Agnieszka Nietresta-Zatoń

Pisać nauczyć się można tylko… pisząc – wywiad z Agnieszką Nietrestą-Zatoń

Kiedy podjęłaś decyzję, że  chcesz napisać książkę?

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami. To było moje pierwsze marzenie – napisać kiedyś książkę.  Rosło razem ze mną, aż pewnego dnia z marzenia wyewoluowało w plan. Odkąd pamiętam, zawsze przelewałam myśli na papier. Jak napisałam na swoi pierwszym blogu:  Mam dar pisania i opowiadania, który nieustannie wykorzystuję w celach niecnych, zarobkowych, hobbystycznych i ku uciesze gawiedzi.

„Pustostan” był Twoim debiutem, skąd czerpałaś wiedzę o tym, jak napisać powieść, a może po prostu przelewałaś myśli na papier?

Ha, wiedzę o tym jak może być skonstruowana powieść wyniosłam ze studiów, bo jestem literaturoznawczynią. Ale kiedy zaczęłam pisać „Pustostan” nie skupiałam się na zrealizowaniu jakiegoś określonego wzorca, schematu. Miałam w głowie opowieść, historię i kreacje bohaterek. Zgodnie z zasadą nulla dies sine linea [dosł. ani dnia bez kreski – czyli ani dnia bez posunięcia pracy do przodu] co dnia przelewałam na papier to, co miałam w głowie, a potem wracałam, cyzelowałam, poprawiałam, zmieniałam… „Pustostan” jest moim debiutem powieściowym, ale nie pierwszą książką, jaką wydałam.

Do ilu wydawnictw wysłałaś próbkę swojej twórczości (jeden rozdział, a może całą powieść?), nim otrzymałaś odpowiedź od jednego z największych polskich wydawnictw?

Chyba do wszystkich z centralnego rozdzielnika 😉 Kiedy powieść była już gotowa, przygotowałam sobie listę wydawnictw, sprawdziwszy uprzednio czy moja książka mieści się w profilu każdego z nich, i wysłałam plik wraz z CV. Na szczęście znakomita większość wydawców wymaga właśnie przesłania pliku, a nie wydruku – chyba bym zbankrutowała…

Jaka była Twoja reakcja?

Jak każdy, kto zbyt długo czeka na spełnienie marzenia albo realizację planu – nie mogłam  uwierzyć, że ktoś naprawdę chce wydać „Pustostan”. Rynek książki jest bardzo trudny i dziwny, a to nie jest łatwa i lekka opowieść.

Co działo się po podpisaniu umowy z wydawnictwem?

Wszystko się działo, co dziać się miało. Czyli redakcja, korekta, wybieranie okładki; szukanie fotografa, który zrobi efektowne zdjęcia, planowanie promocji… Same przyjemne rzeczy. Dużo też działo się w mojej głowie. Poczułam się doceniona. Zaopiekowana. No i przede wszystkim otworzyły się przede mną najważniejsze drzwi w życiu: kolejnej książki już nie musiałam słać w ciemno do wszystkich wydawców świata. Wystarczyło przesłać ją na ręce mojej redaktor prowadzącej.

Jak zaplanowałaś napisanie pierwszej powieści, kiedy znalazłaś na to czas, mając dzieci, etat w szkole i przyjmując zlecenia na teksty?

Nie zaplanowałam. Po prostu łapałam strzępki czasu i wklepywałam w komputer to, co domagało się napisania. Przy takim natłoku zajęć nie byłam w stanie planować. A może nie umiałam…?

Co  było dla Ciebie inspiracją podczas tworzenia bohaterów powieści?

Życie kobiet, które przewijały i przewijają się przez moje życie. Opowieści kobiet o kobietach. Historie schematyczne, symptomatyczne i niemiłosiernie powtarzalne, choć zawsze naznaczone indywidualnym piętnem. Wciąż miałam w głowie cytat z „Anny Kareniny” – wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne, każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.

Jakie masz plany zawodowe na najbliższą przyszłość, bycie pisarką na pełen etat, a może do tego dochodzi się stopniowo?

Bardzo chciałabym być pisarką na pełen etat, ale nie widzę takiej możliwości. Być może kiedyś uda mi się uczynić pisanie powieści jedynym źródłem zarobku. Może właśnie do tego dochodzi się stopniowo? Na pewno nie przestanę tworzyć – trzecia powieść już nabiera kształtu. Tymczasem jednak utrzymanie daje mi pisanie dla agencji marketingu internetowego. Od września znikam ze szkoły, więc moja aktywność zawodowa będzie sprowadzała się już wyłącznie do stukania w klawiaturę.

Niedawno ukazała się w księgarniach Twoja druga powieść „Oaza spokoju”, czy łatwiej było ją napisać, czy trening czyni mistrza?

Łatwiej…? Każda książka jest inna, wymaga innego rodzaju zaangażowania. Tym razem mogłam już pisać ze świadomością, że moja książka trafi w ręce dobrej redaktorki, która doskonale wie, co autorka ma na myśli. Ale i trening czyni mistrza – pisać nauczyć się można tylko… pisząc.

Jak to jest spełnić swoje marzenie? Czy wyobrażenie o tym, jak to jest być pisarką, pokryło się z rzeczywistością?

Kiedy się na coś bardzo długo czekało, radość jest taka… wyciszona.  Ale emocje towarzyszące wydaniu własnej książki są warte zachodu. Ten moment, kiedy dostajesz do ręki egzemplarze autorskie jest baaardzo przyjemny. I to za każdym razem. Czy wyobrażenie o tym, jak to jest być pisarką pokryło się z rzeczywistością? Raczej tak. Debiutowałam jako autorka beletrystyki już jako dorosła, dojrzała osoba – „Pustostan” to był prezent sprawiony sobie samej na czterdzieste urodziny (o tym, że ukaże się drukiem dowiedziałam się na trzy miesiące przed nimi!) i nie miałam złudzeń. Miałam za to świadomość, że stanie się pisarką na pełen etat może mi się przytrafić, ale nie musi. Mam na swoim koncie także książki oraz artykuły naukowe. Każdy artykuł, każda książka to jedno spełnione marzenie. Całkiem dużo tych spełnionych marzeń…

Serdecznie gratuluję, to bardzo motywujące widzieć, jak osoby z krwi i kości odnoszą sukcesy wydawnicze i poznać drogę do bycia pisarką od kuchni. Dziękuję za rozmowę!

Z Agnieszką Nietrestą-Zatoń

rozmawiała: Marta Szyszko

Autorka zdjęcia: Anna Cichoń

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments