Marta Szelejak zdjęcie

Nikt nam nie da gwarancji, że akurat nam się uda. Trzeba to po prostu sprawdzić-wywiad z Martą Szelejak

Marta, czym zajmujesz się zawodowo, jak duże masz doświadczenie w coachingu i dlaczego postanowiłaś pomagać kobietom?

Od 4 lat pracuję z kobietami i dla kobiet. Pomagam im stać się Bohaterkami własnego życia.

Na początku wspierałam mamy wracające do pracy po dłuższej nieobecności. Pomagałam im zaplanować dalszą ścieżkę kariery, odkryć mocne strony i tak wszystko zorganizować, aby wracały do pracy ze spokojną głową.

W listopadzie 2016 roku stworzyłam Podróż Bohaterki. To projekt dla kobiet, które utknęły w impasie z własną firmą. Podróż to metafora rozwoju działalności – od pomysłu do zysków. Bohaterką jest każda kobieta, która zdecydowała się wejść na tę ścieżkę.

Wierzę, że kobiety są w stanie rozwijać własne firmy. Potrzebują do tego więcej odwagi, wiary w siebie, determinacji i wsparcia. I ja im to wsparcie daję.

Praca z kobietami była dla mnie naturalnym wyborem. Już na studiach pisałam pracę magisterską na temat rodzącego się polskiego feminizmu, później na studiach podyplomowych z Zarządzania Zasobami Ludzkimi opracowałam program rozwojowy dla kobiet.

Kończąc studia coachingowe od razu wiedziałam, że będę pracować głównie z kobietami. Uważam, że my mamy trudniej. Żonglujemy rolami i obowiązkami, na naszych ramionach spoczywa opieka nad dzieckiem. Nie twierdzę, że tak jest w każdym domu, ale to częsty obrazek. Częściej od mężczyzn zapominamy o sobie. Mamy więcej negatywnych przekazów społecznych o tym, co nam wypada a co nie.

Kobiety częściej od mężczyzn sabotują własne działania, działają bardziej asekuracyjnie.

A wierzę, że kobiety mają w sobie niezwykłą moc. Ja towarzyszę w jej odkrywaniu.

W maju rusza mój pierwszy kurs online „Jak ruszyć z miejsca z biznesem”. Wstępem będzie darmowe wyzwanie. Będę o tym informować w moim newsletterze. Dla kobiet, które się zapiszą, czeka test „Jak ruszyć z miejsca?”.

Jak poczucie własnej wartości wpływa na osiągnięcia kobiet w biznesie? Jak kobiety sabotują swoje biznesy, jaki to ma związek z samooceną?

Zacznę od definicji. Dla mnie poczucie własnej wartości to wiara w siebie, zaufanie do siebie. To sposób, w jaki o sobie myślę, jak mówię do siebie samej.

Trudno prowadzić firmę, gdy ma się niskie poczucie własnej wartości. Jak mogę przekonać innych, że warto mi zaufać, że mam naprawdę wartościową ofertę, jeśli sama w to nie wierzę?

Jeśli mam poczucie, że nie jestem wystarczająco dobra, aby odnieść sukces, to go nie odniosę. Jeśli nie umiem sięgać do swoich talentów, do tego, co jest we mnie wyjątkowe, to na czym się oprzeć prowadząc firmę?

Jeśli wierzę, że nie zasługuję na to, aby działać z sukcesem, to sabotuję samą siebie.

Mogę to robić np. poprzez ciągłe tworzenie oferty czy strony internetowej zamiast realnego działania. Ciągle czekać, aż będę gotowa. Ciągle wszystko udoskonalać.

Część kobiet nie działa, bo bardzo boi się krytyki. To je wręcz paraliżuje. A prowadząc własną firmę trzeba być na to gotową. Nie wszystkim się spodoba to, co robisz i nie wszyscy będą Cię lubić. To jest normalne.

Często hamuje nas strach przed porażką. Boimy się, że włożymy czas, energię, pieniądze w coś, co nie przyniesie efektu. I działamy na pół gwizdka. A przecież nikt nam nie da gwarancji, że akurat nam się uda. Trzeba to po prostu sprawdzić.

Z lękiem przed porażka wiąże się ważna sprawa  – zdarza się tak, że od tego, czy odniesiemy sukces czy nie, uzależniamy poczucie własnej wartości. Jeśli nam się nie uda, to odbieramy to w kategoriach „To potwierdzenie, że jestem do niczego”. A to przecież nieprawda. To znaczy tylko, że ten konkretny projekt nam nie wyszedł. Dobrze wówczas przeanalizować powody, dlaczego tak się stało. Nie po to, aby się samobiczować, ale w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość.

Kolejnym sposobem sabotowania własnych działań jest perfekcjonizm. Wspomniałam już o tym ciągłym udoskonalaniu. Często słyszę od kobiet, że nie mogą czegoś pokazać publicznie, bo to nie jest doskonałe. Mają w sobie przekonanie, że muszą mieć wszystko zapięte na ostatni guzik, aby ogłosić premierę. I bywa tak, że doskonale dopracowany projekt ujrzy światło dzienne i okazuje się, że nikt go nie chce. Że lepiej było wypuścić coś niedoskonałego i sprawdzać reakcje, ulepszać w biegu.

Pamiętajmy, że perfekcjonizm jest związany z niskim poczuciem własnej wartości. „Muszę coś zrobić idealnie, aby nie mnie nie skrytykował”. To szukanie potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz.

Sabotujemy same siebie poprzez koncentrację na tym, czego nam brakuje – np. kolejnego kursu, studiów, a nie na tym, co już mamy.

Po czym poznać, że mamy niskie poczucie własnej wartości?

Po tym, co mówimy do samej siebie. Zachęcam do wsłuchania się w swój wewnętrzny głos. To trudne, bo jesteśmy tak do niego przyzwyczajone, że nawet go nie zauważamy.

Sprawdź, co mówisz do siebie w momencie, gdy coś Ci się nie uda, według własnej opinii „wygłupisz się” czy też ktoś Cię skrytykuje.  Czy ten głos jest wspierający czy oskarżycielski? Czy mówisz do siebie w sposób, w jaki nie powiedziałabyś do nikogo innego? Warto spróbować to wyłapać chociaż przez kilka dni.

Osobie z niskim poczuciem wartości często towarzyszy lęk o to, że sobie nie poradzi oraz przekonanie, że nie jest wystarczająco dobra. Nie czuje się kowalem własnego losu. Oddaje odpowiedzialność za swoje życie na inne osoby, na los.

Bardzo dobrze widzi swoje ograniczenia, ale nie dostrzega talentów, wyjątkowych umiejętności. Zamiast się skupiać, na tym, co ma, nieustannie myśli o ograniczeniach i o tym, czego jej brakuje. Szybko się zniechęca, poddaje.

Porównuje się z innymi i często czuje się przez to gorsza. Taka osoba szuka potwierdzenia swojej wartości na zewnątrz, bo brakuje jest wewnętrznego przekonania o tym, że jest ważna.

Jak możemy pracować nad zwiększeniem poczucia własnej wartości?

Zawsze wymieniam trzy kroki – samoświadomość, akceptacja i decyzja.

Warto zapytać sama siebie o fundamentalne rzeczy – Co jest dla mnie w życiu ważne?, Bez czego nie mogę żyć?, Czego mi brakuje?, Jakie mam potrzeby?, Jak widzę samą siebie?

Dobrze przyjrzeć się przekonaniom, czyli temu, co sądzimy o sobie, świecie, ludziach. I dlaczego myślimy w ten sposób?

Jeśli chodzi o prowadzenie firmy, to zawsze znajomość samej siebie porównuje do wygodnych butów, w których wyruszamy w Podróż. To podstawa. Jeśli nie znam siebie, to skąd mam wiedzieć, na czym oprzeć moją markę?

Drugi krok to akceptacja tego, czego się dowiedziałam o sobie. To czasami bardzo trudne, wiem. Przyjrzenie się sobie i powiedzenie – ok, taka jestem i to jest mój punkt wyjścia. To też akceptacja tego, że jestem w impasie z moją firmą.

Następna jest decyzja, co z tym zrobię. Zostawiam tak, jak jest czy zmieniam? Jeśli zaczynam z tym pracować, to w jaki sposób?

Źródłem niskiego poczucia własnej wartości jest dzieciństwo, relacje, w które wchodzimy czy normy społeczne. Jeśli wiemy, że

nie wierzymy w siebie wystarczająco mocno, warto zbadać przyczyny.

Zdarza się, że za tym stoją naprawdę ciężkie przejścia i wówczas gorąco zalecam konsultacje z psychologiem. Czasami bez terapii się nie obejdzie.

Można korzystać z innych form wsparcia – pracy samodzielnej z książkami czy kursami, szkoleń, coachingu. Testować na sobie, co działa a co nie, bo nie ma jednaj, uniwersalnej metody.

Zawsze polecam pracę z drugą osobą, ponieważ to wytrąca ze schematów myślenia o sobie. Sprawia, że zaczynamy kwestionować negatywne przekonania. Daje szczerszą perspektywę. Często praca samodzielna skłania nas do oszukiwania samych siebie, niestety. Unikamy odpowiedzi na pytania albo kombinujemy, aby i tak potwierdzić to, w co wierzymy.

Jakie błędy w formułowaniu celów popełniają kobiety prowadzące biznesy?

Niektóre kobiety wcale nie wyznaczają celów. Prowadzą firmę bez strategii, z dnia na dzień. I to one przeważnie utykają, ponieważ nie wiedzą, dokąd tak naprawdę idą. Nie mają mapy z wyznaczonymi przystankami.

Na drugim końcu są zbyt ambitne cele. Zakładamy, że łatwo je osiągniemy, najczęściej w krótkim czasie. A życie to weryfikuje. I wtedy szybko się zniechęcamy. Zamiast przeformułować cel, podzielić na łatwiej strawne mini cele, rezygnujemy. I wówczas doznajemy całej goryczy porażki i traktujemy jak potwierdzenie, że jesteśmy do niczego.

A wystarczy usiąść i jeszcze raz się zastanowić, dokąd idę. Czy to, co sobie założyłam, jest wykonalne? Czy realizacja zależy ode mnie? Do kiedy chcę tam dojść?

We wspomnianym bezpłatnym wyzwaniu będę tłumaczyć krok po kroku, jak dobrze sformułować cel, który jest możliwy do osiągnięcia i nie przeraża już na początku.

Jak jeszcze zwiększyć szansę na sukces w biznesie?

Dobrze wiedzieć, do kogo konkretnie kieruję moją ofertę, kto jest moim klientem. Często słyszę, że np. „kobiety”. Ale które kobiety? Przecież nie wszystkie w Polsce.

Jeśli jeszcze nie mamy zrobionego modelu biznesowego, warto go zrobić. Musimy wiedzieć konkretnie, co sprzedajemy, w jakiej cenie, jakie mamy koszty. Dobrze zbadać, kto może nam pomóc.

Super, jeśli mamy wizję tego, gdzie idziemy, a na jej podstawie jasny cel. Zaplanowane kroki. Dobrze sprawdza się planowanie na trzy miesiące do przodu, przynajmniej u mnie.

Niedługo będę robiła bezpłatne wyzwanie, w którym pomogę zrobić model biznesowy, stworzyć wizję, określić cel. Roboczy tytuł to „Ruszam z miejsca, czyli dobrze zaprojektowany biznes”. Nie będę uczyć, jak stworzyć reklamę na FB czy innych rzeczy z marketingu. Będę pomagać tworzyć fundamenty pod te działania. Aby nie przegapić startu, zachęcam do zapisu na mój newsletter. Wystarczy zamówić bezpłatny test „Jak ruszyć z miejsca” na stronie marta.szelejak.pl

Do tego próbować, próbować, próbować. Nie rezygnować przedwcześnie. Wiem, że jak firma wali nam się na głowę, to trudno to robić. To bardzo trudny moment. Dobrze wówczas zwrócić się o pomoc.

Do tego dokształcać się w swojej dziedzinie oraz w obszarze marketingu i promocji. I nie chować tej wiedzy do szafy, ale od razu wprowadzać w życie.

Działać pomimo lęku.

Dziękuję za rozmowę!

Z Martą Szelejak

rozmawiała Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments