ZJB (3)

Zdobycie zaufania swoich klientów jest najtrudniejsze i najcenniejsze w biznesie online

Zapraszam na trzecią część wywiadu z Santi – coachem kobiecych biznesów, autorką projektu Zarabiaj jako bloger

.Jaka jest najkrótsza droga do tego, by wyjść i zacząć zarabiać, co doradziłabyś kobiecie, która ma jakiś pomysł, ale jeszcze nie prowadzi e-biznesu? Bez czego się nie obędzie, w co musi zainwestować, a co może być darmowym narzędziem? (41:20)

Myślę, że warto zainwestować w test mocnych stron Gallupa „Strenghts finders”. Jest w języku polskim. Wykonałam go stosunkowo niedawno, on potwierdził mi wszystko, co rozwijam od pięciu lat, ale ja powoli dochodziłam do tego, gdzie są moje talenty. Ludzie mi mówili: Santi, ty się w miarę sprawnie wypowiadasz, jak się skupisz i wolniej mówisz, to nawet masz ładny głos. Albo: świetnie uczysz.

To pojawiało się przez całe moje życie, bo ja też wykładałam jako filozof. To do mnie nie docierało, ja tego nie słyszałam. Próbowałam innych rzeczy i wtedy przekonywałam się, że robiąc to, jest mi lepiej, jest mi fajniej. W pierwszej kolejności fajnie by było odkryć swoje mocne strony. Jeżeli możesz to zrobić za darmo, pytając swoich znajomych, pytając otoczenie – świetnie. Jeżeli chcesz mieć pewność na papierze, to warto zainwestować, to jest niewielka kwota (około 100 zł).

Gdy masz już swoje mocne strony, warto zacząć szukać potrzeb na rynku, np. za pośrednictwem ankiety (jak już zdradzałam): zadajesz jedno pytanie otwarte, szukasz odpowiedzi, prosisz o pozostawienie maila. Jeżeli jeszcze nie masz założonej działalności gospodarczej, możesz zrobić coś darmowego.

Oczywiście sugeruję, by sprawdzić, czy pomysł jest dobry, zanim założymy działalność gospodarczą. Jeśli masz okazję sprawdzić, czy ludzie będą ci wpłacali pieniądze, to jeszcze lepiej. Można rozważyć inkubatory przedsiębiorczości, które pozwalają ci sprawdzić, czy masz klientów.

W budowaniu biznesu online najpierw znajdujemy klientów. Potem znajdujemy właściwy model, potem się rejestrujemy i zaczynamy zarabiać.

Co masz na myśli, mówiąc właściwy model? (44:06)

Przykładowo, jak udzielałam sesji coachingowych, to musiałam się zastanowić, czy chcę to robić zawsze i ile to będzie godzin mojej pracy, czy chcę odbierać jednak grupowo, czyli np. warsztaty. A jeżeli warsztaty, to czy buduję społeczność ma miejscu – offline, czy jednak online. Czy może chcę tworzyć kursy automatyczne i promować je w modelu evergreen, czyli wiecznie zielone. Na przykład: ktoś zapisuje się do newslettera, dostaje 5 autoresponderów, gdzie jest mini kurs gratis, a na końcu jest zawsze oferta, czy może chcę mieć sprzedaże cykliczne.

Na początku fajnie jest mieć przekonanie o jednym produkcie, bo nie da się wprowadzać wszystkiego na rynek. Zazwyczaj startujemy od jednego produktu, więc fajnie sobie przetestować,mieć klientów i w pierwszym momencie obstawić 1 produkt.

To będę rozumiała jako ten model – to wyobrażenie dokąd zmierzam, z czym startuję, jak chcę pracować, jak chcę zarabiać i gdzie też są sufity, bo w pewnych działalnościach są sufity. Fajnie jest zdawać sobie z tego sprawę, że mogę najwięcej chcieć za konsultacje na tym rynku, przy tym kliencie 300 zł, ale dziennie mogę zrobić maksymalnie 5 konsultacji, oczywiście muszę też mieć czas na inne rzeczy, nie tylko konsultowanie, więc pewnie mogę konsultować maksymalnie 3 dni w tygodniu i to szybko można sobie policzyć. Przewidzieć jaki będzie efekt i czy ta kwota mnie satysfakcjonuje.

Coaching grupowy – mogę pomnożyć, poskalować, tego uczę też na „Zarabiaj jako bloger” – jak wyskalować produkty. Jeżeli masz 1:1, to może zrobisz małe grupy, czy to jest temat, który zakłada intymność grupy, czy odebrać kursem online, czy w inny sposób. Sposobów jest zazwyczaj tyle, ile osób i ile umiejętności.

Jakie polecasz darmowe profile kobiet prowadzących biznesy, od których się uczyłaś z darmowych materiałów? (46:30)

Na pewno Amy Porterfield. Uczyłam się z głównie z anglojęzycznych. Bardzo lubię Nathalie Lussier. Ona uczy trochę o SEO, jak sobie wszystko poustawiać w Google Analytics, jak wyciągnąć wnioski z tego, jest trochę konkretnej wiedzy, więc może nawet w pierwszej kolejności wysłałabym do niej, a potem do Amy Porterfield, która ma świetne podcasty i dużą wiedzę.

Na pewno Derek Halpern z Social Triggers. U niego warto polować na webinary. Bardzo lubię Todda Hermana, on zajmuje się produktywnością, warto zdać sobie sprawę z tego, że na przykład skakanie po różnych projektach nam nie służy. On dotyka też takich tematów, jak dać z siebie 100% w sytuacji stresu. On wcześniej pracował z Olimpijczykami, ze sportowcami i tam jest duża presja i konieczność zrobienia wyniku tu i teraz.

To są bardzo fajne inspiracje, bo w biznesie często jest to „tu i teraz” muszę się przedstawić, tu i teraz z kimś mogę porozmawiać.

Duże podstawy mam z Business Trends Academy w Berlinie, gdzie chodziłam na piechotę offline, do żywych nauczycieli. Było mi to potrzebne nie tylko, żeby prowadzić swój biznes, ale żeby uczyć tego innych.

W Polsce do zarządzania czasem – Pani Swojego Czasu. Myśmy długi czas mastermindowały razem, nasze biznesy są równolatkami, powstały z jednego kręgu, jeszcze u Agaty Dutkowskiej.

Acha, czyli byłaś w Latającej Szkole? (49:07)

Byłyśmy w wirtualnym kręgu. To nie była Latająca Szkoła offline. To był eksperymentalny Wirtualny Krąg, wtedy to kosztowało bodajże 250 zł. To był dla mnie szczyt inwestycji – tyle pieniędzy! Nauczyłam się tam współpracy z innymi kobietami, zostały mi fantastyczne znajomości.

Jeżeli chcemy obejrzeć przykład genialnej strategii marketingowej, to jest to Ola (Aleksandra Budzyńska).

Na mojej liście głównym błędem jest to, że ja mam zawsze więcej niż jeden projekt. Ja się zawsze zmęczę, żeby coś skreślić. Ulegam rozproszeniom: bo to jest fajne, bo tamto jest fajne. Ola jest mistrzem strategicznego wdrażania. Od A do Z. Podglądając to, co robi Ola – jej produkty, można się wiele nauczyć.

Ja myślę, że taka osoba, która dopiero zaczęła e –biznes lub rozważa go, może być przerażona tym, jak bardzo trzeba się zaangażować: najpierw inwestować, potem cały czas się rozwijać. Z jednej strony są duże zarobki, ale to, co musimy z siebie dać jest jeszcze większe. Czy nie? (50:46)

Nie wiem. Myślę, że są plusy i minusy. Wiele osób mówi: mam fatalną pracę na etacie, to ja to dzielę przez dwa, szczególnie biorąc pod uwagę zarobki w Niemczech, gdzie ja dobijam do tej średniej. W Polsce jest łatwiej dorównać średniej krajowej, przekroczyć ją, zarabiając online.

Na pewno wymaga to dużego zaangażowania na początku, bo na początku trzeba to wszystko postawić, zbudować markę, zbudować społeczność, czyli zdobyć zaufanie swoich klientów. To jest najtrudniejsze i najcenniejsze.

Można też uznać, że robię to po godzinach. Mam swój etat i mam swoją przestrzeń, w której realizuję projekt i nie tylko zarabiam pieniądze, bo to często może być jakiś dodatek, ale na przykład czerpię z tego satysfakcję. Ja rozumiem „Zarabiaj jako bloger” szerzej, bo prezentuję swój talent i się rozwijam.

Często własna firma to jest lepsze doświadczenie niż 1000 coachingów, bo rzuca nas na jakiś trudny teren i wymaga, byśmy wyszli sprawnie z tych opresji, więc jest to niesamowity rozwój na wszystkich poziomach.

Trzeba się zdecydować, kiedy, w co i jak się angażuję, jaką mam wizję. Jeżeli chcę tylko na tym zarabiać, to trzeba pamiętać, że jest to praca jak każda inna, ja pracuję około 8-9 godzin, wtedy kiedy moje dziecko jest w przedszkolu, nawet dzisiejszy wywiad należy do mojej pracy, do luźniejszego rodzaju, ale traktuję to jako pracę. W ciągu dnia pracuję 7-8 godzin i jeszcze godzinę wieczorem przy konsultacjach, bo moje dziewczyny często są czynne zawodowo w godzinach etatowych.

Trzeba się nastawić, że jak wchodzimy w to, to się zmęczymy, ale to jest fajne! Jest ogromna satysfakcja, jak jest coś naszego. To podbudowuje samoocenę. Mamy poczucie, że tworzymy to, jak chcemy. Mam poczucie, że pracuję na własnych warunkach.

Dla mnie plusem jest też to, że jak moja córka ma trening piłki nożnej o 16.00, to ja mogę to sobie zaplanować tak, żeby ją tam zaprowadzić. Jeżeli jest chora, no to owszem, mam problem, ale mogę spokojnie odwołać jakichś klientów, poprzesuwać i spędzić z nią ten czas. Jeżeli mamy jakieś plany wyjazdowe, to możemy to zrealizować, dostosowując się do jej zobowiązań, bo moje mogę wziąć ze sobą. Nawet jak były problemy zdrowotne w rodzinie, to po prostu wzięłam komputer, mikrofony, pojechałam i pracowałam z innego miejsca. Inny przykład, jestem aktywna sportowo i to jest cudowne, że mogę zaplanować bieganie wtedy, kiedy jest jasno. Mam wolność, jest dużo pracy, ale ja mogę poukładać sobie dzień tak, jak ja chcę. No więc, są też plusy (śmiech).

Czy zauważyłaś coś takiego, że kobiety się czasami boją sukcesu?(55:23)

Tak.

Że zaczynają się rozkręcać i nagle: „ojej, co ja zrobię z tą wolnością, co ja zrobię z tym sukcesem?” I nagle zaczynają same siebie karcić, sprowadzać do jakiegoś tam poziomu, nie chcą pójść dalej.

Taki autosabotaż jest wpisany, nie tylko w kobiety, myślę. Lubimy się sabotować. Ja siebie sabotuję na bieżąco na różne sposoby. Ważne jest, by dostrzec te mechanizmy, które sprawiają, że się sabotujemy i zaprzestać tego.

Ja sabotowałam się w sferze zdrowotno – ruchowej, bo się zajeżdżałam i potem nie miałam siły ani energii. Nie zadbałam o plecy. Pracując przed komputerem dużo się siedzi, mało kto o tym myśli. Jeżeli się nie poruszam, to miałam problemy od rwy kulszowej po jakieś bolesne skoliozy, które się nasilały. To był rodzaj autosabotażu: nie zrobiłam odpowiednich przerw, nie zadbałam o siebie. To może się dziać na różnych poziomach.

W obliczu jakiegoś mniejszego i większego sukcesu mi emocjonalnie jest najtrudniej. Po dobrze sprzedanym kursie jest mi smutno i czuję bezsens życia przez chwilę.

Jest coś takiego!

(Śmiech). Moim wielkim marzeniem było pojawić się a audycji radiowej Trójki: „Seks nasz powszedni” i poszłam, a na drugi dzień czułam się jak w czarnej dziurze.

Jest taki mechanizm, ja szukam wtedy wsparcia coachingowego. Jeżeli to jest finansowe, to mam dziewczyny z „Jestem bogata”, do których idę i im płacę i one mi pomagają zrozumieć, że sięgnęłam swoje granicy, że już więcej nie zniosę dobra (nazywa się to upper limit problem).

To, że ja polecam coaching lub sama pracuję w ten sposób, nie znaczy, że nie robię tego z innymi ludźmi. Też oddaję się w ręce specjalistów i sprawdzam, czy dane zachowanie nie jest przypadkiem zachowaniem sabotującym.

Jak na przykład podejmowanie się nowych projektów, bo czasem wolimy nowe, bo już nas nie interesuje kończenie starych.

Albo w kwestiach zarabiania: zarobiłam tyle i więcej nie zarabiam, bo boję się większych pieniędzy, większej odpowiedzialności, boję się kwestii podatkowych, boję się czegoś.

W kwestiach podatkowych, ja mam międzynarodowy biznes, jest taki zamęt, że mało które księgowe się w nich orientują, bo świadczę usługi digitalne. To są detale, które sprawiają, że boję się zacząć, boję się otworzyć sklep, bo będę już na poważnie miała zautomatyzowane usługi, ale fajnie jest to rozpracowywać krok po kroku, powolutku….

Iść do przodu, mimo lęku…

Tam gdzie lęk, najczęściej jest potencjał, więc jak ja się gdzieś boję, to wiem, że tam idziemy. (Śmiech)

Ja dziś też miałam trochę obaw przed kamerką, ale jak widać żyję, nic mi nie jest…

Jest fajnie (śmiech).

Jest adrenalina i dzieje się, czuję, że żyję.

Masz miękkie nogi.

Na szczęście siedzę (śmiech). Bardzo Ci dziękuję za to, że znalazłaś czas, to naprawdę bardzo inspirujące informacje.

Ja też bardzo dziękuję i mam nadzieję – do zobaczenia gdzieś tam na szlakach.

Z Santi rozmawiała Marta Szyszko

Posłuchaj podcastu z Santi

Zobacz nagranie:

Zdjęcie Santi: Basia Bogacka

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments