clouds

Życie jest o wiele łatwiejsze, gdy wie się dobrze, czego się chce, a czego nie potrzebuje – minimalizm po Polsku

Wiele z nas uważa, że dobrze przeżyty dzień to taki, w którym z sukcesem odhaczyłyśmy sporo zadań z naszej ‚to do list’. Spokojniejszy dzień, przestój w zleceniach, klient który milczy, z miejsca uznawane są jako porażki. Z drugiej strony odczuwamy przesyt – zadań, rozmów, komunikatorów. Zaprosiłam do wywiadu wyjątkowego gościa – Anię Mularczyk – Meyer, blogerkę, autorkę książki: „Minimalizm po Polsku” i kobietę, która rzuciła etat, by czerpać z życia maksimum jako freelancerka…

clouds

Skąd wzięło się Twoje zainteresowanie tematem minimalizmu?

Kilka lat temu szukałam pomysłów na to, jak wygospodarować więcej czasu, lepiej nim zarządzać, opanować przestrzeń, bałagan w mieszkaniu. Przypadkowo trafiłam na blog Zen Habits, prowadzony przez Amerykanina Lea Babautę. Pisał on właśnie o minimalizmie, o wartości prostoty. Spodobało mi się jego podejście, chociaż na początku wydawało się dość abstrakcyjne w stosunku do mojego życia. Pociągała mnie prostota, ale czułam  obawy. Nie sądziłam, że będę w stanie wprowadzić proponowane przez niego zmiany. Pomyślałam jednak , że nie muszę postępować zbyt radykalnie, lecz próbować chociaż trochę uprościć swoje życie, pozbywając się przynajmniej części nadmiaru. Okazało się, że proces ten bardzo mnie wciągnął, szybko zaczęłam dostrzegać pozytywne skutki wprowadzanych zmian. Z czasem oswajałam się z  uwalnianą przestrzenią, szłam więc dalej i dalej. Aż pewnego dnia zorientowałam się, że już nie boję się minimalizmu, lecz że cieszę się nim i dostrzegam w nim coś w rodzaju intelektualnej zabawy, ćwiczenia umysłu.

W międzyczasie poznałam też książki Dominique Loreau, Francuzki zafascynowanej Japonią, która sporo napisała o prostocie. Cenię je za bardziej kobiece podejście i nacisk na poszukiwanie piękna.

A jak to się stało, że wydałaś książkę?

Doświadczenia zdobywane we wspomnianym procesie dawały mi wiele satysfakcji i radości. Chciałam o nich opowiadać. Myślałam, że mogą zainspirować innych, tak jak mnie zainspirował początkowo Leo i inni anglojęzyczni blogerzy. Zaczęłam dzielić się swoimi przemyśleniami na blogu, który z czasem stał się dość popularny. Gdy poczułam się pewniej, wiedząc, że ludzie lubią czytać to, co piszę, pomyślałam, że warto by napisać książkę o minimalizmie z polskiej perspektywy, z uwzględnieniem naszych realiów. Czytelnicy bloga często zwracali uwagę  na fakt, że książki pani Loreau czy Lea Babauty nie zawsze przystają do naszych warunków. Ważne jest też to, że mieszkańcy byłych krajów komunistycznych mają szczególne doświadczenia związane z niegdysiejszymi niedoborami i wyrzeczeniami  i koniecznością odnajdywania się z nowej rzeczywistości, w której obowiązują zupełnie inne zasady, niż te, do których przyzwyczailiśmy się w czasach PRL-u. Chciałam sama zmierzyć się z publikacją, ale udało się nawiązać kontakt z Wydawnictwem Czarne. Napisałam próbny rozdział, konspekt – przyjęli go i zaproponowali umowę. W ten sposób powstała książka Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym, ostatecznie opublikowana przez wydawnictwo Black Publishing, czyli imprint Czarnego.

Co wprowadza niepotrzebny chaos w życie?

Brak jasno sprecyzowanych priorytetów.  A także bałagan i nadmiar. Moim zdaniem życie jest o wiele łatwiejsze, gdy wie się dobrze, czego się chce, a czego nie potrzebuje. Natomiast porządek – w domu, torebce, głowie, terminarzu – pomaga unikać marnowania czasu. Nadmiar zaś niepotrzebnie pochłania naszą energię. Czyli również czas. Zamiast próbować opanować  nadmiar i go układać czy organizować, lepiej się go pozbyć.

Jakiś czas temu rzuciłaś etat, by wykonywać zawód wolnego strzelca. Dziś piszesz, że nie straszne Ci ZUS-y, ale swego czasu doświadczałaś lęku i obaw. Skąd wzięła się Twoja odwaga w podjęciu tej decyzji?

Dokładniej o tym, co było najsilniejszym impulsem, opowiadam w książce, ale w skrócie można by powiedzieć, że odwagi nabrałam, gdy zrozumiałam, że na etacie jest ciepło, wygodnie i bezpiecznie, ale przestało w danej chwili być dla mnie rozwojowo. I że ciekawa jestem tych możliwości, jakie otworzą się dla mnie, gdy zrezygnuję ze stabilnej posady. Ta ciekawość stała się w końcu silniejsza od wszystkich obaw.

Co miałaś na myśli, mówiąc: poczułam się dostatecznie silna, by rzucić etat i założyć firmę? Co kryje się pod pojęciem siły?

Siła bierze się ze świadomości swoich mocnych i słabych stron. Z przekonania, że niezależnie od ewentualnych trudności i nieprzewidzianych okoliczności, jest się w stanie znaleźć sensowne rozwiązanie nawet najtrudniejszych problemów. Poza tym wiem, że nie mieszkam na bezludnej wyspie, nie nadużywam pomocy bliźnich, lecz w razie potrzeby mogę liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół. To zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Czego bałaś się najbardziej, rzucając etat i czy faktycznie potwierdziły się te obawy?

Najbardziej bałam się, że będę miała za mało zleceń, by się utrzymać i udźwignąć ciężar składek na ubezpieczenie społeczne i podatków. Albo że będę za dużo czasu poświęcać na pracę. Ani jedne, ani drugie obawy nie potwierdziły się, bo zleceń mam w sam raz, a aby nie spędzać całego życia na pracy, musiałam po prostu nauczyć się czasem odmawiać i dbać o odpowiednią ilość odpoczynku. Na początku nie było to łatwe, ale z czasem udało się nad tym zapanować.

Miałam również pewne obawy w związku z formalnościami, prowadzeniem rachunkowości, rozliczeniami. Jednak te sprawy też okazały się prostsze do opanowania niż myślałam. Owszem, wymagają pewnego wysiłku, ale nie jest to zadanie przerastające możliwości przeciętnego człowieka. Nie ma czego się bać.

Dziękuję za odpowiedzi, niezwykle trafne i przejrzyste, nawet odpowiadasz w duchu minimalizmu 🙂

A Was zapraszam na Prosty blog.com, pełen pozytywnej energii i mądrości ujętej w minimalistycznych zdaniach i do lektury „Minimalizmu po Polsku”.

rozmawiała: Marta Szyszko

minimalizm-po-polsku-b-iext25466207

1,065 total views, 4 views today

Uważasz ten post za przydatny? Podziel się z innymi

Comments

comments

  • Bardzo fajny wywiad. I zgadzam się ze wszystkim, o czym wspomina Pani Ania. A za Ciebie Marto też trzymam mocno kciuki a propos prowadzenia własnej firmy i gratuluję rzucenia etatu! 😉

  • „Minimalizm po polsku” to książka, do której będę wracać co jakiś czas. Bardzo ujęły mnie – osobisty ton, pokazywanie, na jak wiele sfer życia może wpływać to podejście oraz mówienie wprost, że liczenie rzeczy i redukowanie stanu swojego posiadania do 200 czy 100 rzeczy to tylko jeden ze sposobów na minimalizm – nie jedyny. Książka mówi o minimalizmie i prostocie, ale mówi też o czymś jeszcze. I to coś jeszcze (co można odnieść do swojego życia oraz „rozumienia dzisiejszego świata”) jest jej ogromną warrtością.

  • Ah, jakże ten temat jest mi bliski! Od dawna podczytuję bloga Leo Babauty i zachwycam się minimalizmem. Ja wcąż uczę się tej równowagi pomiędzy pracą a odpoczynkiem i życia w wolniejszym tempie. W moim przypadku ten minimalizm przekłada się również na pracę projektową.

  • Wszystko ładnie, można rzucić etat, ale nie jest to łatwe kiedy ma się na utrzymaniu rodzinę, do spłacenia niemały kredyt i kieszenie pełne obaw. To trochę inny punkt odniesienia.

    Wiem, nie jestem kobietą, ale „pochłaniam” Twój blog jak pyszne ciastko. Czytam i czytam i przestać nie mogę. Posty tworzone zgodnie ze sztuką, krótkie, konkretne, poprzedzone kilkoma zdaniami wstępu. Dużo ciekawych informacji z których czerpię pełnymi garściami. Dziękuję, to chyba najlepsze słowo jakie mogę napisać.

    • To bardzo miłe, ale piszesz teraz o moim blogu (Kobieta w e-bizniesie) czy o Prostym blogu? Co do rzucania etatu- można to robić stopniowo, choć nie będzie to proste rozkręcać biznes po godzinach. A co do wynagrodzenia na etacie, hmm – nigdy nie miałabym szans poczuć się dowartościowana finansowo, nie zaprzedając duszy pracy. 2400 brutto to pewnie max., co mogłabym wyciągnąć u kogoś. Dziś wystawiłam fakturę na 2 banery o łącznej wartości 1800 zł. Wiadomo – tak nie jest codziennie, ale mam coraz więcej poważnych finansowo ofert.

      • Marta, piszę o Twoim blogu, bo w tej chwili utonąłem w nim po uszy.

        Co do rzucania etatu, też mam pewien plan. Rozciągnięty w czasie na kolejnych 5 lat, plan ułożony, przez ostatni rok realizowany z sukcesem, ale z każdym kolejnym miesiącem będzie coraz trudniej.

        Co do zarobków, to gratuluję. Piękne kwoty. Oby kolejne były o jedno lub dwa zera większe. Miłego dnia. 😉

        • kiedys natknęłam się na sentencję – ludzie przeceniają to, czego mogą dokonać w ciągu roku, a nie doceniają tego, czego mogą dokonać w ciągu kilku lat. Więc trzymam kciuki, by 1 rok nie okazał się zniechęcającym, bo ponoć on bywa najtrudniejszy – największe nadzieje, dużo błędów, potem już jesteśmy zaprawieni:) To dziękuję jeszcze raz za komplement, jakoś nie umiem uwierzyć w siebie, ale idzie mi coraz lepiej 😉

autoresponder system powered by FreshMail