ttronslien-

Traktuję strach jako element całej układanki

Na swoim blogu pracowniaedukreacji.pl piszesz: „Najmocniej kibicuję wszystkim kobietom, które szukają swojej pasji, rozwijają się i tworzą własne firmy. (…)Odkryłam, że sami możemy projektować swoje życie, rozbudzać na nowo pasje, tworzyć dla siebie wymarzone miejsca pracy i realizować się wbrew wszystkiemu. Jest tylko jeden warunek – odkrycie własnego potencjału i podążanie za nim.” Jak Ty odkryłaś swoją pasję do rozbudzania talentów innych osób?

To był długi i niełatwy proces. Po pierwsze uwierało mi poczucie, że nie do końca realizuję się w rzeczywistości oświatowej, pomimo, że uwielbiam pracę z dziećmi. Pracując jako nauczyciel doszłam do wniosku, że brakuje w szkole zajęć dotyczących np. planowania, określania celów, albo takich, które rozwijają poczucie pasji, koncentrują się na rozwijaniu zasobów i mocnych stron, zajęć które bardziej przygotowują do życia, niż do rozwiązywania testów. To rzutuje na nasze późniejsze wybory.

Wychodzimy ze szkoły, kończymy studia i tak naprawdę nie wiemy, co dalej i w którą pójść stronę? Po drodze porzucamy własne pasje i marzenia lub zapominamy, że takie istniały, albo nie odkrywamy ich wcale. Bo nie było na to przestrzeni i warunków. Dla mnie potencjał i pasje to podstawa, na której dobrze opierać swoje działania – dają energię, radość i satysfakcję.

Sama bardzo późno odkryłam, że nie mam większej wiedzy w temacie zarządzania sobą i to był drugi czynnik, który sprawił, że zaczęłam drążyć temat. Pamiętam, że pomyślałam sobie wtedy, co by było gdybym nauczyła się tego wcześniej? I tak też zaczęła dojrzewać we mnie myśl, aby uczyć i pomagać w tym innym.

1

A dlaczego właśnie pasje innych?

To pierwsza rzecz, którą zauważam w ludziach – tych małych i dużych. Ich mocne strony, cechy, które ich wyróżniają. Ludzie są pasjonujący i fascynujący. Każdy nosi w sobie jakąś ciekawą historię. Wszyscy różnimy się i to jest super – w tym tkwi nasza siła. Mam w sobie bardzo mocne przekonanie, że każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny i że tę odrębność trzeba w sobie pielęgnować.

 Inną sprawą było uświadomienie sobie, że to może być coś, czym mogłabym się zajmować. W odkryciu tego pomogły mi książki związane z tematyką rozwoju osobistego, warsztaty i kursy dotyczące rozwijania potencjału oraz coaching. A ponadto takie metody, jak Test Gallupa, czy MBTI. To genialne informacje zwrotne na temat naszych zasobów. Wszystko to pomogło mi w postawieniu ‘kropki nad i’.

A jak od marzenia przeszłaś do konkretyzacji swojego celu – co było pierwszym krokiem w czynnym rozbudzaniu potencjału u innych i jak Twoja działalność wygląda w praktyce?

Pierwszym krokiem było to, że zwyczajnie zaczęłam działać. I nieważne, że z błędami i niedoskonale, ale rozpoczęłam robienie tego, o czym myślałam długimi miesiącami. Pomimo oporu, strachu i lęków. Dodatkowo rzuciłam pracę na etacie. Nazywam to odcinaniem ogona, po to, aby nie rozpraszać swojej energii i nie rozmieniać się na drobne. Na mnie to działa, choć było mi momentami bardzo ciężko.

Oczywiście nie była to pochopna decyzja i przygotowywałam się do tego bardzo długo. Pracownia Edukreacji istnieje bardzo krótko, raptem kilka miesięcy. Oprócz pracowni prowadzę działalność logopedyczną dla dzieci i dorosłych – co wypełnia mi połowę mojego zawodowego czasu. Chwilowo moje działania ‘edukreacyjne’ to proces tworzenia warsztatów i materiałów edukacyjnych dla dzieci i dorosłych związanych z tematyką rozwijania potencjału oraz szerzenie samej idei.

Bardzo dużo piszę na ten temat, bo pisanie to także moja pasja, a więc przemyciłam ją i tu. Wynikiem tego jest m.in. mój blog oraz współpraca z magazynem KLM. W planach mam indywidulane konsultacje opierające się na doradztwie i diagnozie, ale przede mną jeszcze długa droga. Chwilowo skromnie sobie egzystuję i wprowadzam w życie to, co mogę małymi kroczkami.

Z Twojego doświadczenia – co jest największym hamulcem w rozbudzeniu pasji i przekuciu jej na dochodowy biznes?

W moim przypadku był to strach i perfekcjonizm. Pierwszy i drugi podsuwają do głowy najbardziej koszmarne scenariusze i mają ten wspólny mianownik, że blokują przed działaniem, bo rodzą obawę, że nam coś nie wyjdzie, że się ośmieszymy, że ktoś zobaczy nasz błąd. No i ok. Tak rzeczywiście bywa. Jednak błędy popełniamy wszyscy i gdyby nie one, to nie byłoby rozwoju.

Wiem, że każdy tak gada i łatwo się mówi, ale nie pozostaje nam nic innego, jak skakać z tym strachem na główkę, jeśli chcemy osiągnąć swój cel 😉 Najczęściej po skoku okazuje się, że nasze wyobrażenia są często i gęsto przejaskrawione, bo w praktyce nie jest aż tak źle. Nie wiem, czy można całkowicie wyeliminować strach. Może komuś się udało? Mnie nie, więc traktuję go jako element tej całej układanki.

Innym hamulcem jest to, że zwyczajnie nie wierzymy w siebie. I choć mamy talenty i coś nam świetnie wychodzi, to nie widzimy tego. Nasze mocne strony bierzemy za oczywistość, nic szczególnego i myślimy, że z pewnością każdy tak ma. Nic bardziej mylnego.

Inną bajką jest dochodowy biznes – tutaj sama pasja i talenty nie wystarczą. Potrzeba jeszcze trochę wiedzy marketingowo-biznesowej.

Jak zatem odkryć pasję, co może być katalizatorem tej nowej i wyboistej drogi w życiu?

To sprawa bardzo indywidualna. Przede wszystkim trzeba słuchać siebie i swoich potrzeb, zadawać pytania ‘czego chcę?’, ‘co daje mi satysfakcję?’, ‘na ile spełniam się w tym co robię obecnie?’ itd. I być w tym wszystkim ze sobą na maksa szczerym. Jest takie powiedzenie, że wszystkie odpowiedzi są w nas i ja się z tym zgadzam. Tylko najpierw trzeba zaufać sobie. Z pewnością warto też korzystać z wiedzy i doświadczenia osób, które zajmują się profesjonalnie diagnozowaniem potencjału i doradztwem w tej dziedzinie. Świetnym rozwiązaniem jest współpraca z doświadczonym coachem bądź doradcą.

Na twarzach kobiet przedsiębiorczych widać uśmiech, satysfakcję, spełnienie, ale odkrywanie i tworzenie sobie miejsca pracy to żmudny proces, jak radzić sobie z trudnościami, skąd czerpać motywację i siłę w chwilach zwątpienia?

To prawda, są dwie strony medalu. Ja czerpię motywację m.in. z samego faktu, że robię to, co lubię. Gdy zajmuję się tym, co kocham, to łatwiej mi przetrwać doły i chwile zwątpienia. Inną bardzo ważną sprawą są ludzie, którzy nas otaczają, z którymi mamy kontakt. Bliscy, znajomi, partnerzy w pracy. Wsparcie innych, dobre słowo to jest to! Świadomość, że inni w nas wierzą, dopingują nam to naprawdę bardzo dużo. Fajnie mieć też kontakt z tymi, którzy jadą na tym samym wózku 😉 Można wymienić doświadczenia, powspierać się nawzajem w chwilach kryzysu i zasięgnąć rady.

Czy Twoim zdaniem każdy nadaje się na freelancera, a może trzeba dysponować określonymi cechami?

W moim odczuciu nie każdy. To dlatego, że mamy różne zasoby i potrzeby. Bycie freelancerem to nie jest jedyna słuszna droga, komuś może ona zwyczajnie nie odpowiadać. To, co dla freelancera jest atutem, dla zwolennika etatu może być minusem i na odwrót. Są osoby, które świetnie sprawdzają się w pracy na etacie i mają z tego ogromną satysfakcję, a jest grupa, która rozwija skrzydła działając na własną rękę. Dla mnie największą wartością jest niezależność i świadomość, że to ode mnie wiele zależy, dlatego wybrałam drugą opcję. A jeśli ktoś zastanawia się nad tym, czy nadaje się na freelancera, to powinien po prostu spróbować nim zostać i ocenić to samemu. Bo któż inny oceni to lepiej? 😉

No racja!:) Dziękuję za tyle motywujących słów, czuję się jak po sesji z coachem, życzę powodzenia, odwagi i dalszych sukcesów!

Rozmawiała: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments