zostań freelancerem

„Zostań freelancerem” Agnieszki Skupieńskiej – najlepiej wydane pieniądze na rozwój osobisty

Nie wiem, jak Wy, ale ja wolny świąteczny czas lubię spędzać, ucząc się od innych, oddając lekko i jednocześnie konkretnie napisanej lekturze, która nie tylko motywuje, bawi, ale momentalnie wyłapuje błędy, które bez sensu popełniam w swoim biznesie, a potem narzekam, że mi nie idzie, że zarabiam mało. „Zostań freelancerem” to były najlepiej wydane 24 złote (z groszami) na rozwój osobisty.

Czego nauczyłam się od Agnieszki o prowadzeniu biznesu w domu?

Czas, który miałabyś przeznaczyć na wykonywanie słabo płatnego zlecenia, przeznacz na szukanie zlecenia zgodnego z twoją stawką godzinową lub na nabieranie sił

Popełniłam błąd, o którym Agnieszka wspomina w swojej książce – brałam każdą propozycję pisania tekstów dla klientów, tylko dlatego, że stwarzała okazję do zarobienia pieniędzy, ale nie drążyłam, ile energii to pochłonie, by wyjść na swoje. Efekt? Niejednokrotnie nie miałam już siły i ochoty na tworzenie wpisów na blogach, które mają o wiele większy potencjał zarobkowy niż copywriting, jeśli się o nie odpowiednio dba. Zarabiać można zawsze i wszędzie, ale warto sobie zadać pytanie: co wybieram, bo na wszystko nie starczy czasu i sił.

To po lekturze książki Agnieszki zaczęłam wyliczać stawkę godzinową. Co nie oznacza, że sztywno się jej trzymam, ale wiem, czego mogę się spodziewać, gdy piszę poniżej swoich niezbędnych potrzeb finansowych – jeśli w jakiś cudowny sposób nie wpadną intratne propozycje, na koniec miesiąca będzie słaby wynik. Wiem, ile maksymalnie tekstów o długości 1500 zzs (tyle na ogół mają teksty SEO) potrafię napisać w ciągu dnia i łatwo mi policzyć dniówkę, widząc stawkę klienta. Zarabiam dokładnie tyle, na ile sobie zapracuję i w ten sposób znika problem nieprzewidywalnych zarobków freelancera.

Kto pracuje mało, ten… mało zarabia

Tu kolejny oczywisty wniosek, który uporządkował moje myślenie o pracy na swoim. Jeśli głupio tracę czas w mediach społecznościowych, jeśli pozwalam się rozpraszać domowym obowiązkom, jeśli ulegam prośbie syna, by odebrać go z przedszkola po obiedzie, a potem trudno mi łączyć pracę z jego obecnością w domu, to… zarabiam, ile zarabiam na własne życzenie. Tak było przed Świętami. Z jednej strony presja na przygotowywanie potraw wigilijnych, z drugiej otwarte na laptopie zlecenia, z trzeciej wszyscy domownicy w domu, mąż sugerujący, że on tu robi zakupy, sprząta, a ja „relaksuję się” przed komputerem. Byłam wściekła na nich i miałam poczucie winy, że robię coś złego, wypełniając swoje zawodowe obowiązki. A potem dotarło do mnie: skoro etatowy pracownik ma komfort poświęcania swojej pracy 8 godzin na dobę (plus dojazdy), to ja także mogę w niektóre dni być zajęta do 17. 00. Dorosłość.

Nieoceniona okazała się rada Agnieszki: umów się z domownikami, do której godziny pracujesz, zaznacz, np. zamykając się na klucz lub zakładając słuchawki na uszy, że teraz jesteś w pracy. Myślałam, że to tylko mój jednostkowy problem, ulżyło mi, że każdy freelancer mierzy się z niezrozumieniem, że praca w domu to też praca, często traktowana jako opcja z gorszego sortu.

Wymagaj od siebie, bo utkniesz i stwierdzisz, że to bez sensu

Jakie zlecenia są dostępne w sieci od ręki? Za parę złotych, przykładowo zapotrzebowanie na 1000 precli z tematyki biznesowej. Na upartego można spędzić nad nimi miesiąc, zarobić na podstawowe koszty/ potrzeby i na tym poprzestać. Pisanie posta na blog wymaga czegoś więcej – przemyśleń, przeprowadzenia wywiadu, przeczytania inspirującej książki, by podzielić się wnioskami z czytelnikami. W zamian może cię spotkać brak zainteresowania fanów, mniejsza liczba wyświetleń niż na to liczyłaś i nieregularne propozycje współpracy z reklamodawcami. Po co ryzykować? Po to, by choć raz na jakiś czas współpracować z marką i poczuć flow, a nie zostać rutyniarskim wyrobnikiem. Najlepiej dywersyfikować źródła dochodu, urozmaicać zlecenia i uciekać od blogów w proste teksty, a od prostych tekstów w blogi. Z jednej giełdy tekstów na inną. Wtedy unikniesz wypalenia, znudzenia i poczucia, że nie tak miało być.

„Łatwe zlecenia najłatwiej zdobyć – sama czasem łapałam się na tym, że realizuję proste zlecenia z lenistwa, bo nie chce mi się wysilić, żeby poszukać czegoś ambitniejszego. Tymczasem ambitne zlecenia, nad którymi musimy się trochę nagłówkować (i które jednocześnie są zwykle lepiej płatne), dają motywację do dalszej pracy.” Agnieszka Skupieńska

Pogódź się z tym, że wartość rynkowa twoich usług maleje, nawet jeśli dostarczasz coraz lepszą jakość

To dopada każdą branżę. Pamiętam czasy, gdy nie można było kupić jeansów (nowych, ale niemarkowych) poniżej 100 zł. Dziś normą są promocje na 39.90, choć mogłoby się zdawać, że przecież inflacja, ceny powinny rosnąć. Dużym rozczarowaniem może być dla ciebie pojawienie się konkurencji (w branży blogowej/ copywriterskiej), która skłania cię do tego, byś pracowała więcej, oferowała coraz lepszą jakość, za coraz niższe wynagrodzenie. Sama świadomość, że takie są prawa rynku, może pomóc ci przezwyciężyć zniechęcenie. Nie jesteś jedyna, która to odczuwa i nie jest to twoja wina (nie obniżyłaś lotów, zmieniły się okoliczności).

„Kiedyś wystarczyły Ci trzy duże zlecenia miesięcznie, żeby się utrzymać, wystarczyło 5 godzin pracy dziennie, a teraz musisz pracować 8, a na Twoim koncie wcale nie widać większych wpływów. Albo zauważyłeś spadek zainteresowania Twoją ofertą mimo utrzymania tych samych stawek od dwóch lat, bo konkurencja stosuje ceny dumpingowe.” Agnieszka Skupieńska

Produkty Agnieszki, najpierw kurs – Zacznij zarabiać na pisaniu, teraz e-book „Zostań freelancerem” przywracają wiarę w siebie, układają priorytety na odpowiednich szufladkach, pokazują, że efekt wynika z działań lub ich braku.

Marta Szyszko

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Gdy przyjade do Polski na pewno rownie dobrze jak Ty zainwestuje swoje pieniadze w jej ksiazke. To smutne i niepokojace, ze wartosc rynkowa uslug copywriterskich maleje. Ja w ogole zastanawiam sie i jestem pelna podziwu, jak Wy to robicie, ze jestescie w stanie napisac tyle tekstow dziennie. Dla mnie jest to nie do pomyslenia. Chociazby napisanie 3 tekstow na bloga w tygodniu to dla mnie kwestia wielu godzin pisania i przepisywania, i jeszcze raz przepisywania. Wow. Marta, pozdrawiam serdecznie i wszystkiego naj w nowym roku. Beata

    • Beatko, dziękuję, możesz zawsze kupić e-booka, a pisanie prostych tekstów to kwestia wprawy 🙂 Post blogowy to zupełnie inna bajka.

  • „To dopada każdą branżę”

    Blogów jest tyle (zwłaszcza lifestyleowych), że agencje mają w czym wybierać :> Swoją drogą też jestem nieco zmęczony współpracami i pracuję nad tym, by zmniejszyć ich ilość przy jednoczesnym zwiększeniu stawek. Lada moment puszczę dla moich subskrybentów e-booka ze wszystkimi szczegółami rozpoczynania współprac na blogu (gdy je uczciwie podliczyłem to zawarłem dokładnie 7 umów).

    • Wiesz, że mi też ulżyło, że mogę zarabiać gdzie indziej i wyluzować ze współpracami? Lepsze to niż presja, że blogi mają być moim jedynym źródłem dochodu, kiedyś do tego dążyłam, ale dywersyfikacja źródeł dochodu pozwoliła mu wyluzować, na spokojnie robić swoje i odsiewać.

  • Zachęciłaś do książki! Rzeczywiście początkujący przedsiębiorca staje przed ważnym dylematem, za każdym razem, gdy otrzymuje zlecenie poniżej jego finansowych oczekiwań – zawsze dodatkowe pieniądze, klient do portfolio, lepszy rydz niż nic itd. Jeśli Agnieszka znalazła sposób, jak nas przekonać, żebyśmy tego nie robili, to jej książka jest warta zakupu 😉