ZJB (9)

Po prostu zacznij, bo szybciej ci się wyklaruje w działaniu, co chcesz robić, niż tylko siedząc i myśląc, i żyjąc wyobrażeniem tego

Zapraszam na drugą część wywiadu z Santi, która dzieli się doświadczeniem w budowaniu biznesu online.

Która edycja „Zarabiaj jako bloger” okazała się największym sukcesem pod tym względem, że sprzedałaś najwięcej kursów i ile to było? (21:50)

Najwięcej to było 30 teraz, bo miało być 30. Dlatego, że nie było więcej miejsc w grupie, więc uważam to za sukces. Wspomnę, jaki mam model biznesowy. Ja bardzo szybko odkryłam, że nie chcę zrezygnować w tych programach z mojej obecności. To nie są w pełni zautomatyzowane programy, to nie jest tak, że kupujesz dostęp i mnie tam nie ma. Kupuje się dostęp i ja tam jestem. W tym flagowym programie: „Zarabiaj jako bloger” ja jestem co piątek. W każdy piątek jest mini webinar, albo przynajmniej Q&A (questions &answers), czyli pytania i odpowiedzi.

Zauważyłam, że sukces tego programu to są sukcesy moich klientek. Jeżeli ja nie mogę pokazać, że ta, i ta, i ta u mnie była, że ta, i ta, i ta u mnie zarabia, to ja nie istnieję, więc muszę zrobić wszystko, żeby one miały sukces (śmiech). I ja zawsze mówię: „Jeżeli ty pracujesz, to ja pracuję. Im więcej ty dasz, tym więcej ja dam.”

Z jednej strony, jestem tam co piątek, przez 6 tygodni programu. Widzę się i mamy rytm, są nowe moduły, zawsze jest to spotkanie, które trochę ciągnie, a po drugie, każda z moich uczestniczek, jeżeli wypełni wszystkie checklisty, czyli wypełni materiał całego kursu, to dostaje półgodzinną konsultację ze mną 1:1. To jest bardzo motywujące, ale ta konsultacja wyprawia je w drogę, one są gotowe wdrażać, doprecyzowujemy to, co zrobiłyśmy.

Ja nie mogę mieć za dużo klientek, bo nie będę w stanie zrozumieć, jakie cele chcą osiągnąć, poznać ich. Dlatego w ostatniej edycji założyłam, że to będzie 30 pakietów standard i 3 pakiety VIP. Te pakiety VIP w tej edycji się nie sprzedały, natomiast wszystkie sprzedały się w lecie. Z powodu mojej obecności kursy są droższe. Ta edycja, żeby nie skłamać, kosztowała chyba 700 zł, ale wiem, że następna kosztuje 800 zł. Znam ceny przyszłe, nie znam wcześniejszych. VIP-owski pakiet nowej edycji, gdzie jeszcze raz w tygodniu spotykamy się na godzinę, żeby przedyskutować te rzeczy i powdrażać, kosztuje 2500 zł.

To jest solidna praca, ale potem ktoś jest realnie przygotowany do tego, żeby wystartować i robić. I robią dziewczyny, więc jest fajnie (śmiech).

Opowiedz o sukcesach swoich kursantek. Czy przyszedł ktoś z raczkującym pomysłem i to było tak, że po tym kursie wystartował, zaczął zarabiać pierwsze pieniądze, takie jakie chciał, czy jednak ta droga jest trochę trudniejsza i nie zawsze uczestnictwo w kursie jest gwarancją sukcesu? (24:44)

Uczestnictwo w kursie nie jest żadną gwarancją sukcesu. Najważniejsza jest determinacja uczestników. Jak bardzo on chce, uwaga – lub musi zacząć zarabiać pieniądze. Ja widzę po sobie, kiedy najwięcej zarabiam pieniędzy. Wtedy, kiedy muszę, kiedy nikt mnie nie utrzymuje, kiedy nie mam planu B. Wiem, że muszę mieć 1500 Euro na koncie, bo tyle wynoszą moje minimalne koszty utrzymania (moje z córką) i to po prostu musi być (śmiech). Tyle zarobię na pewno, choćby nie wiem co!

Trochę tak jest w przypadku moich kursantek. Ja być może nie mam prawa mówić o nich, ale kilka publicznie się przyznaje w sieci, nawet nagrały video jako referencje, więc myślę, że mogę o tych powiedzieć. Nie chcę teraz powiedzieć, że ich sukces jest zasługą kursu. Ja wierzę, że to jest ich zasługa. To one mnie znalazły, to one we mnie zainwestowały, zrealizowały wszystko i wdrożyły wiedzę, a potem poszły w świat i zaczęły zarabiać.

Takim super przykładem jest Basia Bielanik ze Szkoły Mocy, która oprócz mojego kursu zrobiła też kurs u Ariadny („Jak zrobić kurs w 30 dni?”). Do mnie ona przyszła z pomysłem: „Będę uczyć tylko nauczycieli”, ja powiedziałam: „Basia (śmiech), nauczyciele mogą nie chcieć płacić i może być ciężko…” Ona nocami pracowała, żeby utrzymać ogromne tempo mojej pierwszej edycji, natomiast na koniec miała piękny blog „Szkoły Mocy”, miała konkretny koncept, że to będą produkty online i z tego, co wiem, zarabia, spokojnie się z tego utrzymuje. To jest duży sukces.

Karolina Kempka – Qursantka wymyśliła pomysł Qursantki ze mną na konsultacji prymuskowej. Powiedziałam jej: „Słuchaj, jak ty lubisz tak testować, robić kursy online, to nazwij się Kursantką i rób to zawodowo. Pisz recenzje, oceniaj, rób to w modelu afiliacje, a z czasem może coś się z tego dalej wykluć.” I się wykluło, bo okazało się, że ona jest bardzo sprawna w nowych social mediach: Instagram, Snapchat, a tego brakuje. Teraz ma swoje produkty, typu: nowe social media, a mocno afiliuje i zarabia pierwsze pieniądze, budując fajną markę.

Aga Karakurd – Kobieta i firma, jej strona i firma powstały o północy ostatniego dnia kursu (śmiech). Śmiałyśmy się, że miała niesamowitą motywację, ma bardzo fajną firmę, która dynamicznie się rozwija.

Jest dużo osób, które przyszły już z gotowymi projektami, ale zaczęły zarabiać potem, czyli podkręciłyśmy tak, że nawet jak ktoś miał biżuterię w sklepie i do tej pory nie sprzedał nawet sztuki, postanowił sobie na początku sprzedać 3, żeby pokryć utrzymanie kosztów sklepu internetowego i ten cel osiągałyśmy w pierwszych dwóch tygodniach.

To nie jest tak, że zarabiamy i od razu mamy rentowny model, czasami on będzie wymagał korekt. Dla mnie najważniejsze, żebyśmy się nauczyły korygować ten model. Dla mnie najważniejsze nie są ryby, a wędka, czyli umiejętność strategicznego podejścia: zarówno do swojego modelu biznesowego, jak i używania social mediów. Co działa, co nie działa. Nie jesteśmy wszędzie, tylko patrzymy, gdzie są nasi klienci, idziemy tam, gdzie są nasi klienci.

Nie myślimy – muszę coś zapostować na Facebooku, tylko – po co mam coś zapostować na Facebooku. Po to, żeby uzyskać jakiś efekt.

To wszystko robimy i myślę, że to jest fajne przygotowanie, moje kursantki potem podbijają świat. Niektóre się nawet do tego nie przyznają, że gdzieś tam były, niektórym jest nawet wstyd… No, może nie wstyd, przesadzam, niektóre mają już duże biznesy, a przychodzą je rozbudowywać.

Osoba, której nie jest wstyd, to Justyna Kozioł – Pani od PR, która się pochwaliła, była na ostatniej edycji kursu, postawiła nową stronę, już nie Pani od PR, tylko Justyna Kozioł i będzie startować z pierwszym kursem online: „Jak być w mediach?” Polecam, bo to osoba o ogromnych kompetencjach i wiedzy.

Inny znany biznes, z którym mam przyjemność współpracować to Dominika Dzikowska ze Studia Miłość, która też wypuszcza zaraz swój kurs onlinowy, gdzie będzie uczyć robić zdjęcia, które sprzedają.

Nawet nie mam poczucia, że to ja się tam zasłużyłam, to są fantastyczne dziewczyny z fantastycznymi umiejętnościami, wystarczyło dodać szczyptę narzędzi i szczyptę zagrzewania: „chodźcie, robimy!”, trochę brawury (śmiech) i myślę, że one po prostu cudownie będą podbijać rynki.

Aż się podekscytowałam (śmiech)!

Kiedy współpracujesz z kobietami, zauważasz jakąś powtarzającą się przeszkodę u nich? (30:40)

Tak (śmiech). Boją się pokazać, boją się zacząć, boją się oceny. Często zaczynają, ale unikają swojego imienia i nazwiska, swojego zdjęcia, zapostowania gdziekolwiek, żeby się znajomi nie dowiedzieli. Boimy się wyjść ze strefy komfortu. Zrobienie i pokazanie czegoś to poddanie się w dobrowolny sposób ocenie. Wszystko co jest, jest oceniane. Jak też każdy filmik, który nagrywałam na początku, słyszałam, że: „a tak, w tej apaszce to jakaś gruba jesteś.” Tak naprawdę to przytyłam ostatnio i co mam powiedzieć? (śmiech) Jak mam zareagować?

Na dalszym etapie ta blokada się przenosi na robienie live’ów, na webinary, czy na nagranie filmiku. To jest o tyle ważne, że video to jest ekwiwalent naszego pierwszego kontaktu z rzeczywistością. W ten sposób łatwiej się pokazać, łatwiej odpowiedzieć na pytania, łatwiej zbudować relację. Ja nie mówię, że teraz każda marka musi świecić twarzą, ale fajnie jest nabyć te kompetencje, nawet jeżeli się nadarzy okazja do wywiadu, to z niej skorzystamy i zrobimy dobry użytek. Jak jesteśmy w fantastycznym miejscu, spotkałyśmy fantastyczną osobę, mogę nagrać Live, mogę się tym podzielić, mogę mieć okazję marketingowo – reklamową, to żeby się nie wycofywać z tego, być gotowym, szczęśliwym. Zawsze powtarzam: okazja czeka na gotowość, żeby tej gotowości było więcej i żebyśmy potem mogły te okazje i te wyzwania wykorzystać potem na 100 %.

Czy dajesz swoim klientkom jakąś radę, która sprawia, że ich biznesy z delikatnych biznesów, stają się prężnymi biznesami, które pozwalają im zarobić? (33:00)

Jednej rady nie ma.

To, jak jest ich więcej, to może 2-3…

Każdy jest na innym etapie. Na innym etapie jest ktoś, kto dopiero zaczyna i wtedy radą będzie: „przestań myśleć o tym, że zaczniesz, tylko po prostu zacznij to robić.” Czasem mamy takie wyobrażenie, że musimy się domyślić, co mamy robić, bo nie jesteśmy pewne, ale to tak nie działa. Działa tak, że zacznij robić, nawet to, co ci się wydaje, nawet blog na blogspocie, gdzieś tam… Po prostu zacznij, bo szybciej ci się wyklaruje w działaniu, co chcesz robić, niż tylko siedząc i myśląc i żyjąc wyobrażeniem tego, co chcesz robić. To rada dla początkujących.

Dla kogoś, kto już jest bardziej oblatany to: Nie bój się zarabiać! Nie bój się stawiać takich celów finansowych, na zasadzie: ile masz zarabiać. To trochę jest naszą słabą stroną – kobiet, że my tych pieniędzy się boimy albo mamy mnóstwo przekonań ponakładanych w głowie. Jak o seksie, to jest bardzo analogiczna sfera. Boimy się przyznać, że chcemy być bogate, że to jest jakieś wstydliwe. Sama poddałam się coachingowi dziewczynom z „Jestem bogata”, bo jak osiągnęłam pewien pułap, to też się wystraszyłam. To jest naturalne, to nie jest tak, że ktoś ma już wszystko przerobione.

Trzecia rada: automatyzuj, dokumentuj i stań się liderem biznesu. W biznesie online ideą jest nie, żeby zawsze pracować, tylko żeby wychodzić ze swojego biznesu, żeby to, co ty wykonujesz, zaczęły wykonywać inne osoby lub maszyny, a ty bądź liderem, strategiem swojego biznesu. Jest sporo kobiecych biznesów, które dobrze zarabiają, ale są w fazie (w której ja też jeszcze jestem), w której to jest na nas oparte.

Jak ja mam zły dzień, albo zły tydzień, zły miesiąc, to moja firma ma zły dzień, tydzień, miesiąc. Uczę się tego od swojego mentora Todda Hermana, którego programowi też partneruję w Polsce, od którego się uczę, gdzie mam okazję być z topowymi osobami z branży online marketingu, gdzie podglądam, jak oni budują miliardowe biznesy online, tak trochę od kuchni.

Czy Ty inwestujesz w bycie przy nich? (36:02)

Tak u Todda Hermana zainwestowałam, na szczęście już jesteśmy na plus. Zainwestowałam 2000 dolarów w jego program coachingowy dotyczący efektywności, nastawiony na przedsiębiorców onlinowych. Potem zostałam jego partnerem, co sprawiło, że zarobiłam na tym kursie z powrotem. Sprzedaję jego kurs w Polsce.

Czy zauważasz jakieś częste błędy w kobiecych biznesach online? Na przykład, ktoś przyjdzie z pomysłem, a ty mówisz mu: „to nie ma sensu”. Tak jak było z nauczycielami, gdy doradziłaś: „Otwórz się na szersze grono”(37: 41)

O właśnie, staram się nie mówić: „To nie ma sensu”, tylko: „Pomyślmy o szerszym gronie” (śmiech) Zdarza mi się powiedzieć, że coś się może nie udać. To jest trudne dla mnie też i wiem, że to nie służy drugiej stronie. Jest taki moment, kiedy ktoś już zainwestował dużo pieniędzy, czasu, wysiłku. Wystarczy coś troszeczkę przestawić i zaraz to się uda, bo ktoś już ma wszystkie umiejętności. Nam nie służy tak do końca krytyka. Lepsze jest wsparcie, które pozwoli komuś maksymalnie szybko się rozbić o ścianę i ten ktoś sam zrozumie, że to nie jest ta droga.

Strategia jest taka, by pokazać komuś, jak może jak najszybciej rozwinąć swój własny pomysł, szczególnie, że nie jest otwarty. Jeżeli ktoś musi zarabiać, najczęściej ma większą otwartość na pomysły i podpowiedzi, jak szybciej dojdzie tam, gdzie ma dojść. Ale jeżeli ktoś ma taki pomysł, który jest jego dzieckiem, który kocha, tak jak ja sex coaching… Jak mi ktoś wcześniej mówił, że ja z tego nie wyżyję, to ja odpowiadałam: „jeszcze wam wszystkim pokażę, buraki” (śmiech). Todd Herman też mi to powiedział, ja mu odpowiedziałam: „No, chyba śnisz.”, a on mi powiedział na clarification call: „Dobra Santi, to przez 3 miesiące sprawdź, ile najwięcej zarobisz na Love by Santi, a potem przez 3 miesiące sprawdź, ile jesteś w stanie zarobić na „Zarabiaj jako bloger”. Ta różnica była tak wstrząsająca, bo tutaj były niecałe 2000 zł, a tutaj była wielokrotność tego, że liczby do mnie przemówiły. Zrozumiałam, gdzie jest moja praca.

Staram się zrobić jak Todd Herman. Rozbujam twój pomysł, albo skonfrontuję twój pomysł, tak żebyś zobaczyła, czy to jest dobre, czy złe. Bo ja też czasami mogę powiedzieć, że jakiś pomysł nie jest najlepszy, ale okej, jak mi pokażesz pierwsze liczby, że ludzie się zapisali, że są zainteresowani nawet darmowym wyzwaniem, to ja powiem: okej, super. Staram się takich pochopnych sądów nie rzucać, co w przeszłości mi się zdarzyło, ale staram się uczyć na swoich własnych błędach i być coraz lepszym mentorem, coachem tych biznesów. Bo mimo to, że uczę online marketingu, to wsparcie coachingowe jest być może ważniejsze niż merytoryczne. Błędów jest sporo, ale błędy są cudowne, bo na błędach się uczymy. Największym błędem jest brak popełniania błędów. Nie popełniają błędów tylko ci, co siedzą na kanapie, tylko ci, co nic nie robią. Ja mam najdłuższe listy błędów, natomiast każdy z nich był nauką i wszystko, co teraz potrafię, jest tego efektem. Po prostu idźcie i bądźcie, róbcie maksymalnie dużo błędów, a będziecie w najszybszym czasie bardzo fit biznesowo i onlinowo.

Zdjęcie Santi: Basia Bogacka

Koniec cz. II

Posłuchaj podcastu z Santi

Zobacz nagranie:

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Przyjazne Życie

    Fajny wywiad. U mnie się bardzo sprawdziło: „zacznij, bo szybciej ci się wyklaruje w działaniu”. Jeszcze się klaruje, ale to prawda, że działanie ma sens i to dzięki niemu się uczymy i szybciej odnajdujemy drogę. A błedy i potknięcia i tak będą i tak, ale tylko dzięki działaniu osiągniemy sukces 😀