Torebka z Meksyku

Z pasji do podróży, z miłości do ludzi…SempreArte-e-sklep, który wspiera mieszkańców Krajów 3 Świata

Droga do Twojego e-biznesu-sklepu z produktami z Gwatemali i Meksyku wiodła przez cały świat, opowiedz, co sprowadziło Cię do Azji?

W 2011 roku, po studiach, wyjechałam z Polski do Londynu, z zamiarem zamieszkania tam na kilka miesięcy, aby doszkolić się angielskiego. Miałam piękny plan powrotu do Polski,  ze studiami magisterskimi na Uniwersytecie Ekonomicznym, z płynnym angielskim byłam przekonana, że życie w Krakowie będzie tylko przyjemnością. Dziś mija już prawie 6 lat, do tej pory do Polski nie wróciłam. I nie dlatego, że stwierdziłam, że życie w Polsce może być złe. Wciąż tak nie uważam. Wciąż myślę o powrocie. Jednak życie nomada wciąga. Wieczne odkrywanie czegoś nowego, a im dalej się jest od domu, tym dalej chce się wyjechać. Teraz mieszkam w Gwatemali, to już w sumie 4 kraj poza Polską, gdzie zostałam na dłużej. Po Londynie zamieszkałam na Cyprze, urokliwej wyspie, potem spędziłam trochę czasu podróżując po Azji, ta podróż totalnie odmieniała moje życie.

Lanquin - wioska w środkowej Gwatemali

Jak wpadłaś na pomysł sprzedawania rękodzieła mieszkańców Krajów 3 Świata?

Po Azji wróciłam tylko na kilka miesięcy do Europy, do zimnej Szkocji, żeby szybko wypełnić portfel i ruszyć dalej. I ruszyłam… najpierw do Meksyku, pracowałam tam jako wolontariusz w dwóch hostelach, w San Cristobal (którego właścicielką była Polka, Monika) i w Playa del Carmen. W San Crisobal pozałam Olę, przewodniczkę po mieście, też z Polski. Ola zabrała mnie do pewnego sklepu, w którym znalazłam piękną bransoletkę z koralików. Ale nie był to zwykły sklep. Sklep sprzedawał produkty tworzone przez Zapatystów (organizacja walcząca o prawa ludności lokalnej w Meksyku) i cały dochód ze sprzedaży szedł na wspieranie tej właśnie organizacji.  Wtedy też wpadło mi do głowy, dlaczego nie sprowadzić tych produktów do Polski, myślałam, żeby wysłać małą paczuszkę i upchnąć na Allegro. Ja miałabym zysk, a Zapatyści większe środki na działanie organizacji.

Jednak nie od razu zdecydowałaś się zrealizować swój pomysł, jak wyglądały początki i na jakie trudności napotkałaś?

Gdy tylko zaczęłam sprawdzać kwestie prawne, celne, wysokość podatków, zapomniałam o pomyśle. Stwierdziłam, że mój mózg nie jest w stanie tego wszystkiego ogarnąć. Po trzech miesiącach, dołączył do mnie Adam, mój znajomy, którego poznałam w Kambodży, obecnie mój chłopak i współzałożyciel SempreArte. Razem podróżowaliśmy od Meksyku aż do Nicaragua. Będąc w Gwatemali, natknęliśmy się na kilka małych sklepików połączonych z warsztatami.  Zakochałam się szczególnie w skórzanych ręcznie szytych jazzówkach i  trampkach, pokrytych tradycyjnym gwatemalskim huipiles (to bluzki ręcznie tkane przez kobiety z plemienia Majów, każde plemię ma inny rodzaj wzoru). Wszystkie produkty były niesamowite, inne, można było wyczuć, że są robione z sercem. Wtedy też po raz kolejny, tym razem z Adamem, zaczęliśmy myśleć, co jeśli spróbujemy tę sztukę sprowadzić do Polski. I tak ta myśl ciągnęła się z nami aż do Nicaragua.

Tym razem postanowiłaś podjąć ryzyko…

Po kilku tygodniach w Nicaragua stwierdziliśmy, że ryzykujemy. Zamiast kontynuować podróż do Ameryki Południowej, stwierdziliśmy, że wracamy, resztę oszczędności zamiast w podróż, zainwestujemy w firmę. Święta spędziliśmy jeszcze w Nicaragua, przed komputerem, budując stronę internetową, szukając pomysłów na marketing i zapoznając się z kwestiami podatkowymi i celnymi. Adam zapewnił mnie, że on się tym zajmie, więc największy problem, którego obawiałam się wcześniej, odpadł.  I tak się stało,  podzieliliśmy nasze obowiązki, ja zajmuję się przyjemniejszymi sprawami takimi jak kontakt z dostawcami, marketing, Adam jest specjalistą od mniej przyjemnych rzeczy, czyli przesyłki, kwestie prawne i  podatkowe. I muszę przyznać, że jest w tym świetny. Eksport sam w sobie to dla mnie coś bardzo skomplikowanego, wszystkie procedury prawne, celne, ale dla niego nie ma rzeczy niemożliwych, nie ma, że nie da się czegoś zrobić, zawsze na wszystko potrafi znaleźć rozwiązanie, uwielbiam go za to, jest moim motorkiem do działań.

Etui na laptop z Meksyku

Skąd wzięłaś pomysł na nazwę?

NazwaSempreArte, bo „sempre” znaczy „zawsze” w języku jednego z plemion zamieszkujących Chipas, a arte to po prostu sztuka po hiszpańsku.

Jednak sklep nie stał się waszym źródłem utrzymania, jak sobie z tym poradziliście?

Dzień przed Sylwestrem wróciliśmy do Antigua, spędziliśmy Nowy Rok na wzgórzu Cerro de la Cruz, obserwując fajerwerki, i życząc sobie, aby decyzja, którą podjęliśmy, była słuszną. Po Nowym Roku zaczęliśmy też pracę jako managerowie w hotelu i restauracji, dopóki nie ruszy nasza firma. Ja również zaczęłam pracę w szkole, ucząc angielskiego, a poza tym wszystkim pracowaliśmy ciężko na tworzeniem firmy. Najpierw szukaliśmy dostawców.

Jaka jest wasza misja?

Zgodnie z pierwszą moją myślą, jeszcze z San Cristobal, naszym założeniem było, że wszystko co sprzedajemy, musi nie tylko przynosić zysk nam, ale przed wszystkim ludności lokalnej. Jeśli ktokolwiek był w Meksyku lub Gwatemali, pewnie zdaje sobie sprawę z problemu różnicy klas. Standard życia rdzennych mieszkańców (Majów) jest na znacznie niższym poziomie niż „białych” Gwatemalczyków.

Dlatego też zaczęliśmy szukać małych rodzinnych zakładów, które wraz ze sprzedażą tworzonych ręcznie produktów mogą w jakiś sposób, nawet bardzo mały, poprawić byt swojej rodziny lub wioski. Problemem z jakim się wtedy spotkaliśmy, była przede wszystkim jakość.

Pojęcie jakości w Europie a Gwatemali to zupełnie dwie różne rzeczy. Nie chcieliśmy jednak przekreślać tych zakładów, dlatego też niekiedy kosztowało to nas mnóstwo energii, czasu i cierpliwości. Adam jest pedantem, więc zdarzało się, że zwracaliśmy jedną parę butów kilka razy, dokładnie wyjaśniając, co musi zostać naprawione. Po hiszpańsku, co było dla nas kolejnym mega wyzwaniem, bo nasz hiszpański był jeszcze wtedy bardzo słaby. A Gwatemalczycy zawsze mają na wszystko jakieś wytłumaczenie, dlaczego szycie jest nierówne, dlaczego jest dziura w obszyciu, itd.

To chyba tez największy powód naszych sprzeczek,  czasami mówię mu: „Adaś, daj im już spokój, tego się nie da poprawić.” Ale on wie, że się da. Wyciska z nich najlepszą  jakość. Oni też wiedzą, że się da, tylko nie zawsze wiedzą jak bardzo istotna jest jakość dla Europejczyka. Mamy nadzieję, że z czasem zauważą różnicę i sami z siebie będą tworzyć produkty coraz lepszej jakości.  Teraz z dumą możemy przyznać, że stworzyliśmy grupę świetnych dostawców z Gwatemali i Meksyku, mamy z nimi świetny kontakt. Szczególnie z Jose, naszym producentem butów, często wpadamy na pogaduchy, sprawdzić co nowego zaprojektował, jakie ma nowe pomysły. To przemiły, zabawny człowiek.

Powiedz coś więcej o produktach, czy są ekologiczne, pozbawione toksycznych substancji?

Produkty wykonane są większości z materiałów naturalnych, łatwych do recyklingu.  Obecnie w ofercie mamy skórzane buty i portfele z Gwatemali, skórzane torebki z Meksyku, zegary i  lampy z papieru recyklingowego z Gwatemali, a także biżuterię od ulicznych sprzedawców (hipisów) z Meksyku. Wszystkie nasze produkty są ręcznie robione. I dokładnie wiemy, kto dany produkt wykonał. Na stronie można też przeczytać ciekawe historie o naszych dostawcach.

To, co wyróżnia nasze produkty, to fakt, że nie mamy w ofercie dwóch takich samych modeli. I nie jest to związane to tylko z tym, że chcemy, aby nasi klienci mieli wyjątkowy produkt ( chociaż to też), ale najważniejszy powód to rozwijanie zdolności twórców naszych produktów, pobudzanie ich kreatywności. Na targach w Meksyku na przykład można znaleźć mnóstwo skórzanych torebek, takich samych na każdym straganie. Nasze torebki są inne, każda ma inny wzór, który zależy tylko i wyłącznie od artysty, są też lepszej jakości, mają skórzane obicia na metalowych sprzączkach, co nie jest spotykane w torebkach innych sprzedawców.

I muszę przyznać, że znalezienie artysty wśród wszystkich sprzedawców zajmuje mnóstwo czasu, a wyciśnięcie z artysty jak najlepszej jakości, mnóstwo cierpliwości. Ale kiedy już otrzymujesz te piękne buty do ręki, wiesz, że cały ten czas nie był zmarnowany, że powstało coś innego, coś z pasji do podróży, z miłości do ludzi.

Trampki z Gwatemali 5

Oboje z Adamem jesteśmy pro-ekologiczni, jednak nie zawsze możemy wpłynąć na to, aby produkty były w 100% ekologiczne, dlatego postanowiliśmy zadbać o ich eko zapakowanie. Uczę angielskiego w Zielonej Szkole w Antigua, mamy często warsztaty na tematy związane ze środowiskiem, z recyklingiem w Gwatemali. Tam też dowiedziałam się, że tylko plastik i papier są przetwarzane w Gwatemali, produkty łączone, czyli na przykład kartonowe pudełko pokryte folią lub foliowym napisem ląduje na wysypisku. Ze świadomością tego jak wygląda to w Ameryce Środkowej, postanowiliśmy postawić na ekologiczne pudełka i ich zapakowaniem,  piękne buty wysyłamy w szarych, burych i ponurych pudełkach, niestety. Dbamy jednak o estetykę, używamy wstążeczek ze starych ubrań z szafy babci 🙂

Gdzie można kupić produkty i jak udało Wam się założyć firmę w Polsce z Gwatemali?

Po dwóch miesiącach stresu i ciężkiej pracy zabraliśmy się za rejestrację firmy w Polsce. Dla tych, którzy zastanawiają się, czy jest możliwe założenie firmy w Polsce z kraju 3 świata, to tak, jest to możliwe. Obecnie system CEIDG w Polsce jest bardzo przyjazny dla użytkowników online, podpisu dokonuje się przez Profil Zaufany tworzony na podstawie konta bankowego.  Niestety w ten sposób można założyć tylko działalność jednoosobową, dlatego firma jest tylko na moje nazwisko. Zajęło to około tygodnia, kosztowało nas to trochę stresu, ale teraz możemy potwierdzić jest to wykonalne.

W zasadzie większym stresem była pierwsza wysyłka, ciągle czegoś brakowało w dokumentacji, niejasne odpowiedzi osoby odpowiedzialnej za naszą wysyłkę, a 6 godzin różnicy czasowej nie było sojusznikiem, wymieniliśmy ponad 90 maili z firmą kurierską zanim produkty dotarły bezpiecznie do Polski. Teraz są już dostępne na stronie www.semprearte.com, Instagramie i Facebooku. Dystrybucją w Polsce zajmuje się mój brat. Bardzo zachęcamy. Słynne bransoletki od Zapatystów, od  których zaczął się cały pomysł z SempreArte niestety nie są dostępne na stronie, z tego względu, ze nie zdążyliśmy zdobyć kontaktów do ludzi, którzy zajmują się ich robieniem przed pierwszą wysyłką. Będą wysłane w kolejnej.

Produkty, które sprzedajesz, to nie są zwykłe produkty, w jaki sposób dochód z ich sprzedaży wspiera mieszkańców Krajów 3 Świata?

Dwie zasady, które wprowadziliśmy, czyli fakt, że zakupujemy produkty tylko od rodzinnych warsztatów, a także to, ze nie ma dwóch takich samych produktów, w pośredni sposób wpływają na polepszenie bytu ludzi w Gwatemali i Meksyku. I wydaje nam się, że jest to lepszy sposób niż wsparcie finansowe. Z doświadczenia wolontariusza w Azji wiem, że dawanie samych pieniędzy nie ma sensu. Ludzie z tych krajów, jeśli dostaną pieniądze, to je wydadzą jeszcze tego samego dnia, nigdy nie zainwestują, ponieważ nie mają pojęcia o finansach, o ekonomii.

Dlatego też wierzymy, że przez promocję sztuki Majów w Europie, wspieramy ich na dłuższy okres. Podobnie z rozwijaniem ich zdolności poprzez produkcje nowych wzorów i modeli, wydaje nam się, że w ten sposób mogą się rozwijać i bardziej dostosowywać swoje produkty do potrzeb rynku. I nie możemy zapominać o jakości, wierzymy, że nasza i ich cierpliwość w tej kwestii nie pójdzie na marne.  Z czasem chcemy też znaleźć jedną organizację lub szkołę, i wraz z rozwojem naszej firmy, chcemy przekazywać procent z dochodu na rzecz organizacji.

Portfel z Gwatemali 2

Jak wyglądają początki Waszego e-biznesu?

Prowadzenie firmy pochłania nas na razie mnóstwo energii, a przed wszystkim pieniędzy, dlatego też rozpoczęliśmy w Gwatemali koleją działalność, wynajmujemy pokoje w naszym apartamencie, i ponieważ wcale źle to nie idzie (chyba odezwało się tutaj kilkuletnie doświadczenie w hotelarstwie), myślimy też o przejęciu kolejnych apartamentów.

Ja zrezygnowałam już z pracy w restauracji, uznałam, że w sumie nauczyłam się już wszystkiego czego mogłam i postanowiłam poświęcić się tylko pracy nad naszymi działalnościami. To zdecydowanie przynosi większą satysfakcję. Pracuję tylko w szkole, bo to zupełnie inny rodzaj prac, to czas na wyciszenie.  Uczę angielskiego po hiszpańsku, a na studiach po każdej sesji miałam poprawkę z angielskiego, a po hiszpańsku nie umiałam powiedzieć nawet „dzień dobry”.

I wiesz co w tym wszystkim jest najpiękniejsze..? kiedy słyszę budzik rano, jestem podekscytowana, i cieszę się na myśl kolejnego pracowitego dnia. Myślę, że teraz osiągnęłam taki idealny stan, że wszystko to co robię robię z pasją i robię dla siebie.

Jose - projektuje i wykonuje nasze buty

A jak wygląda życie gringo (białego człowieka) w Gwatemali?

W zasadzie jestem w Ameryce Środkowej już 7 miesięcy i nikt jeszcze nigdy nie nazwał mnie gringo. Gwatemalczycy są przyzwyczajeni do białych, bo jest ich tu mnóstwo, turystów i ekspatów ze Stanów. Chyba najbardziej bycie białą odczuwa się na targu, bo prawie za każdym razem płacąc za warzywa czy owoce słyszę cenę dwa lub trzy razy wyższą niż prawdziwa. Wtedy po prostu odchodzę, czasami jeszcze dodaję: Yo vivo aqui ( Mieszkam tutaj). Teraz w zasadzie mamy swoich ulubionych sprzedawców, wiec rzadko to nam się już zdarza. Poza tym wszystko to balansuje widok wulkanu z naszego tarasu, zapach świeżych tortillek, dźwięk dzwoneczków pana z lodami, który codziennie przechodzi obok naszego domu. Wtedy też napawa mnie ogromna duma i radość, ze tutaj mieszkam, w kraju tak odległym kulturowo od Polski, w kraju Majów, o których kiedyś tylko słyszałam na lekcjach historii i być może jestem w stanie polepszyć być tych rdzennych mieszkańców Ameryki Łacińskiej. Nawet jeśli będzie to tylko jedna osoba, lub jedna rodzina, myślę że to właśnie będzie nasz sukces.

Dziękuję za rozmowę!

Z Anną Hnidiuk rozmawiała Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments