Valley Talks Sylwia Górajek i Russ Heddleston

Nie wszyscy stają się miliarderami, ale zawsze jest miejsce na to, by nad sobą popracować

Sylwia Górajek stworzyła talk show, który podbił serca inwestorów i przesiębiorców z Kalifornii. Prowadzi rozmowy ze startupowcami z Doliny Krzemowej, którzy opowiadają jej o swoich sukcesach, ale też porażkach w biznesie. Dziś Sylwia jest po drugiej stronie, odpowiada na moje pytania. 

Wyjechałaś z Warszawy do Kalifornii, by spróbować swoich sił w Dolinie Krzemowej, dziś prowadzisz popularny talk show „Valley Talks”, w którym przeprowadzasz wywiady z przedsiębiorcami. Czy z takim zamysłem jechałaś do Doliny?

Wyjechałam razem z mężem do Doliny, by budować biznes filmowy, podobny do tego, który mieliśmy w Warszawie. Jednak jeszcze zanim na dobre osiedliśmy w Kalifornii, pojawił się pomysł na komunikator Spray, który później zdecydowaliśmy się realizować. Nasze pierwsze 2-3 lata to pasmo prób i błędów, ale szybko działamy i wyciągamy wnioski. Nauczyliśmy się wiele, dlatego teraz prowadzenie Valley Talks nie jest dla mnie wyzwaniem. Odkąd jestem w USA prowadzę też bloga www.jaion.pl. Valley Talks to połączenie mojego doświadczenia w produkcji video z produkcją kontentu i blogowaniem.

Jak myślisz, co przesądziło o sukcesie Twojego programu?

Sądzę, złożyło się kilka czynników. Po pierwsze, po doświadczeniach moich i mojego męża Kuby w środowisku startupowym pozostały mi cenne znajomości. W Dolnie Krzemowej networking to podstawa, a ja wiedziałam, gdzie znaleźć interesujących rozmówców. Po drugie brakowało na tamtejszym rynku programu, który szczerze przedstawiałby to, jak wygląda życie startupowe od kuchni. Wreszcie nieocenione okazały się moje i Kuby doświadczenia w produkcji filmowej. Dzięki temu mogłam stworzyć własny profesjonalny talk show, który zyskał duże uznanie w Dolinie.

W jaki sposób udało Ci się przejść od rozmów z przedsiębiorcami do własnego talk show, skąd wzięłaś środki i odwagę do realizacji tak śmiałego pomysłu?

Jak wspominałam, w branży producenckiej i video działałam od kilku lat. Przenosząc się do USA postawiliśmy wszystko na jedną kartę – zostawiliśmy w kraju własną firmę. Początki nie były łatwe, ale podeszliśmy do przeprowadzki bez kompleksów. Międzynarodowość Doliny Krzemowej pozwala obcokrajowcom łatwiej wypłynąć. Poza tym po doświadczeniach z własnym startupem oraz z kolejnym startupem w domu (Kuba od 1,5 roku rozwija UnStock), doskonale wiem, o czym rozmawiać i o co pytać. Na pewno pomogło mi to, że od pierwszych odcinków Valley Talks szybko znalazło akceptację środowiska startupowego (niektórzy przedsiębiorcy zaczęli od początku zabiegać o to, by pojawić się w show), oraz to, że firmy same do mnie pukają, jak na przykład organizacja G -Startup Worldwide, organizująca prestiżowe konkursy dla młodych biznesmenów w 10 krajach na świecie.

Czy napotkałaś jakieś przeszkody na drodze do realizacji swojego programu? 

Jedyną przeszkodą czy trudnością jest czas. Na początku pracy nad Valley Talks pracowałam dla Apple, potem dla Netflixa. Teraz prowadzę własną działalność, produkującą video dla startupów. Tak naprawdę Valley Talks zajmuję się po godzinach, a chcę, by show utrzymywało wysoki poziom. Za chwilę na pewno będę szukała rąk do pomocy.

Jak promowałaś program?

Wiele informacji w Dolinie Krzemowej rozchodzi się pocztą pantoflową. Nie miałam budżetu na reklamę, ale od początku przykładałam wagę do tego, by nagrania były jak najbardziej profesjonalne. Chyba się udało 🙂 Do promocji posłużyły mi media społecznościowe, grupy na Facebooku. Temat podłapała szybko lokalna prasa. Od samego początku goście sami zaczęli się do mnie zgłaszać. To był dla mnie sygnał, że Valley Talks są już częścią Silicon Valley.

Jakie wnioski po rozmowach z przedsiębiorcami wywarły największy wpływ na Twoje życie zawodowe, czego się od nich nauczyłaś o sukcesach?

Dzięki rozmówcom Valley Talks utwierdziłam się w przekonaniu, że tylko z zewnątrz sukces startupowców wygląda tak różowo. Jest to raczej efekt lat poświęceń, ciężkiej pracy i wiecznych kompromisów. Wiele osób o tym zapomina, ograniczając się tylko do czytania nagłówków w stylu “Firma xyz zdobyła 5 milionów dofinansowania”. Moi goście udowadniają, że prócz ciekawego pomysłu liczy się ciężka praca, wytrwałość oraz wiara we własne umiejętności. Niby nic odkrywczego, ale śledząc ich losy nabierasz pewności, że to działa.

Valley Talks Sylwia Górajek i Angela Antony

A czego się nauczyłaś od nich o porażkach?

W Stanach Zjednoczonych ludzie nie boją się mówić o swoich potknięciach – oczywiście w kontekście historii, gdy już się z nimi w jakiś sposób uporali. Biznesmeni lubią podkreślać, co wynieśli z tych prób. Są wtedy jeszcze bardziej dumni z tego, co osiągnęli. Takie nieoglądanie się za siebie, tylko parcie na przód jest teraz bardzo modne w Dolinie i pasuje mi to, bo sama też nie lubię tracić energii na użalanie się nad tym, co poszło nie tak.

Jak sądzisz, dlaczego niektórzy przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej wracają „na tarczy”? Co decyduje o porażkach ich biznesów?

Mit miejsca, gdzie z dnia na dzień możesz zostać milionerem przyciąga jak magnes. Słowa “innowacyjne”, “wyjątkowe” bywają przez startupowców nadużywane. Każdemu wydaje się, że stworzył coś absolutnie oryginalnego i chce to zaprezentować potencjalnym inwestorom. A proces pozyskiwania dofinansowania jest żmudny i często młoda firma z zerowymi środkami może do niego nie dotrwać. Trzeba realnie oceniać swoje szanse, a długo nie przeżyjesz w Kalifornii mając 2 tysiące dolarów w kieszeni… Z drugiej strony inwestorzy potrafią w niespodziewanym momencie i z zaskakujących powodów wstrzymać finansowanie, co dla młodych spółek oznacza koniec. Inna sprawa to nieporozumienia między założycielami, czyli scenariusz “pierwsze pieniądze, pierwsze problemy”. Mimo wszystko Dolina Krzemowa to niezwykły tygiel kultur i cieszę się, że znalazłam w nim swoje miejsce.

Czy jest jakiś stały zestaw cech przedsiębiorców z Doliny Krzemowej, które Twoim zdaniem decydują o tym, że nie przypadkiem odnieśli sukces? Jakie to cechy?

Nie da się obejść bez upartego dążenia do celu. Wiąże się z tym także duża odporność psychiczna. Trzeba mieć nerwy ze stali, znać swoją wartość, a także być otwartym na to, co mają do zaoferowania inni. Grunt to też umieć skorzystać z dostępnych zasobów oraz z wiedzy, którą się zdobyło. Oczywiście wszystko opiera się na ciężkiej pracy, nie ma tu miejsca na pracowanie od 9 do 17. Do tego zmysł rozpoznawania potrzeby na rynku, a dalej cierpliwość, gdyż trzeba ją dobrze przetestować. A przy tym wszystkim trzeba wykazać się umiejętnością pracy w zespole i kierowania ludźmi. Jest to dość złożony zestaw, dlatego nie wszyscy stają się miliarderami, ale zawsze jest miejsce na to, by nad sobą popracować.

Co jest dla Ciebie największą motywacją do pracy?

Robię to, co kocham, ale podejmuję ten wybór świadomie. Rezygnuję z pracy w korporacji i stałej pensji, gdyż nakręca mnie niezależność i podążanie za misją, która służy też innym. Poznaję wyjątkowych ludzi, którzy dzielą się ze mną swoimi historiami, są inspiracją dla ludzi na całym świecie. To, że mam świetny pretekst, by z nimi rozmawiać i inni chcą to oglądać, jest dla mnie ogromną motywacją 🙂

Dziękuję za rozmowę!

Z Sylwią Górajek

rozmawiała: Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments