną wypłacone, jeśli bloger nie spełni tych wymogów: spóźni się, nie napisze tego, co chcą.

Bywa też tak, że obie strony się zgadzają, że coś nie zagrało i proszą o anulowanie całej transakcji. Miałem taki przypadek, że obie strony stwierdziły, że to nie jest to, o co chodziło. Bloger stwierdził, że temat został mu źle opisany, klient się zgodził, że faktycznie źle to opisał i obaj poprosili o anulowanie transakcji. Tam nie było żadnej złości: nie dogadaliśmy się, to się zdarza, administrator platformy został poproszony o anulowanie transakcji i zwrot pieniędzy do zleceniodawcy. My nikogo nie zmuszamy do pisania i publikowania tekstów, które tematycznie odbiegają od bloga. Zależy nam na tym, żeby teksty nie były na siłę pisane na zlecenie, tylko dlatego, że ktoś tam płaci, ktoś u nas robi kampanię za „milion” pieniędzy. Doradzamy klientom, by dobierali blogi tematycznie do kampanii albo pomagamy im w tym – doradzając przy wyborze blogów.

Na przykład – dziwnie by wyglądała na blogu modowym recenzja – bo ja wiem? – programu antywirusowego. Pokutuje takie przekonanie, że nieważne, gdzie opublikują, ważne, żeby się zgadzały kliki. Staramy się edukować klientów, jeśli jesteś producentem pieluch jednorazowych, to lepiej mieć sto przeczytań na blogu parentingowym, niż tysiąc przeczytań na blogu technologicznym. Bo te sto przeczytań na blogu parentingowym to bardzo wartościowa publiczność, bo czytelnicy są zainteresowani taką tematyką.

Ja już 17 lat pracuję w marketingu i wyznaję zasadę: im prościej, tym lepiej. Mamy tutaj „wirtualną kawiarnię”, gdzie się ludzie do siebie dosiadają i albo z sobą pracują albo nie, jak nie – to nie ma problemu. Jest następny stolik.

Koniec cz. I

Z Piotrem Łokuciejewskim

rozmawiała: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • WIrtualna kawiarnia, sympatycznie, w koncu musze do nich zajrzec. Pozdrawiam serdecznie Beata