Bez tytułu

Najważniejsze jest to, co robisz teraz. Każdy dzień się liczy

Kiedyś pisanie tekstów dla klientów za kiepskie stawki było dla mnie momentem przejściowym, z którego chciałam się wydostać i wejść na poziom wyżej w biznesie. Dziś coraz częściej czuję, że tym bezpiecznym miejscem, które mi nie wystarcza (a o którym marzyłam i do którego z sukcesem dążyłam), jest publikowanie artykułów sponsorowanych na blogach. Może wynika to z tego, że powtarzanie sprawdzonej formuły nie ma w sobie pierwiastka ekscytacji i niepewności, a gdy już coś opanuję, od razu chcę sięgać wyżej?

Najbardziej lubię, gdy w ramach treści sponsorowanych mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Zgłębić interesujący temat, zdobyć nową wiedzę, zaspokoić swoją ciekawość i podzielić się swoim entuzjazmem z czytelnikami. Jednak nie wszystkie propozycje publikacji to szczyt moich ambicji, nie wszystkie pokrywają się z moimi zainteresowaniami, nie we wszystkie wierzę. Jak pogodzić swoje zainteresowania z uzyskiwaniem przychodów?

Nikt nie lubi robić kroku wstecz, ale czasem jest to konieczne i dyktowane kondycją finansową firmy. Robisz kampanie jako influencer, a klienci chcą u ciebie publikować sztampowe teksty po taniości? Nie warto tracić zaufania dla natychmiastowego zysku, bo wkrótce staniesz się specem od sprzedaży linków. Przyciągasz takich klientów i takie kampanie, jakie wcześniej realizowałaś. Dlatego możesz łatać budżet poza spojrzeniami innych. Pisać teksty za niskie stawki dla klientów, ale nie publikować ich u siebie. Jeśli nawet klient przyśle sztampowy tekst, a ty jesteś na musiku, popraw go, by chociaż mieścił się w granicach przyzwoitości, nie oczekuj dodatkowej zapłaty za edycję-każdy klient na to pójdzie, a ty nie stracisz twarzy przed odbiorcami. Propozycje tekstów sponsorowanych dzielę na takie, które wzbudzają mój entuzjazm, neutralne i sprzeczne z moimi wartościami (z tymi ostatnimi nie idę na kompromis).

Konkurować cenami czy nie?

Jaka jest twoja przewaga konkurencyjna? W moim przypadku jest to mocna pozycja w Google i wysoka jakość treści, którą często podkreślają klienci. Wracają do mnie, bo jak twierdzą, nie chodzi im jedynie o zakup linków pod SEO, ale o zwiększanie świadomości marki.

Im niższa stawka, tym łatwiej pozyskać zlecenie, ale też większy pośpiech i stres. Im wyższa stawka, tym trudniej pozyskać klienta i licząc tylko na jednego dużego, z powodu jego braku można wyłożyć swoją płynność finansową. To typowy dylemat freelancera: tworzyć coś wybitnego raz na jakiś czas-za wysoką stawkę, czy częściej i taniej?

„Dwunastotygodniowy rok wprowadza podejście, którego celem jest osiągnięcie wielkości w zaledwie kilku dziedzinach, a nie do przeciętności związanej z wieloma zagadnieniami. (…) Gdy staramy się, by nic nam nie uciekło, nieświadomie dopuszczamy do tego, że umyka nam wszystko. (…) takie podejście jest gwarancją osiągnięcia przeciętności z racji tego, że nie obdarzamy pełną uwagą ani kluczowych projektów, ani istotnych rozmów, ani ważnych osób.” B. P. Moran, M. L. Lennington

Kiedy podnosisz stawki, licz się z tym, że masz mniej zapytań o współprace i mniej transakcji. Ale za to rzadziej robiąc więcej, masz więcej czasu na ładowanie wartości w swój projekt. Gdy zależy ci na jakości, to normalne, że stawiasz opór i nie jesteś dostępna tanio, szybko i dla wszystkich. Jeśli oferujesz jakość, to normalne, że na nowy post na blogu trzeba poczekać, że zbierasz inspiracje i myśli, a nie sypiesz nimi jak z rękawa.

„Jeżeli jednak zdarzy się sytuacja, w której mimo skutecznego wypełniania określonych wcześniej czynności przewidywane wyniki nie nadchodzą, trzeba zrobić krok wstecz i zmodyfikować plan. Fizyka mówi, że każdej akcji towarzyszy reakcja. To dobra wiadomość, gdyż za każdym razem, gdy podejmujesz działanie, coś tworzysz-być może nie będzie to dokładnie to, na czym ci zależało, ale coś się wydarzy. To coś to reakcja rynku, którą musisz uwzględnić.” B. P. Moran, M. L. Lennington

Podnosić stawki trzeba ostrożnie, kiedy jest dużo propozycji. Warto mieć otwartą furtkę, by wrócić do tego, co bezpieczne. Dywersyfikować i nie być zbyt dumnym, by pracować za tyle, ile rynek jest gotowy w danym miesiącu nam płacić.

Nie czekaj zbyt długo z wyciągnięciem wniosków i modyfikacją strategii cenowej

 „Nic nie potrafi zmotywować człowieka tak jak nieprzekraczalny termin.” B. P. Moran, M. L. Lennington

Niektórzy cały miesiąc mają kiepski i czekają, aż w ostatnim tygodniu zarobią na ZUS. Cały miesiąc trzymali wysokie stawki i nagle zaczyna się szaleństwo desperacji, zaniżania stawek, obserwowania, jak topnieją oszczędności. Lepiej ocknąć się wcześniej niż za pięć dwunasta, a stawki podnosić przy pokaźnych oszczędnościach. Bo nie chcąc psuć rynku, możemy zepsuć płynność finansową. Gdybyśmy plan naprawczy swojego biznesu wprowadzili wcześniej, niż gdy mamy nóż na gardle, osiągnęlibyśmy lepszy wynik. Na początku miesiąca (lub roku, jeśli stawiamy cele roczne) mamy poczucie, że jest jeszcze dużo czasu, by osiągnąć cele.

„Zastanów się nad tym: choć zaczynamy rok z wielkimi planami, pod koniec stycznia z reguły dostrzegamy, że trochę odstajemy od przyjętych założeń. Chociaż nie wywołuje to naszego zadowolenia, nie jest to również powód, by się specjalnie martwić, gdyż każdy z nas mówi sobie: „Wciąż mam czas. Przede mną jeszcze jedenaście miesięcy na nadrobienie opóźnienia”. Pod koniec marca nadal jesteśmy trochę z tyłu w stosunku do planu, ale wciąż nieszczególnie się tym przejmujemy. Dlaczego? Wciąż sądzimy, że mamy mnóstwo czasu, by nadgonić zaległości. Ten sposób myślenia utrzymuje się aż do nadejścia końcówki roku. Przyjmujemy błędne założenie, że w danym roku mamy jeszcze bardzo wiele czasu, a potem działamy w myśl tego przekonania. Nie czujemy potrzeby pilnego przejścia do czynów i nie zdajemy sobie sprawy z tego, że liczy się każdy tydzień, każdy dzień i każda chwila. Skuteczne działanie to tak naprawdę coś, co zachodzi dzień po dniu i tydzień po tygodniu. Kolejnym słabym punktem myślenia w ujęciu rocznym jest założenie, że w późniejszej części roku osiągane przez nas wyniki znacznie się poprawią. To trochę tak, jak gdyby pod koniec września lub w październiku, miał się wydarzyć jakiś cud, dzięki któremu zaczniemy skuteczniej działać. Jeżeli jednak nie potrafimy zwiększyć efektywności w bieżącym tygodniu, na jakiej podstawie zakładamy, że uda nam się dokonać czegoś takiego w skali całego roku?” B. P. Moran, M. L. Lennington

Problemem jest jedynie to, że tego rodzaju potrzeba pilnego działania towarzyszy nam tylko przez kilka tygodni. Czyż nie byłoby wspaniale, gdyby udało Ci się wykrzesać z siebie tyle energii, skupienia i zaangażowania w każdym tygodniu roku?” B. P. Moran, M. L. Lennington

Najważniejsze jest to, co robisz teraz. Każdy dzień się liczy, nie dopiero końcówka miesiąca czy roku.

„Długoterminowe wyniki są następstwem działań podejmowanych każdego dnia. (…) Jeśli zależy ci na tym, by przewidzieć rozwój swojej kariery i przyszłe przychody, spójrz na działania, jakie podejmujesz każdego dnia w pracy.” B. P. Moran, M. L. Lennington

Mierzenie wyników-czyli chwila prawdy

Wszystko, co można zmierzyć, można też poprawić. Sprawdzanie wyników pozwala ocenić, czy to, co robimy, idzie w dobrym kierunku, a może tracimy czas. Wyników oczekują reklamodawcy i zapoznają się ze statystykami, nim podejmą współpracę. Jeśli po kampanii nie masz się czym pochwalić, czujesz się niezadowolona, nie mówiąc już o kliencie. Dobre statystyki są przepustką do intratnych propozycji. Liczby nie kłamią. Nawet w najbardziej abstrakcyjnym biznesie i artystycznej działalności, sprowadzają na ziemię.

„Suche dane nie uwzględniają wysiłku oraz intencji, przedstawiają natomiast osiągnięcia. (…) Każdemu zdarza się czasem usprawiedliwiać kiepskie wyniki-w przypadku skutecznego systemu oceny dokonań jesteśmy zmuszeni stawiać czoła rzeczywistości, nawet jeśli jest ona nieprzyjemna. Chociaż bywa to trudne, im wcześniej zmierzymy się z prawdą, tym szybciej będziemy mogli zmienić nasze działania na takie, które zapewnią nam lepsze wyniki.” B. P. Moran, M. L. Lennington

„Prawda jest jedyną rzeczą, która zapewnia człowiekowi solidne oparcie.” B. P. Moran, M. L. Lennington

Marta Szyszko

na podstawie: „12 tygodniowy rok.”, B. P. Moran, M. L. Lennington, Wydawnictwo Studio EMKA

12-tygodniowy rok

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments