MariannaSaska_AlfaBloger_1

Moich klientów nie interesuje to, czy akurat jestem w Amsterdamie, Edynburgu, czy Warszawie

Marianna zdecydowanie zna swoją wartość i nie próbuje być na siłę skromna. Zachodnia mentalność, którą przesiąkła, a może gen, który stał się zapalnikiem jej zawodowego sukcesu?

MariannaSaska_AlfaBloger_1

Zaintrygowała mnie Twoja zawodowa historia: od korpo, przez pracę w Przekroju, po web consulting i copywriting na rynku brytyjskim. Opowiedz o swojej ścieżce zawodowej.

Wszystko zaczęło się od tego, że po studiach koniecznie chciałam wyjechać za granicę. Co miałabym tam robić miało już mniejsze znaczenie. Studiowałam dziennikarstwo, więc praca w zawodzie za granicą była mało realna. Na piątym roku zaczęłam szukać tak zwanych graduate management programmes, czyli programów organizowanych przez firmy dla absolwentów, którzy chcą zostać managerami. Zgłaszałam się gdzie popadło, na te programy jest zawsze mnóstwo chętnych. W końcu trafiłam na firmę Starwood, to wielka korporacja hotelarska, która ma takie ma takie marki jak Sheraton czy Westin.

Zaprosili mnie na testy predyspozycyjne i rozmowy. Ostatnią częścią rekrutacji było assessment centre w Brukseli. Na ten finalny etap zaproszono 100 osób z całej Europy. Przez dwa dni braliśmy udział w najróżniejszych zajęciach, cały czas spod okiem rekruterów. Nawet to, jak jedliśmy lunch i rozmawialiśmy w czasie kolacji, było oceniane. Świetnie się tam bawiłam, miałam dobre przeczucia na temat tej całej rekrutacji i rzeczywiście zostałam wybrana. W moim roczniku było 20 osób i każdy został wysłany do innego kraju – mi trafiła się Malta, na której spędziłam półtora roku. Uczyłam się tam wszystkiego o branży hotelowej od ścielenia łóżek do sprzedaży i marketingu. W tym ostatnim postanowiłam się specjalizować, a dokładnie w marketingu online. Po skończonym programie na Malcie dostałam pracę w Szkocji. Byłam tam odpowiedzialna za online marketing dwóch hoteli: Sheratona w Edynburgu i jednego z najbardziej znanych resortów golfowych na świecie – Turnberry.

Co skłoniło Cię do porzucenia etatu i założenia działalności gospodarczej?

Praca w międzynarodowej firmie była świetną przygodą, mnóstwo się nauczyłam. Ale po jakimś czasie zaczęła się wdzierać typowa korpo-frustracja. Wkurzający ludzie, za mała kasa, za dużo roboty. Miałam szansę na awans, propozycja pracy była na Malediwach z dwuletnim kontraktem. Stwierdziłam, że jednak teraz czas na innego rodzaju zmianę – na pracę dla siebie. Na chwilę wróciłam do Polski i rzeczywiście będąc tam założyłam firmę w Wielkiej Brytanii, to się robi w 10 minut przez internet. Długo jednak w Polsce nie wysiedziałam i szybko wróciłam do Szkocji, to moje ulubione miejsce na świecie. Tu wróciłam do swoich dziennikarskich korzeni, rozpoczęłam współpracę z Przekrojem i w tym samym czasie postanowiłam, że jak dorosnę, to zostanę blogerem 😉

Możesz podzielić się doświadczeniami prowadzenia działalności gospodarczej za granicą? Czy współczesne rozwiązania online umożliwiają prowadzenie firmy w jednym kraju, a przebywanie w innym?

Żeby założyć firmę w Wielkiej Brytanii musiałam mieć tam adres i numer ubezpieczenia, co w moim przypadku nie było problemem. Jest taki fajny podcast Pawła Traczyka w jego serii Mała Wielka Firma, w którym to wszystko jest świetnie opowiedziane. Na początku, dopóki nie zarabia się dużej kasy, zalety podatkowe są oczywiste. Na przykład, w Wielkiej Brytanii kwota wolna od podatku to 10 tys. funtów rocznie, czyli jakieś 53 tys. zł. W Polsce to ok. 3 tys. zł. Teraz tymczasowo mieszkam w Amsterdamie, ale cała moja działalność jest w Wielkiej Brytanii. Zajmuję się copywritingiem dla anglojęzycznych stron i konsultuję w dziedzinie marketingu online. Moich klientów nie interesuje to, czy akurat jestem w  Amsterdamie, Edynburgu, czy Warszawie. Co do rozwiązań technologicznych, używam serwisu dla freelancerów PeoplePerHour. Znajduję tam nowych klientów, a system pomaga mi w ogarnianiu księgowości.

AlfaBloger to odskocznia od pisania w języku angielskim, czy kolejny pomysł na biznes?

Długo zastanawiałam się czy prowadzić bloga po polsku, czy po angielsku. Postawiłam na nasz język ze względu na to, jak obecnie wygląda rynek blogowy w Polsce. Na palcach jednej ręki można policzyć dobre eksperckie strony. Nadal dominują blogi osobiste, lifestylowe, kulinarne i modowe (w wielu przypadkach są to serwisy na światowym poziomie). Natomiast w krajach anglojęzycznych, wyznacznikiem są tu oczywiście Stany Zjednoczone, dochodowe są blogi prowadzone przez ekspertów w danych dziedzinach, np. finansów domowych, rozwoju osobistego, parentingu – ale takiego, w którym czytelnikowi dostarczane są konkretne, wartościowe porady. Mój blog to serwis dla blogerów, copywriterów i wszystkich ludzi, którzy tak jak ja, chcą żyć z pisania. Nie ukrywam, że to długoterminowy pomysł na biznes. Zachęcam do takiego myślenia każdego, kto chce założyć bloga.

Dziękuję za rozmowę!

rozmawiała: Marta Szyszko

Comments

comments