Pani Swojego Czasu

Muszę realizować się zawodowo, bo bez tego cierpię!

Prowadzisz blog Pani Swojego Czasu, szkolenia z zarządzania czasem dla firm i Szkołę Guwernantek Governess Lane, przy tym jesteś mamą dwójki przedszkolaków. Jak udawało Ci się godzić obowiązki rodzinne z zawodowymi, gdy dzieci były jeszcze na etapie przedprzedszkolnym? Jak wtedy wyglądał Twój dzień?

Ola_Budzyńska

W zasadzie to, żeby to opisać to nie muszę sięgać pamięcią aż tak daleko. A wszystko dlatego, że na początku lipca u mojego 5 letniego syna zdiagnozowano cukrzycę typu 1, tzw. dziecięcą. To choroba genetyczna i nieuleczalna, ma się ją do końca życia. Ponieważ przedszkola w wakacje były zamknięte, więc dzieci zostały w domu, a dodatkową komplikacją był fakt, że dziecko z cukrzycą wymaga szczególnej opieki – kogoś, kto jest przeszkolony w zakresie mierzenia cukru, robienia zastrzyków z insuliny, obliczania węglowodanów w posiłku, itp. Babcie, które do tej pory  ratowały w takich sytuacjach, niestety nie mogły więcej pomóc.

Nie ukrywam, że na początku było ciężko, tym bardziej, że drugiego dnia po diagnozie, jeszcze jak Jaś leżał w szpitalu (a leżał tam dwa tygodnie), założyłam bloga Mama Cukiereczka, na którym opisuję życie naszej rodziny z cukrzycą. Można by powiedzieć, że nałożyłam sobie jeszcze jeden dodatkowy obowiązek na głowę, jednak dla mnie była to forma relaksu, a także autoterapii.

Piszę o tym dlatego, że cukrzyca mojego syna bardzo mocno wpłynęła na grafik naszego dnia – dziecko z tą chorobą musi jeść 5 razy dziennie, zawsze o tych samych porach, więc musimy tak planować dzień, by wziąć to pod uwagę. Nie ma w naszej rodzinie opcji „chodźmy na spacer, a jak zgłodniejemy to coś tam i gdzieś tam zjemy”. My dokładnie wiemy kiedy będziemy jeść, ile i gdzie.

To właśnie po diagnozie uświadomiłam sobie, że jest mistrzynią w planowaniu czasu i tak powstała Pani Swojego Czasu, by pokazać innym kobietom, że można.

Co do godzenia obowiązków rodzinnych i zawodowych to o pewne rzeczy zadbałam już dawno, dawno temu. Jeszcze gdy na świecie był tylko Jaś (mój starszy syn) i miał kilka miesięcy to zwykłam do niego mówić: „Kochanie, mama teraz będzie piła kawę i ma swoje 15 minut relaksu”. Oczywiście niemowlak nic z tego nie rozumiał, i jak mi się udało mieć 2 minuty dla siebie to już byłam szczęśliwa, ale takie podejście (realizowane też przy młodszym Franku) skutkuje teraz tym, że moje dzieci szanują mój czas wolny. Gdy mama robi sobie kawę to jest to świętość i oznacza to 15 minut czasu tylko dla mnie.

Zauważyłam, że kobiety bardzo często stając się matkami, przestają zauważać i zaspokajać swoje potrzeby. Ja jednak wychodzę z założenia (zgodnie z podejściem rodzicielstwa bliskości), że nie będę w stanie zaspokajać potrzeb bliskich mi osób, jeśli najpierw nie zaspokoję swoich.

Czy edukacja przedszkolna okazała się wybawieniem, a może niosła za sobą infekcje i dalszą konieczność „dyżuru” przy dzieciach, mimo opieki zapewnianej przez placówki? Jak teraz wygląda Twój dzień?

Tu znów muszę powiedzieć o okresie sprzed i po cukrzycy.

Zanim Jaś zachorował wszystko wyglądało bardzo standardowo – do 15.00 Jaś i Franio byli w przedszkolu, a mama pracowała. Teraz jest inaczej, bo Jaś musi mieć 2 razy w ciągu pobytu w przedszkolu zmierzony cukier i podaną insulinę. Insulina jest lekarstwem, więc panie wychowawczynie jej nie podadzą. Podajemy więc my, czyli ja i mąż. Na szczęście mieszkamy blisko przedszkola, a mamy taką pracę, że większość możemy wykonywać w domu.

Ja, ze względu na swoją pracę, mam bardzo zróżnicowany dzień pracy. Jeśli pracuję nad Szkołą Guwernantek, czy też Panią Swojego Czasu to jestem w domu i pracuję w domu. Jako trenerka prowadzę szkolenia w całej Polsce, a więc mam pracę wyjazdową. Nierzadko wyjeżdżam na 3 dni, na drugi koniec Polski.

Nie narzekam jednak, bo bardzo lubię tę różnorodność. Jedno wiem na pewno – nigdy nie mogłabym pracować na etacie, bo kiedyś próbowałam i wiem, że to nie dla mnie.

A jak to się stało, że rozwinęłaś się akurat w takim kierunku zawodowym – szkolenia z zarządzania czasem, Szkoła Guwernantek i Pani Swojego Czasu, kiedy zakiełkował pomysł i jak udało Ci się otworzyć i rozwinąć firmę?

Swoją firmę mam już od 8 lat, gdyż tak długo pracuję jako trenerka i prowadzę szkolenia, między innymi z zarządzania czasem, dla biznesu. Agencja i Szkoła Guwernantek powstała z poczucia misji – bardzo chciałabym, by naszymi dziećmi opiekowały się osoby wykształcone i kompetentne, a nie takie z przypadku.

Pani Swojego Czasu to blog o zarządzaniu czasem dla kobiet i w kobiecy sposób, który mam nadzieję, w przeciągu roku zamieni się w całkiem dobrze prosperujący biznes. Pomyślałam, że skoro realizuję szkolenia dla biznesu z zarządzania  czasem, to dlaczego by nie realizować takich dla kobiet? Kobiety są w tym równie dobre, tylko robię to na swój, kobiecy sposób i trzeba je w tym wzmacniać, gdyż jak na razie cały świat wmawia nam, że tylko męskie sposoby zarządzania czasem są tymi jedynymi poprawnymi.

Zawsze lubiłam robić dużo. Nie jestem typową Matką Polką, która zajmuje się tylko dziećmi, ja po prostu muszę realizować się zawodowo, bo bez tego cierpię.

Były trudne momenty, na przykład takie, że wzięłaś sobie za dużo na głowę i czułaś się przemęczona, jak sobie radziłaś z natłokiem spraw, własnymi wątpliwościami?

Oczywiście, że były, są i zapewne będą. To zupełnie normalne, że od czasu do czasu ma się wątpliwości czy się idzie w dobrym kierunku.  Ostatnio taki moment miałam, gdy zdiagnozowano syna, a ja byłam w samym środka tryliona spraw zawodowych – miałam poumawiane szkolenia, spotkania z Klientami, wyjazdy, itp.

Przez moment wahałam się jak to wszystko pogodzić razem, ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że muszę zastanowić się co jest priorytetem. A priorytetem było moje dziecko i jego zdrowie. I tak często jest, że gdy ustalimy sobie, co jest najważniejsze, to działania przyjdą same. Ja po prostu ogłosiłam całemu światu, że ze względu na nową sytuację wszystko się zmienia i będę przez jakiś czas niedostępna. Na całe wakacje zrezygnowałam ze szkoleń i kontaktów z klientami po to, by nauczyć się żyć na nowo. Ale nie żałuję bo dzięki temu powstała Mama Cukiereczka i Pani Swojego Czasu, co otwiera przede mną zupełnie nowe perspektywy.

To na koniec poproszę Cię o wskazówki zarządzania czasem dla Czytelniczek, które są mamami, jak efektywnie pracować i godzić obowiązki domowe, rodzinne z zawodowymi? Znasz takie sztuczki, które można od zaraz wprowadzić w życie i wygospodarować więcej czasu w ciągu dnia?

Oczywiście, że znam.

Po pierwsze nie brać wszystkiego na swoją i tylko swoją głowę. W swoim życiu zawodowym i prywatnym mam kontakt  z ogromną ilością mam i przeraża mnie fakt wszechobecności syndromu „Zosi Samosi”. Mamom się wydaje, że tylko one mogą i potrafią – zaopiekować się dzieckiem, nakarmić je, przewinąć, posprzątać, zrobić pranie, itp. A tymczasem ojcowie i mężowie potrafią to równie dobrze, wystarczy im odrobinę zaufać. Jeśli się o to zadba już na samym początku związku, to później naprawdę nie będzie problemem wyjście z koleżankami wieczorem (bez krzyków dziecka i rozpaczy mamy, że dziecko po raz pierwszy od trzech lat będzie usypiane przez tatę).

W naszym domu wszystko dzieje się na zmianę – jednego dnia kąpię i usypiam dzieci ja, drugiego tata. I tak było odkąd tylko dzieci przestały być karmione piersią. A jednak widzę, że to wyjątekod reguły, bo na wszystkich zjazdach towarzyskich widzę zazdrosne miny mam, które wieczorem idą odprawiać rytuały usypiania (nierzadko wielogodzinne), podczas gdy ja zostaję i doskonale się bawię, bo akurat tego wieczora wypada kolej taty.

Po drugie mam taką absolutnie świętą zasadę, dotyczącą pracy w domu. Gdy jestem w domu i pracuję to jest to czas pracy. W związku z tym w tym czasie nie prasuję, nie gotuję, nie piorę, nie zwracam uwagi na bałagan i nie myję okien. Uważam, że kobiety robiąc to wszystko w swoim czasie pracy pokazują, że same tej pracy nie cenią. Moja praca, bez względu na to czy ją wykonuję w domu, kawiarni czy na ławce  w parku, jest tak samo ważna i cenna, jak ta wykonywana w biurze więc w tym czasie nie zajmuję się niczym innym.

Często słyszę głosy mam: „ale ja tak nie umiem. Nie umiem przejść spokojne obok nierozwieszonego prania”. Odpowiadam im wtedy – „to się naucz”. To jest tylko i wyłącznie nowy nawyk do wykształcenia, a nie tajemna wiedza dostępna dla nielicznych. Albo wyjdź z domu. W Krakowie (tu mieszkam) jest mnóstwo miejsc, w których można popracować i nie płacić za to ani złotówki, a mieć potrzebną ciszę i skupienie (jeśli ktoś oczywiście ich potrzebuje do pracy).

Są też jednak Mamy, które pracują i mają dziecko pod okiem. Je też doskonale rozumiem, bo sama tak miałam przez całe wakacje, a także podczas chorób moich dzieci. Wtedy oczywiście nie da się na sztywno zaplanować czasu i powiedzieć sobie „teraz pracuję, a niech dziecko robi co chce”. W takiej sytuacji codziennie rano decyduję, które sprawy jestem w stanie wykonywać przy dzieciach, a które będę musiała przenieść na wieczór. Wiem już z doświadczenia, że pewnych zadań po prostu nie zrobię dobrze, gdy co 5 minut mam iść udawać krokodyla, budować remizę z klocków, czy podziwiać bohomazy moich synów. W takich sytuacjach prace wymagające skupienia (na przykład napisanie artykułu czy programu szkoleniowego) zostawiam sobie na wieczór. Jednak bez problemu mogę zająć się innymi aspektami mojej pracy (na przykład odpisywaniem na mejle), które mogę wykonywać choćby i w takich odcinkach 5 minutowych.

Choć wydaje mi się, że najważniejsze w takiej sytuacji to stawiać sobie realne cele i nie oczekiwać, że będąc z dziećmi zrealizujemy tyle samo, co podczas  godzinnego dnia pracy. To po prostu niemożliwe, a takie oczekiwanie tylko rodzi frustrację!

A jak to jest z odpoczynkiem, czy ten też należy planować, a może jest luksusem, który od czasu do czasu się pojawia?

Najlepiej gdy jest i tak, i tak.

Jeśli Ty nie zadbasz o to, by w ciągu dnia znalazł się czas tylko dla ciebie na twój odpoczynek, to nikt inny o to nie zadba. Są oczywiście opowieści o mężach, którzy mówią „kochana idź połóż się i odpocznij, a ja się zajmę dziećmi”, jednak te sytuacje są na tyle rzadkie, że lepiej wziąć sprawy w swoje ręce.

Z drugiej strony warto korzystać z tego, co się po prostu przydarza. Czasem faktycznie tak jest, że ten mąż to powie i wtedy skorzystajmy z okazji – nie mówmy sobie „a to zrobię pranie i prasowanie i ugotuję obiad skoro mam wolną chwilę” tylko napij się kawy, idź na spacer i poświęć choć chwilkę czasu na to, co naprawdę lubisz.

Zawsze na moich szkoleniach powtarzam mamom, że wychowują swojej dzieci poprzez to, co robią, a nie to, co im mówią – jak mają wychować dziecko świadome swoich potrzeb, realizujące się w życiu (a tego chyba chce każda mama) skoro same tak nie robią?

Masz całkowitą rację! Muszę popracować nad nowymi nawykami, w tym nad omijaniem prania szerokim łukiem 😉 Trzymam kciuki za rozwój Pani Swojego Czasu i Mamy Cukiereczka. Dziękuję za rozmowę,

Z Aleksandrą Budzyńską rozmawiała Marta Szyszko

Comments

comments