rozmowa o kobiecych start - upach

Najlepsze pomysły rodzą się z potrzeby – rozmowa z Martą Zucker o start –upach w Dolinie Krzemowej

Co sprowadziło cię do Doliny Krzemowej?

Mieliśmy z mężem możliwość, aby przenieść się do San Francisco i uznaliśmy, że warto z tej okazji skorzystać. Nie żałuję tej decyzji, uważam, że to jest naprawdę fantastyczne miejsce.

Skąd twoje zainteresowanie środowiskiem start-upów?

W Dolinie Krzemowej spotkałam wielu start – upowców – zafascynowali mnie swoją otwartością umysłu, wiedzą, tym, co robią. Poznałam także Pana Profesora Piotra Moncarza (współzałożyciela i przewodniczącego USPTC – polsko – amerykańskiej organizacji, która wspiera polskie start-upy w Dolinie Krzemowej). Tak się zaczęła moja przygoda ze start – upami.

Powiedzmy, że ktoś ma już gotowy pomysł na start –up lub w niego zainwestował i chciałby pojechać do Doliny po inspirację, by spotkać inwestorów. Jak należy przygotować się do wyjazdu do Doliny Krzemowej i co ta podróż może zmienić w rozwoju jego start –upu, na co też się nie nastawiać, żeby nie być rozczarowanym?

Zacznę od odpowiedzi na drugą część pytania – na co się nie nastawiać? Przede wszystkim nie nastawiać się na to, że jedziemy do Doliny Krzemowej po pieniądze. Wydaje mi się, że wielu młodych start – upowców ma błędne wyobrażenie o Dolinie Krzemowej. Uważają, że w Dolinie łatwo jest zdobyć pieniądze, gdyż skoro rozwijają już swój start –up, to na pewno otrzymają finansowanie.  Istnieje bowiem mit, że w Dolinie Krzemowej „wszystkie start-upy” zbierają tzw. rundy finansowe. A to tak nie działa i nie warto nastawiać się na „łatwe pieniądze”. Nie zbierzemy rundy finansowej w przeciągu dwóch tygodni, czy w innym krótkim terminie. Do zdobycia finansowania wiedzie długa i ciężka droga. Start –upy, które zdołają zamknąć rundy finansowe, zazwyczaj funkcjonują w „dolinowym ekosystemie” od dłuższego czasu, mają rozwiniętą sieć znajomych.

Natomiast na pewno warto tutaj przyjechać, by pochodzić na spotkania, poznać nowych ludzi, wysłuchać ciekawych prezentacji.

Wracając do pierwszej części pytania, jak się należy przygotować?

Przed wyjazdem do Doliny Krzemowej, jeszcze będąc w Polsce, warto spróbować umówić się na spotkania. Oznacza to, że będziemy musieli rozesłać może nawet 100 e-maili. Jeśli mamy już rozwinięty produkt, istnieje szansa, że nasi potencjalni klienci będą chcieli się z nami spotkać. Możliwość spotkania z konkurencją też jest ciekawym pomysłem, bo nieprawdą jest, że konkurencja nie będzie chciała z nami porozmawiać. Tu konkurencja chętnie się spotyka. Tych możliwości jest wiele. Zorganizujmy się tak, abyśmy mogli poznać tu jak najwięcej ludzi, abyśmy mogli z tego wyjazdu efektywnie skorzystać i abyśmy mogli się jak najwięcej nauczyć.

Warto także zastanowić się nad złożeniem podania do jednego z wielu akceleratorów w Dolinie Krzemowej. Choć to jest już następny, poważniejszy krok, ale doświadczenie nabyte podczas rozmowy kwalifikacyjnej (nawet jeśli nie zostaniemy przyjęci) na pewno bardzo nam się przyda.

prywatne archiwum Marty Zucker

prywatne archiwum Marty Zucker

Przygotowując się do wyjazdu warto opracować rzeczowy, ciekawy e-mail, w którym przedstawimy się – w skrócie opowiemy o sobie, wyjaśniamy, czym zajmuje się nasz start-up, lub jaki jest nasz pomysł. Ta informacja musi być krótka, gdyż zbyt długiej wiadomości raczej nikt nie przeczyta.

Pisząc e-mail podejmijmy pewien wysiłek, niech to nie będzie sztampowy e-mail; niech będzie skierowany do konkretnej osoby, tak aby, nasz odbiorca poczuł się wyróżniony i nie uważał, że marnujemy jego czas. Spróbujmy zdobyć nazwisko osoby, z którą chcemy nawiązać kontakt w danej firmie. Sprzedajmy się, zareklamujmy się, zasugerujmy dlaczego nasza wiedza, czy nasze umiejętności mogą być atrakcyjne dla tej konkretnej osoby, czy firmy.

Pamiętajmy także o poprawnym angielskim. Warto poprosić „native’a”, znajomego Amerykanina (może nauczyciela angielskiego ze studiów?), aby sprawdził nasz tekst. Nie oznacza to, że każdy e-mail, który wysyłamy musi być sprawdzony przez „native’a”, ale ta pierwsza wiadomość, powinna przedstawiać nas w dobrym świetle, a więc warto, żeby była napisana bezbłędnie. Nie od dziś wiadomo, że „najważniejsze jest to pierwsze wrażenie”.

Ktoś mógłby mi zarzucić – no, tak, ale gdy spotkam się osobiście z tą osobą, mój angielski nie będzie perfekcyjny. To prawda, ale to co innego; fakt, że nasz angielski w mowie nie jest perfekcyjny, że mówimy z akcentem jest zupełnie drugorzędny. W Dolinie Krzemowej mieszka mnóstwo cudzoziemców. Ponad połowa osób zatrudnionych w IT w Bay Area (czyli w rejonie zatoki San Francisco), to obcokrajowcy.

prywatne archiwum Marty Zucker

prywatne archiwum Marty Zucker

Przed przyjazdem do Doliny Krzemowej starannie przygotujmy także nasz elevator pitch (czyli prezentację naszego start – upu). Wielokrotnie ją przetrenujmy – możemy ćwiczyć przed znajomymi, czy przed rodziną. To musi być parominutowa, zwięzła prezentacja.

Nauczmy się także zaprezentować samego siebie; tak abyśmy będąc na spotkaniu, gdy zaczynamy rozmowę z nieznajomą osobą potrafili w dwóch, trzech zdaniach w ciekawy sposób przedstawić się i powiedzieć: kim jesteśmy, co robimy, co nas sprowadza do Doliny Krzemowej. Tak, aby zainteresować naszego rozmówcę.

Mogłoby się wydawać, że to jest łatwe – przecież wiemy, co robimy, kim jesteśmy. Jednak zachęcam aby napisać kilka zdań o sobie, następnie przeczytać je głośno, poprawić, zastanowić się, czy ta informacja będzie interesująca dla kogoś nowopoznanego.

Przygotujmy sobie również pytania, które będziemy chcieli zadać osobom, z którymi rozmawiamy po raz pierwszy w życiu. Niech to będą pytania nawiązujące do danego spotkania, np. jak się dowiedziałeś o tym spotkaniu. Od tak zadanego pytania, możemy poprowadzić rozmowę, o tym, w jaki sposób można zdobyć informacje o innych ciekawych wydarzeniach odbywających się w okolicy.

Przyjeżdżając do Doliny nastawmy się na to, że to my mamy coś do zaoferowania (naszą wiedzę, entuzjazm, nasz pomysł, czy nasz start-up). Nie nastawiajmy się, że dostaniemy coś „w prezencie”, lub „za darmo”. Bądźmy otwarci na świat, na inne kultury. Dolina jest bardzo otwartym miejscem, więc miejmy otwarte głowy, otwarte umysły. Nauczmy się słuchać i słuchajmy innych z otwartą głową.

Skoro mamy wysłać 100 maili do firm, to skąd wziąć te firmy?

To jest wiedza z internetu, ale również rozmawiajmy ze znajomymi, być może znamy osoby, które były w Dolinie i mogą nam coś doradzić. Istnieją także grupy na Facebooku, gdzie możemy poradzić się, zapiszmy się również do grup anglojęzycznych – nie wstydźmy się tego, że nasz angielski być może szwankuje.

Takie „poszukiwanie” wymaga czasu i skupienia. Zastanówmy się z kim chcielibyśmy w Dolinie porozmawiać, z kim mamy szansę się spotkać; nie rozsyłajmy e-maili do szefów największych korporacji, bo oni pewnie się z nami nie spotkają. Zastanówmy się, na jakie spotkania otwarte chcielibyśmy pójść, tych spotkań jest bardzo dużo.

Jakie znaczenie dla rozwoju start-upu ma networking?

Ma duże znaczenie – tak w Polsce, jak i w Dolinie. O sile networkingu oraz o tym, że rozbudowana sieć kontaktów pomaga w rozwoju start-upu opowiadali moi rozmówcy i rozmówczynie, zarówno w pierwszej książce – „Igrzyska talentów w Dolinie Krzemowej”, jak i w drugiej – „Kobiety Globalne w świecie start –upów”. Poznaną osobę możemy poprosić o przedstawienie nas komuś, z kim chcielibyśmy porozmawiać. To są ważne kontakty i warto o nie dbać i je rozbudowywać.

Myśląc o przyjeździe do Doliny, nie popadnijmy w schemat – ja tam nikogo nie znam, więc nie mam szans. Zawsze od czegoś trzeba zacząć. Ja przyjeżdżając do Doliny 2 lata temu, kompletnie nikogo nie znałam. A więc, nie zniechęcajmy się, nie zrażajmy się, że przecież ja nikogo nie znam – trudno, to poznasz. 🙂

Pracujesz nad swoim start –upem?

Chodzą mi po głowie różne pomysły. Uważam, że najlepsze pomysły rodzą się z potrzeby i wydaje mi się, że nie należy na siłę wymyślać „kolejnych start-upów”. Wszyscy codziennie mamy mnóstwo pomysłów, lepszych i gorszych, ale szanse na przekształcenie ich w start-up są raczej niewielkie.

Napisałam dwie książki o start-upach, kto wie, może sama też kiedyś zacznę rozwijać swój.

Globalny biznes można prowadzić z każdego zakątka na Ziemi z dostępem do wi –fi, ale najpierw trzeba otworzyć się na możliwości; jak już na wstępie planować biznes, by od razu podbić globalny rynek?

Nastawmy się, aby nasz produkt od samego początku był globalnym produktem. Współczesny rynek jest otwarty, jak sama mówisz wystarczy wi-fi, żeby zobaczyć, co się dzieje w prawie każdym zakątku świata. Od początku warto myśleć globalnie, a także od początku warto myśleć po angielsku. Co to znaczy – aby na przykład od początku budować swoją stronę internetową po angielsku. Gdy spojrzymy na amerykańskie start –upy, one mają o tyle ułatwioną drogę, że od razu „powstają po angielsku”.

I oczywiście poprośmy „znajomego Amerykanina” aby sprawdził angielską wersję naszej strony internetowej; wydaje mi się, że na stronie internetowej nie ma miejsca na błędy językowe.

Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do wywiadu na mój blog, który w porównaniu z innymi jest niszowy, ma dopiero 3700 unikalnych użytkowników.

To już jest sporo! Mam nadzieję, że nie narzekasz…  🙂

(Śmiech) No chyba nie na rynku reklam blogowych, gdzie niektórzy mają po kilkadziesiąt tysięcy użytkowników.

Wydaje mi się, że lepiej mieć 3 tysiące użytkowników, którzy czytają nasz blog, niż 11 tysięcy sztucznych użytkowników, z których tylko paru czyta, a reszta to tylko liczby. Uważam, że nie warto oglądać się na innych, ale należy robić swoje.

Marta Zucker

Mieszka w Kalifornii, zafascynowana środowiskiem start –upów w Dolinie Krzemowej, o którym napisała już dwie książki: „Kobiety globalne w świecie start –upów” PWN 2016 i „Igrzyska talentów w Dolinie Krzemowej” PWN 2015. Współpracuje z firmą konsultingową KarStans sp. z.o.o. Jej pasją są podróże. Zwiedziła między innymi Indie, Nepal, Azję Południowo – Wschodnią i Nową Zelandię. Zdobywczyni kilku himalajskich szczytów.

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments