ZJB (5)

Trzeba się zebrać i zrobić, a nie czekać na perfekcyjny moment – wywiad z Santi o zarabianiu na blogu

Do dzisiejszego wywiadu zaprosiłam Santi – autorkę projektu „Zarabiaj jako bloger”, która przyznaje, że to, co najbardziej ją pasjonowało, czyli praca z kobietami i udzielanie sesji na temat satysfakcjonującego życia seksualnego (sex coaching), zeszło na dalszy plan w obliczu bardziej dochodowego projektu – uczenia klientek, jak zarabiać na blogach.

Czym zajmujesz się zawodowo, wymień wszystkie swoje projekty, i który jest najbardziej dochodowy? (0:35)

Zajmuję się online marketingiem i prezencją w internecie. Mój pierwszy podstawowy produkt to „Zarabiaj jako bloger”, gdzie uczę kobiety, nie tylko blogerki, również małe kobiece biznesy – jak wykorzystać potencjał internetu. Mój drugi projekt – taki z serca, po godzinach, to sex coaching. Ja weszłam w ogóle do biznesu online, rozwijając swoją praktykę coachingową, używając takich narzędzi technologicznych jak Zoom czy Skype i to było coś fajnego, ale… nie było dochodowe. Rozpoczęłam „Zarabiaj jako bloger”, dzieląc się wiedzą, którą po drodze zdobyłam, ale też wiedzą, którą zdobyłam na szkoleniach i w szkołach, m.in na Business Trends Academy w Berlinie. Jestem też filozofem, szefuję międzynarodowemu stowarzyszeniu filozoficznemu. to są rzeczy, które raczej trzymam w ukryciu, bo są mało sexy (śmiech).

Co sprawiło, że zainteresowałaś się akurat branżą marketingu, zarabiania jako bloger i dlaczego uczysz tego kobiety? (3:41)

To była potrzeba rynku, przede wszystkim. To nie była jakaś moja głęboka potrzeba w sercu, że ja się obudziłam, myślałam, ach, to mnie poniesie na skrzydłach, że ja będę uczyć online marketingu, ale miałam taką potrzebę, która mnie poniosła na skrzydłach, jeśli chodzi o sex coaching. I miałam taką potrzebę, jeśli w ogóle chodzi o pracę z kobietami. Jak zaczęłam pracować w obszarze seksualności, to często moje klientki, które sobie poukładały tam pewne rzeczy, mówiły, ale słuchaj, Santi, teraz to ja bym chciała zarabiać. I zaczynały mnie podpytywać: „a jak ty zrobiłaś ten landing? Jaki masz motyw na WordPressie i jak go rozszerzasz, jak budujesz swoją platformę e-learningową?” Ja odpowiadałam przez jakiś czas, a po pewnym czasie osoby prosiły o konsultacje. Brałam cenę sex coachingu i robiłam te konsultacje. Zdałam sobie sprawę, że potrzeba jest większa. Nie chcę przez to powiedzieć, że ważniejsze jest zarabianie pieniędzy, niż doświadczanie orgazmów, bo myślę odwrotnie (śmiech). Udane życie seksualne, akceptacja siebie są ważniejsze, nawet w biznesie. Ale szybciej jesteśmy gotowe zainwestować pieniądze w coś, co w przyszłości przyniesie nam kolejne pieniądze. Dla dobrego samopoczucia i radości z seksu fajnie jest mieć niezależność finansową. W pewien sposób to się jakoś połączyło. Ja szczerze nie cierpiałam marketingu, nie chciałam używać tych narzędzi do jakichś manipulacji czy propagandy na rzecz jakiegoś koncernu. W momencie, kiedy mogłam uczyć kobiety, że to one mogą pokazywać swoje talenty, ta perspektywa się zmieniła. Skopiowałam platformę dla sex coachingu, zmieniłam kolory, wstawiłam treści dotyczące online marketingu i tak powstała pierwsza edycja „Zarabiaj jako bloger”, do dziś powstały już cztery.

Pracuję intensywnie z kobietami na różnych poziomach, od startujących z blogiem, po coś, co sprawia mi mnóstwo radości – takie ustawianie już istniejących biznesów na to, żeby się monetyzowały, czy też banknotyzowały (śmiech). To trochę jak faja gra strategiczna, ale na żywym pieniądzu, co dodaje temu ekscytacji.

Ile czasu zajęło ci osiągnięcie takiego pułapu zarobków, który dał ci niezależność i dobre samopoczucie? Czy to się stało dopiero wtedy, gdy dołączyłaś sesje dotyczące zarabiania na blogach? (7:16)

Wiesz co? Nie wiem, czy dobre samopoczucie mam nawet teraz. Wiele osób ma mylne wyobrażenie o biznesie online, że ja dzisiaj usiądę i jak mam świetną prezencję online, albo jak już mam pierwsze 20, 100 klientek za sobą, to ja już mogę drugi dom na Bali budować. Tak absolutnie nie jest.

Ja cały czas staram się i buduję rentowność swojego biznesu. On jest rentowny, ale chodzi o taką rentowność w dłuższym okresie czasu. Żeby nie było takich momentów, że jak będę chora, to stracę płynność finansową. Dla mnie to jest cały czas work in progress, cały czas jest to budowane, co będzie, jeśli ja nie będę mogła przez jakiś okres pracować, albo co będzie, jeśli jakiś launch (produkt, który ma swoją edycję) źle się sprzeda. Ja cały czas mam tą presję, nie mam takiego poczucia, że okej, mam poduszkę finansową na rok i teraz mogą sobie spokojnie realizować dowolnie projekty.

Mój biznes nie był rentowny przy sex coachingu, to trzeba po prostu powiedzieć. Mimo że tam miałam dużo klientów, ja od początku roku 2014 (od stycznia) udzielałam darmowych sesji coachingowych, nie byłam zarejestrowana, zaczęłam się uczyć. Sierpień 2014 – otwieram firmę, bo już mam przekonanie, że być może znajdę klientów, ale jeszcze się boję otworzyć praktykę sex coachingową i tak trochę balansuję, oferując doradztwo filozoficzne kontra sex coaching. Buduję anonimową wręcz markę, gdzie nie pokazuję się z twarzą, tylko jest tam jakaś oferta na jakiejś stronie, przy jakichś tekstach na blogu, który długo prowadziłam.

Od momentu założenia firmy wszystko dzieje się błyskawicznie: zdaję sobie sprawę, że doradztwa filozoficznego nikt nawet za darmo nie chce, a na sex coaching byli klienci za darmo, a potem chcieli wykupić płatne sesje, ja jednak szybko odkrywam, że koszt pozyskania klienta jest bardzo wysoki, a żeby na przykład utrzymać swoją mini rodzinę w Berlinie (ja też mam wyższe koszty życia niż najczęściej moje klientki, bo one są po polskiej stronie albo są emigrantkami), policzyłam, że musiałabym mieć po 2-3 klientki dziennie, a uzyskanie takiej ilości klientek pozostawi mnie też bez tchu. Coaching wymaga energii od nas, mimo że mamy pelerynę coacha i się zabezpieczamy, pracując w ten sposób, ale jednak jest to wyzwanie. Tak długo opowiadam, to był długi proces, może to jest ciekawe dla kogoś, że to się nie wydarzyło w jedną noc.

To jest bardzo ciekawe, bo to pokazuje kobietom, że nie tylko im to zajęło tyle czasu. Nie jest tak, że ktoś wszedł, zdobył rynek i to się stało z dnia na dzień. To jest bardzo ważne. (11:23)

Potem wszedł pierwszy kurs online, który też nie sprzedał się fantastycznie, ale dobrze. Następnie pojawiła się myśl, dlaczego ja w ogóle czekałam rok z kursem online o sex coachingu. To też była blokada mentalna i potem otworzyłam „Zarabiaj jako bloger”. W cztery miesiące po kursie sex coachingu online zrobiłam kurs „Zarabiaj jako bloger” i już kolejne, i kolejne edycje. Odkryłam, że w internecie czas jest też strategią. Trzeba się zebrać i zrobić, a nie czekać na perfekcyjny moment. Wiesz, Marta, taki moment, że jestem gotowa, mam narzędzia. Tak nigdy nie jest. Jak tak jest, to znaczy, że jest ze wszystkim za późno (śmiech).

Uczysz kobiety, jak zarabiać na blogach, więc jak to zrobić, co polecasz, artykuły sponsorowane, własne produkty?  (12:33)

Rozmawiamy o tym, jaki model biznesowy pasuje. Wychodzimy od tego, co ktoś już posiada, jakie ma mocne strony. To zależy od tego, jakie ty masz kompetencje, umiejętności, jakie potrzeby możesz zaspokoić. To jest klasyka: twoja mocna strona, z drugiej strony potrzeba rynku i tam, gdzie ludzie przyjdą i zapłacą, a nie tylko powiedzą, że fajne. Ja nie wierzę w takie walidacje, że ktoś powiedział, że coś jest fajne. Jeśli ktoś przyszedł i kupił w przedsprzedaży, po prostu przelał mi pierwsze pieniądze, to wtedy uważam, że to jest fajny pomysł.

Przez wszystkie sex coachigowe historie jestem dość sceptyczna. Przy sex coachingu zyskałam duży rozgłos, media mnie chciały, dużo osób mnie klepało po ramieniu, ale w momencie, gdy ktoś miał przelać pieniądze za sesję czy zdecydować się na jakąś ilość, to były to wybrane jednostki, które sobie chwaliły i na szczęście wracały, ale nie działało to tak super.

Będę sugerować, żeby zastanowić się nad swoimi mocnymi stronami, z drugiej strony zobaczyć, gdzie jest realna potrzeba, gdzie ludzie są gotowi zapłacić i przetestować tę potrzebę w formie walidacji pomysłu, czyli zrobienia pierwszej oferty. 

Jak polecasz promować kobietom swoje biznesy, blogi. Zauważyłam, że jesteś obeznana w nowych technologiach, ja jestem trochę z tym na bakier. Jak promowałaś projekt: „Zarabiaj jako bloger” i co przyniosło ci największą konwersję?  (14:14)

Nie mam takich ogólnych rozwiązań, tak jak wcześniej zapytałaś: „Własne produkty czy sponsorzy?”, najczęściej własne produkty, bo na jednostce sprzedanej masz większy zysk. To też zależy, bo jak masz duże zasięgi, a nie masz ducha do własnych produktów, to jednak fajnie jest wynegocjować dobre warunki afiliacji czy prowizji, dobre warunki reklamowe.

Ja jestem obeznana z technologią, ale zaczynałam jako filozof, bardzo analogowy. To absolutnie nie jest tak, że coś mi było dane – zmysł technologiczny. Natomiast w trakcie realizowania tych wszystkich projektów, stosowanie narzędzie okazało się niezbędnym elementem życia i prowadzenia biznesu online. Musimy stale coś testować, stale mieć rękę na pulsie, bo to wszystko się zmienia. Nawet pół roku temu polecałam do robienia wywiadów inne narzędzie webinarowe: Webinar Jar, teraz jestem sceptyczna wobec tego narzędzia, bo zmieniła się konstrukcja Google Hangout, na którym Webinar Jar bazowało i automatycznie użycie jego jest mniej intuicyjne, trudniejsza konfiguracja, itd.

Jak promować? Promować przede wszystkim! Korzystam z zasady Pareto: 20 % treści, contentu, tworzymy produkty i 80% promujemy. Bez promocji to jest jak zamknięcie się w domu, zasłonięcie kurtynami i nie pokazywanie tego, że coś mamy. Promocja to nie jest coś takiego, że mówię cześć, jestem fajna. Promocja to dla mnie: „Słuchaj, jestem Santi, sprzedaję to coś, to coś wygląda tak – chcesz czy nie chcesz, bo jak nie chcesz, to nie zajmuję ci więcej czasu, ale jeśli potrzebujesz i masz pytania, to ja ci na nie odpowiem.”

Promocja w internecie to jest umiejętne odpowiadanie na te pytania i na zainteresowanie rynku. Można to zrobić różnymi kanałami, jeżeli dobrze czujesz się przed kamerą, to webinary – dlaczego nie? Albo własna seria filmików video. Ja jako sex coach nagrałam filmiki video i większość z nich jest żenujących, kompletnie nie wiedziałam, jak pracować z kamerą, testowałam, ale to trochę tak jest, że nikt nie jest w czymś dobry od początku. To jest pewne doświadczenie.

Jeżeli nie lubisz się pokazywać, ale lubisz mówić to masz podcast. Jeśli chcesz być często wyszukiwana w Google, to masz całą strategię SEO, czyli optymalizowania tekstów i postów, żeby były one znajdowane. Plus całe social media, które są jak party, przyjęcie, gdzie możesz zamachać, przedstawić się i albo być znienawidzona, albo lubiana, możesz pochwycić zainteresowanie klientów i potencjalnych zainteresowanych i zbudować z nimi relację.

Pytałaś o to, co było źródłem największej konwersji. Przy „Zarabiaj jako bloger” zastosowałam strategię, której sama uczę, a nauczyłam się jej od Dereka Halperna – Social Triggers. To prosty system, w którym rozsyłam ankiety z jednym tylko pytaniem: „Czego chciałabyś się dowiedzieć więcej o blogowaniu i zarabianiu?”, jeżeli jesteś ciekawa, jakie zaproponuję ci rozwiązania, zainspirowana twoją odpowiedzią, zostaw mi swój email (wyrażasz tym samym zgodę na otrzymywanie informacji handlowej – taki zwykły Google formularz). Chyba z 60 osób wypełniło tę ankietę, ale 60 osób, które były zainteresowane, dały mi długie, emocjonalne odpowiedzi i ja na podstawie tych odpowiedzi zbudowałam kurs.

Jeszcze nie miałam kursu, robiąc tę ankietę. Dowiedziałam się od nich, czego one potrzebują w tym kursie. Gdy tylko powstał kurs na podstawie ich odpowiedzi, wysłałam to do osób, które poświęciły czas na wypełnienie ankiety, pod którą zostawiły swój email. Z tamtej grupy zebrał się trzon pierwszej edycji „Zarabiaj jako bloger”. Była to jedna strategia z zagranicy, przełożona 1:1 i ona bardzo dobrze zadziałała.

A gdzie zostawiłaś ankietę, obserwatorom z mediów społecznościowych, czy z newslettera, w jaki sposób zadałaś im to pytanie? (20:05)

Skorzystałam z grup na Facebooku. To był mój pierwszy projekt i to była ankieta. Wszyscy znali mnie tylko jako sex coacha. To zawsze działa przy pierwszym projekcie, który robisz. Jeszcze nie masz marki, nie jesteś odbierana jako konkurencja, zagrożenie, wszyscy chętnie cię wesprą. I to nie jest to, że potem jesteś konkurencją i cię nie lubią, tylko potem jesteś firmą i masz sobie radzić. Natomiast na początku startujesz i to dobry moment, żeby wykorzystać kapitał, który jest w relacjach. Ja skorzystałam z tego kapitału. Wiedziałam, że moja grupa docelowa z sex coachingu, która odbierała mój newsletter, gdzieś tam się przecina z grupą „Zarabiaj jako bloger”. Bo są tam ambitne kobiety, które często nie realizują się zawodowo tak, jak by chciały. Dałam im znać w newsletterze, ps. Robię taki drugi projekt. Rozsyłałam ankietę w grupach, wtedy jeszcze nie miałam swojej grupy i korzystając z tych kanałów otworzyłam fanpage. Oczywiście korzystałam też z marketingu środowiskowego, czyli wśród swoich znajomych.

Koniec cz. I (21:52)

Posłuchaj podcastu z Santi

Zobacz nagranie:

zdjęcie Santi – Basia Bogacka

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Muszę wziąć sobie do serca motto Santi, bo ja wciąż czekam i mam poczucie, że marnuje szansę. Pozdrawiam serdecznie Beata

    • Beatka, a próbowałaś afiliacji? Masz sporo zaangażowanych Czytelników, może coś związanego z blogowaniem, czego używasz, jest godne polecenia?