Basia Bielanik 171 q

W takim trybie pracuje się nieregularnie i zarabia się nieregularnie, komfort stałej pracy znika

Zapraszam na wywiad z Basią Bielanik, która prowadzi projekt Szkoły Mocy i organizuje kursy dla rodziców z „Porozumienia bez przemocy”, co stało się dla niej biznesem i dzisiaj zapytam, jak to wszystko wygląda od kuchni.

Basiu, miałaś stałą pracę, dlaczego zdecydowałaś się z niej zrezygnować na rzecz e-biznesu?

Zacznę przewrotnie, to są fakty z mojego życia, w roku 2000, kiedy rozstałam się z moim niedoszłym mężem, poszłam do wróżki. I ta wróżka rozłożyła przede mną karty Tarota i powiedziała między innymi, że zrobię karierę w Internecie.

Wtedy mnie rozśmieszyło, bo to był rok dwutysięczny i w ogóle ja ją zapytałam: to z której karty, przepraszam droga wróżko, wynika ten Internet, bo tutaj jakby tak słabo widać. Natomiast wskazała mi faktycznie kartę i powiedziała: to jest karta nowych technologii, to jest karta nowości i dziś my to interpretujemy jako Internet. Więc żartuję sobie, że nie było dla mnie innej ścieżki.

A tak naprawdę, to odkąd poznałam „Porozumienie bez przemocy”, to cel zarobkowy nie istniał, ja je poznawałam, bo bardzo potrzebowałam pomocy w relacji z moimi dziećmi i kiedy uczyłam się go, uczyłam, chłonęłam, to zaczynało, jak ja to mówię, gnieść mnie od środka, bardzo chciałam już teraz oddawać coś światu i dzielić się tym. Tylko nie wiedziałam jak. I to się pojawiło na zasadzie „klik”, dodałam 1 + 1, wyszło 2, czyli ja mam coś, czym bardzo chcę się podzielić, im szerzej się podzielę, tym będę szczęśliwsza, gdzie się najszerzej podzielę? W Internecie.

I to była taka myśl, która jakby zapoczątkowała lawinę. Potem już się więcej nie zastanawiałam nad tym. To była taka decyzja, która powstała w głowie, kiedy połączyłam ze sobą jakby dwa koncepty.

A czy, jak wpadłaś na ten pomysł, byłaś zadowolona ze swojej pracy i szukałaś jakiejś zmiany zawodowej, a jeśli tak, to czy słyszałaś opinie, rzucając etat, że to jest szaleństwo, że masz przecież dobrą pracę i po co ci to?

Tak, miałam dobrą pracę, pracę na bardzo fajnych warunkach, ponieważ pracowałam codziennie tylko sześć godzin do czternastej, miałam czas dla dzieci, miałam bardzo unormowaną pracę, cudowne relacje w pracy, a mimo wszystko czułam gdzieś tam w środku, że jestem, nie chcę mówić „nieszczęśliwa”, ale taka niepełna, taka jakaś niedokończona.

Ponieważ mój mąż już od ośmiu lat prowadzi z sukcesem firmę, która się bardzo rozrasta, poczuliśmy się bezpiecznie finansowo i to przy jego dużym wsparciu i akceptacji rzuciłam etat i zaczęłam rozkręcać ten mój e-biznes. Natomiast, kiedy mówiłam, że zaczynam od bloga, to znajomi mówili: „Tak, no, super, mhm, fajnie, no, śliczną stronę sobie postawiłaś, ale na czym ty chcesz zarabiać? Ty chcesz z tego żyć? Jak?”. Więc może nie szaleństwo, ale takie duże powątpiewanie, jak to się da zrobić, czy to ma sens.

No i co musiałaś zrobić, żeby pokazać im, że to ma sens i że to jest możliwe? Ile czasu zajęło ci przejście od tego pomysłu do momentu, kiedy zaczęłaś zarabiać konkretne pieniądze i byłaś nimi usatysfakcjonowana?

Powiem szczerze, że u mnie w życiu pewne ważne decyzje podejmuję dość szybko. Kiedy poznałam mojego obecnego, jedynego męża, po miesiącu byliśmy zaręczeni, a po kolejnych trzech już wzięliśmy ślub. Jesteśmy razem od czternastu lat i mamy takie zaufanie do siebie, że kiedy czuję coś bardzo mocno, jestem do tego przekonana, to idę w to odważnie.

I fakty są takie, że w listopadzie zaczęłam się uczyć e-biznesu, zajęło mi to dwa miesiące, pierwszego stycznia samodzielnie postawiłam sobie własną stronę internetową na WordPressie. Była inauguracja, był blog, czwartego kwietnia założyłam firmę i od maja do nadal, czyli, no właściwie to nawet nie jest pełny rok, utrzymuję się sama, nigdy nie wzięłam złotówki z budżetu domowego, wręcz przeciwnie, wypłacam do budżetu domowego regularne pensje.

Natomiast to nie był sam blog, który mi to zapewnił, tylko to, że bardzo szybko, już w maju, postawiłam na produkty, to są moje kursy online, to są konsultacje indywidualne, to były webinary, które również monetyzowałam, to były warsztaty stacjonarne, które prowadziłam w różnych miejscach, właściwie świata i w tej chwili piszę książkę, żeby jeszcze kolejną cegiełkę do tego wszystkiego dołożyć.

Mówisz, że miałaś uporządkowane życie zawodowe wcześniej, a czy teraz pracujesz więcej i zarabiasz więcej?

Przede wszystkim, trzeba sobie też jasno powiedzieć, że w takim trybie życia zarabia się nieregularnie. Pracuje się nieregularnie i zarabia się nieregularnie. Komfort tej stałej pracy znika, nie istnieje. Gdybym miała być bardzo szczera, to zarobiłam więcej, ale nie jakoś dużo więcej, patrząc globalnie na cały rok, niż na etacie. Tak to wygląda szczerze. Ale też ja sobie bardzo tego gratuluję, bo to jest pierwszy rok prowadzenia firmy.

Większość przedsiębiorców dokłada jeszcze w tym pierwszym roku, także to na pewno jest duży sukces, skoro ty już w pierwszym roku masz profity i to oczywiście z roku na rok będzie coraz lepiej, bo będziesz bardziej rozpoznawalna.

Mam taką nadzieję, natomiast powiem szczerze, były momenty, kiedy pracowałam szaleńczo, nawet nie powiem dużo, powiedziałabym nawet, że nigdy tak ciężko nie pracowałam, jak prowadząc własną firmę, nigdy wcześniej, a teraz już tak nie jest. Trochę się pochorowałam pod koniec ubiegłego roku, chociaż nie było to związane bezpośrednio z prowadzeniem działalności, ponieważ po prostu unieruchomiłam sobie rękę, doznałam urazu i straciłam władzę w lewej ręce, ale to mi kazało się zatrzymać, popatrzeć trochę z lotu ptaka i w tym momencie pracuję o wiele mądrzej i naprawdę mogę z ręką na sercu powiedzieć, że w osiemdziesięciu procentach przypadków między godziną piętnastą a dwudziestą mam czas dla mojej rodziny. Jeżeli czasem mam ochotę, to robię coś wieczorem, czyli mam raz w miesiącu webinar, raz w miesiącu spotkanie, wieczorem. Ale generalnie pracuję sześć godzin dziennie. I to jest mój ogromny sukces, że to się udało wreszcie wprowadzić, bo wiadomo, że ta dyscyplina zależy wyłącznie od nas.

Jak myślisz, co zaważyło o tym, że twój pomysł na takie warsztaty, na takie kursy wypalił i dlaczego akurat tobie udało się odnieść sukces?

Powiem tak: wymagało to ode mnie na pewno dużo odwagi. Odwagi rozumianej tak, że bałam się czegoś, robiłam, a potem okazywało się, czy to było dobre czy nie. Miałam w zeszłym roku projekty, które nie okazały się dobrym pomysłem.

Problem polega też na tym, że robimy to na oczach całego świata. Testujemy siebie, własne pomysły, własne produkty na oczach wszystkich ludzi. I to był taki kluczowy moment, kiedy mogłam się gdzieś tam załamać, czy podłamać, że coś nie wyszło, coś nie wypaliło, albo ktoś na siedemdziesiąt komentarzy dał mi jeden negatywny. To są straszne momenty, człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy wcześniej, jak bardzo boli jeden negatywny komentarz na sto innych.

A powiedz, co się nie udało w takim razie, bo jestem ciekawa?

Mhm. Ja trochę nie chcę mówić o tym, co się nie udało, bo dla mnie… tak, to się nie udało, ale to jest lekcja, to nie jest porażka.

Ale może to dla innych będzie lekcją…

To, co się nie udało, nie traktuję tego jak porażkę, tylko jak lekcję, bo uważam, że lekcje pozwalają iść dalej, nie załamywać się, natomiast co się takiego wydarzyło? Dwie takie sytuacje, takie główne. Kiedy stworzyłam mój pierwszy kurs online, rozdawałam go za darmo. Znaczy zapisy były bezpłatne. I wzięło w nim udział ponad trzysta osób. Ja ledwo żyłam i praktycznie nie spałam nocami, bo bez doświadczenia nie byłam w stanie obsłużyć trzystu osób w grupie na Facebooku i było to dla mnie traumatyczne doświadczenie.

Jednocześnie takie, które dało mi bardzo dużo energii, powera, bo dostałam niesamowity feedback po tym kursie i już byłam gotowa sprzedawać ten produkt, bo wiedziałam, że jest dobry. Tylko niekoniecznie potrzebowałam trzystu osób, żeby mi to potwierdziły. Dziś wiem, że zamknęłabym zapisy po na przykład stu osobach. I wtedy kolejne dostałyby, nie wiem, promocyjną ofertę na kurs, kiedy już będzie płatny. To przerosło po prostu moje oczekiwania i nie potrafiłam zareagować na czas.

koniec cz I

z Basią Bielanik rozmawiała: Marta Szyszko

Link do części 2: http://kobietawe-biznesie.pl/uczymy-sie-poczatku-a-potem-ufamy-wtedy-budujemy-biznes-autentycznie-a-wszyscy-inni/

Posłuchaj wywiadu:

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments